Felieton

I koła turkocą, i puka, i stuka to… – felieton Tomka Pstruchy

Jak Tomasz Tosza jest miłośnikiem rowerów, tak ja jestem wielkim miłośnikiem kolei. Uważam, że pod względem efektywności, jakości podróży i ekonomii, jest to najlepszy środek transportu, jaki wynalazł człowiek. Za sześć lat obchodzić będziemy 200. jubileusz uruchomienia pierwszej, powszechnie dostępnej, kolejowej linii pasażerskiej (Stockton and Darlington Railway), wykorzystującej lokomotywy parowe. Natomiast za siedem lat czeka nas 100. rocznica istnienia Polskich Kolei Państwowych. Mam nadzieję, że w okrągły jubileusz kolej w Polsce znowu będzie święcić triumfy i przewozić miliony pasażerów.

 

Nie wiem dokładnie skąd bierze się mój wielki sentyment do pociągów. Może to kwestia „gena”, którego się nie wydłubie? Ojciec mojej prababki pracował na kolei. Była to, przebiegająca przez nasze miasto i osławiona, C.K Uprzywilejowana Kolej Północna Cesarza Ferdynanda. Mówimy oczywiście o okresie zaborów. Pamiętam jego zdjęcie – portret jegomościa w mundurze kolejarskim i z sumiastym acz modelowo wypielęgnowanym wąsem.

Może to fakt, iż w dzieciństwie najczęściej jeździłem pociągami, a autobusów szczerze nienawidziłem – za smród spalin, zamarznięte w zimie szyby i za chorobę lokomocyjną? Pociągi zaś budziły pozytywne skojarzenia.

Do tego specyficzny klimat dworców. W ustroju słusznie minionym szanujący się dworzec musiał dysponować nie tylko przestronną poczekalnią z senną, nierealną atmosferą spotęgowaną rozproszonym światłem. Poczekalnią, w której oczekując na pociąg, paradoksalnie lewitowało się w „bezczasie”, jak w czyśćcu. Szanujący się dworzec musiał posiadać bar dworcowy. Znudzony czekaniem ojciec mógł zamówić piwo w grubo rżniętym kuflu lub „setę” z obowiązkową zakąską (śledź po japońsku na przykład). Dla mnie bigos lub fasolka po bretońsku, bo żarłocznym dzieckiem byłem.

Dlatego dzisiaj lubię dworce, które nadal są dworcami – jak ten w Gliwicach, Wrocławiu czy nawet w Trzebini. Nie nowotwory w postaci monstrualnych galerii handlowych, które tylko przypadkowo gdzieś w podziemiach upchnęły torowiska i perony. Rozbuchane i nachalne świątynie handlu, a przecież niegdyś były portalami do innych światów. Wchodziło się na przykład w ciasnych Gliwicach z charakterystyczną mozaiką na ścianie, a wychodziło w monumentalnych i zapierających dech w piersiach przestrzeniach dworca w Lipsku…

Nocne powroty z uczelni lub od jakiejś kobiety. Papieros palony przy uchylonym oknie, za którym oddalały się światła miast. Puste przedziały. Jedna ze świetlówek zawsze musi mrugać.

Dla mnie podróże pociągiem są podróżami zarówno w przestrzeni, jak i w czasie. Wszystko się miesza – teraźniejszość z przeszłością, fakty z mitami, krajobraz za oknem z rojeniami przy zapadaniu w półsen. Trochę jak w realizmie magicznym.

Ale dość tych wynurzeń, wróćmy do teraźniejszości w wymiarze bardziej realistycznym niż magicznym. Obecnie PKP Polskie Linie Kolejowe (a więc państwo, bo to państwowa spółka) realizują bezprecedensowy projekt o nazwie Krajowy Program Kolejowy. Setki kilometrów linii kolejowych w całej Polsce ulega modernizacji lub rewitalizacji. Po dziesiątkach lat zaniedbań i zaniechań wyeksploatowana do granic infrastruktura kolejowa jest odbudowywana.

