Felieton

Nieludzkie marzenia technokratów – felieton Tomasza Pstruchy

Bezzałogowy autonomiczny pociąg w Kopenhadze

Kiedy słyszę o autonomicznym transporcie oraz o tym, że jego nadejście jest nieuchronne i nastąpi lada chwila, pozwalam sobie na gorzki uśmiech przypominający grymas Jokera. Wiecie, bo to jest taki utopijny sen technokratów – zwłaszcza tych szczebla zarządzającego. Uczynić ludzi zbędnymi. Dla nich pracownik nie jest cennym kapitałem, który sprawia, że przedsiębiorstwo funkcjonuje i się rozwija, lecz balastem i wydatkiem. Przebudzenie następuje, kiedy pracowników zaczyna brakować i firma rozpoczyna podróż po równi pochyłej.

 

Japoński Shinkansen w październiku obchodzić będzie 55-lecie. Z czego zasłynęły koleje Shinkansen przez ponad pół wieku działalności? Z niezawodności, punktualności i bezpieczeństwa. Wyobraźcie sobie, że przez cały okres eksploatacji na liniach Shinkansen nie wydarzył się ani jeden wypadek śmiertelny. A mówimy o kraju, który regularnie nawiedzają trzęsienia ziemi, tsunami czy tajfuny. Mimo tych potężnych sił natury, które potrafią nieść zniszczenie i chaos, średnie roczne opóźnienie każdego z pociągów Shinkansen nie przekracza 30 sekund. Roczne, podkreślam!

Co stoi za tymi znakomitymi wynikami? Wszyscy podkreślają, że doskonała organizacja pracy i wykwalifikowanie pracowników.

Japonia jest najbardziej zaawansowanym technologicznie krajem świata, ale nikomu nie przychodzi nawet na myśl, by zastąpić kierownika pociągu automatem.

Etos pracy na najwyższym poziomie. Obsada pociągu wymienia się na stacji, salutując sobie nawzajem w mundurach i białych rękawiczkach. Kierownik zasiada w kokpicie i prowadzi pociąg w tychże samych, nieskazitelnie białych rękawiczkach. Na bieżąco kalkuluje co do sekundy, w jakim czasie musi przejechać przez następny punkt kontrolny i jaką prędkość musi osiągnąć, aby nadrobić ewentualne kilkunastosekundowe opóźnienie. Jednocześnie dba, by zachować bezpieczny odstęp za pociągiem, który go poprzedza. Margines, w którym się porusza jest niewielki. Używa zegarka analogowego – nie cyfrowego – bo patrząc na tarczę ze wskazówkami łatwiej przeprowadzić obliczenia!

W przypadku zdarzenia losowego lub awarii, musi podjąć odpowiednie kroki, stosując się do instrukcji bezpieczeństwa. Podobnie jak pilot samolotu dysponuje kilkoma skoroszytami, gdzie znajduje procedury na każdą możliwą okoliczność. Jego praca z jednej strony polega na wykonywaniu instrukcji, ale z drugiej na błyskawicznym podejmowaniu kluczowych decyzji. Nie da się go zastąpić komputerem.

Podobnie z obsługą techniczną. Co dwa dni pociąg jest sprawdzany przez inspektora. Raz na miesiąc przechodzi gruntowną kontrolę – sprawdzanie stanu pojedynczych drzwi to kontrola 27 punktów. Co pół roku na części pierwsze rozbierany jest zespół napędowy. Co trzy lata prawie cały pociąg rozkładany jest na poszczególne podzespoły, sprawdzany i montowany ponownie (oraz malowany). W okresie 3 lat każdy skład przechodzi ponad 500 kontroli technicznych na różnym poziomie. Czy potrafią zrobić to automaty? Pytanie czysto retoryczne.

Każdej nocy ekipy liczące łącznie ponad 3.000 ludzi dokonują wymian fragmentów torowisk i pozostałej wyeksploatowanej infrastruktury. Niezależnie od pory roku czy warunków atmosferycznych szyny są zgrzewane i precyzyjnie szlifowane. Odchylenia wymiarów nie mogą przekraczać 2 milimetrów. Pokażcie mi robota, który potrafi dokonać takiego wyczynu w nocy przy zacinającym deszczu.

Autonomiczny transport…? Taaa, jedźcie do Japonii i dowiedzcie się, gdzie go sobie możecie wetknąć. Dowiedzcie się dlaczego ludzie są niezastąpieni, kiedy trzeba podejmować trafne decyzje, od których zależą losy tysięcy pasażerów, dokonywać oględzin i ocen, wykonywać wysoce wyspecjalizowanych i precyzyjnych prac czy gdy trzeba kreatywnie myśleć i wychodzić poza ustalone schematy.

A sztuczna inteligencja? Cóż, najpierw wypadałoby posługiwać się w pełni inteligencją naturalną, a nie rezygnować nawet z myślenia, które konstytuuje nasz gatunek (homo sapiens to przecież człowiek rozumny).

Ten szalony mit o zbędności ludzi i możliwości zastępowania ich przez automaty ma w sobie coś totalitarnego z natury. Najpierw człowiek był wtłaczany w sztywne ramy taśmy produkcji masowej, jako dodatek do maszyn. Zredukowany do wykonawcy prostych czynności stawał się elementem automatu – biorobotem. Teraz zaś czyni się go całkowicie zbędnym – piątym kołem u wozu. Balastem obciążającym przedsiębiorstwo i jego fundusz płac. Przecież mógłby on być z powodzeniem skonsumowany przez kadrę zarządzającą (zawsze niezbędną – można kpiąco dodać), a reszta na bruk.

Ale to marzenie technokratycznych zarządców jest chorą wizją, obarczoną podstawowym błędem z samego założenia. Przypomnijmy sobie Henry’ego Forda – jednego z ojców kapitalizmu przemysłowego. Wdrażając do produkcji Forda T doprowadził do sytuacji, że robotnik pracujący w jego fabrykach, mógł kupić nowego Forda za trzy miesięczne wypłaty. Bo Henry Ford wiedział, że jego zyski zależą od masowej produkcji i równie masowego popytu. Że ludzie kupią Forda T, tylko jeśli będzie ich na to stać. To z kolei spowoduje sprzężenie zwrotne i umożliwi dalsze zwiększanie produkcji.

Kto będzie kupował produkty wytwarzane masowo, jeśli automaty wyprą ludzi? Ci sami ludzie pozbawieni pracy i środków do życia? Hmmm, czy nie tkwi tu jakiś błąd logiczny?

Oczywiście – jak zwykle – ten felieton nie ma nic wspólnego z naszą jaworznicką rzeczywistością. Bo przecież u nas nikt nie utyskuje na pracowników, nikt nie twierdzi, że są przyczyną jakichkolwiek kłopotów, a wszyscy zgodnie uznają, że to zatrudnieni i dobrze opłacani ludzie stanowią najcenniejszy zasób warunkujący rozwój.

Tomasz Pstrucha

Zapraszamy do dyskusji: tutaj

 

Najnowsze

To Top