Widzimy to na bieżąco nawet w Jaworznie – mówię o linii E30 z Katowic do Krakowa, która przebiega przez nasze miasto. Ale to nie tylko ta linia.

PKP PLK realizują obecnie w całym kraju inwestycje na łączną sumę, o ile dobrze pamiętam, około 70 mld zł! Skala tych działań przypominać może odbudowę jak po wojnie. Bo i stan niektórych linii wygląda jakby nadszarpnęła ją wojenna zawierucha.

Koronnym przykładem może być linia kolejowa z Lubina do Legnicy (linia nr 289) – w samym sercu polskiego Zagłębia Miedziowego. Ostatni pociąg pasażerski przejechał nią 31 sierpnia 2010. Stan torowiska i obiektów inżynieryjnych umożliwiał później jedynie ruch towarowy z prędkością do 20 km/h. Przez dziewięć lat mieszkańcy pozbawieni byli dostępu do transportu kolejowego.

Teraz to się zmieniło. PKP PLK zrewitalizowały linię nr 289 wraz z przystankami i stacjami kolejowymi. Ubiegłej niedzieli (9 czerwca) pierwszy pociąg Kolei Dolnośląskich z władzami tej samorządowej spółki przewozowej oraz przedstawicielami władz samorządu województwa na pokładzie, miał przejechać odbudowanym szlakiem. Pociąg został jednak zatrzymany przez rozwścieczonych mieszkańców, demonstrujących na torach. Do akcji wkroczyć musiała policja.

Mieszkańcy zablokowali tory w Raszówce, bo pragnęli świętego spokoju nie zakłócanego przez regularne kursy pociągów, pomyślicie? Wręcz przeciwnie! Protestowali, gdyż władze województwa oraz Koleje Dolnośląskie wyłączyły z obsługi połowę miejscowości leżących na szlaku kolejowym. Pociągi pasażerskie miały się tam nie zatrzymywać. To rozeźliło ludzi tak bardzo, że zablokowali tory i chcieli się dopuścić linczu na politykach samorządowych.

Na Dolnym Śląsku doszło do sytuacji paradoksalnej, by nie rzec nienormalnej. PKP PLK za ponad 243 mln zł wyremontowały linię wraz infrastrukturą pasażerską, po to, by część zmodernizowanych przystanków i stacji była wyłączona z obsługi przez samorządowego przewoźnika. Na szczęście zareagowali ludzie, którzy od 9 lat czekali na powrót regularnej komunikacji kolejowej do ich miejscowości. W aurze skandalu, kompromitacji i pewnie też strachu przedstawiciele zarządu województwa obiecali, że zmienią swą niedorzeczną decyzję.

Myślę, że to pewna wskazówka dla innych lokalnych przewoźników kolejowych oraz polityków. Ludzie chcą z kolei korzystać, byle była dostępna i pociągi kursowały z odpowiednią częstotliwością. Można dywagować nad kolejami dużych prędkości, ale mieszkańcom Polski wciąż brakuje kolei prędkości niższych za to dostępnej oraz regularnych połączeń aglomeracyjnych.

Mam nadzieję, że w 100-lecie Polskich Kolei Państwowych będzie wreszcie można mówić o renesansie kolejnictwa w naszym kraju. I że obowiązywał będzie przynajmniej taki standard, jak w okresie międzywojennym. W roku 1938 pociąg z Katowic do Krakowa dojeżdżał w czasie 58 minut, a na podstawie rozkładów jazdy można było regulować zegarki.

Tomasz Pstrucha

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 11-2019

Zapraszamy do dyskusji: tutaj

Polecamy: Kolej na pociąg – felieton Tomka Toszy

Polecamy: Do Jaworzna dotrze kolej dużych prędkości?

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Kolej na pociąg – felieton Tomka Toszy – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top