Felieton

Raczej się nam przyszłość nie spina – felieton Tomasza Toszy

Przyszłość jest niodgadniona. Bywają wśród ludzi prawdziwi wizjonerzy, którzy widzą przyszłość, tak jak w latach 60. zrobił to Stanisław Lem przepowiadając w „Powrocie z gwiazd” powstanie i sposób działania e-booków. Pół wieku przed ich stworzeniem. Napisał też smutną powieść o tym jak ludzkość tonie w farmakologicznym śnie – „Kongres Futurologiczny”. Wszyscy stają szczęśliwi dzięki osiągnięciom chemii – trafiamy w przyszłości do lemowskiego Matrixa. Właściwie to najbardziej prawdopodobnej przyszłości można szukać w masowej kulturze, która bombarduje nas swoimi wizjami – od epidemii zombiaków przez postapokaliptyczne społeczności nomadów z „Mad Maxa” do pozbawionej naszego gatunku planety „100 lat po Ziemi”.

 

Wszystko zależy od nas – jaki scenariusz przyszłości sobie wybierzemy. Jako gatunek. Niestety jestem pesymistą coraz bardziej widząc, że wybierać będzie nie mądrość ale głupota. Nie racjonalizm ale zabobon. Historia – nauczycielka życia – jest złym nauczycielem. Bo nie daje rady wbić do głowy podstawowych z siebie płynących wniosków – za każdym razem gdy pozwalamy wydobyć się na powierzchnie demonom ludzkiej duszy – nienawiści, nietolerancji, ksenofobii, egoizmowi, chciwości kończy się to masakrą.

Tomek Pstrucha w swoim ostatnim felietonie o emerytach z Sun City nadział się na niczym na wielki widelec na przerażający paradoks rozwoju, który bierze się z tego, że nie można się rozwijać w nieskończoność przy ograniczonych zasobach. A zasoby jakimi dysponowała ludzkość kurczą się w tempie przerażającym. I przyszłość nie będzie wyglądała tak jak teraźniejszość, tylko z elektrycznymi zamiast spalinowymi samochodami, bardziej kolorowymi telewizorami i turystycznymi lotami na Marsa. Raczej powinniśmy być pesymistami. Zabije nas gatunkowa głupota.

Nauka wielokrotnie się myliła. Mylili się ekonomiści, mylili się psychiatrzy, mylili się… chciałem wymieniać dalej i brakło mi pomysłów. Nie przypominam sobie poważniejszych błędów będących dziełem matematyków, fizyków, chemików, statystyków, biologów i astronomów (nie astrologów, bo to zabobon był a nie żadna nauka). Ich osiągnięcia są godne szacunku odkąd przestali szukać formuły złota i przestano ich palić na stosach. Największe wtopy zaliczyły nauki społeczne, głównie te związane z ekonomią. Wśród przedstawicieli nauk społecznych znaleźć można raczej wyznawców poglądów niż posiadaczy faktów i ich opisów. I raz górują jedni wyznawcy nad innymi wyznawcami. Jak w teologii. Takich problemów nie mają matematycy. Ciekawe dlaczego?

Patrząc w przyszłość metodami nauk ścisłych widać wyraźnie, że ona się nie spina. Brakuje zasobów.

W przeszłości, gdy upadały całe cywilizacje i imperia zawsze gdzieś był nowy ląd gdzie można było zacząć od początku albo na gruzach poprzedniego porządku. Jeśli nasza cywilizacja oparta na nieistniejącym pieniądzu upadnie to na jakich gruzach będziemy budować nową?

Co się stanie ze współczesnymi wierzytelnościami które są duchem – wartością będącą wynikiem umowy, za którą nie stoi nic konkretnego ani wymiernego. Wszak wyceniane na miliony dzieła mistrzów malarstwa warte są w świecie rzeczywistym tyle co płótno, listewki i farba. Co gorsza – nie da się ich strawić. Tyle samo warte są obrazki na banknotach lub plastikowe karty.

Nie mamy zasobów innych niż mózgi. Te, które eksploatujemy ze środowiska mogą nam poważnie zaszkodzić jako gatunkowi. Nie mamy też pomysłu na to jak funkcjonować w świecie, w którym zasoby się wyczerpią. Nie bez powodu ludzie, którzy zajmują się sztuczną inteligencją tak bardzo przed nią ostrzegają. Żeby broń boże jej nie włączać, albo żeby chociaż zapewnić sobie stuprocentową możliwość jej wyłączenia gdy pójdzie coś nie tak. A pójdzie. Sztuczna inteligencja uzna, że wartość zapisana w DNA wszystkich gatunków życia jest większa i warta większej ochrony niż DNA jednego tylko gatunku – homo. I lepszym dla życia jest… No właśnie…

Ludzie nauki ostrzegają ludzkość od dziesiątków lat. Najpierw cicho, teraz głośniej, że nie damy rady jako gatunek. Ewoluowaliśmy przez trzy miliony lat do życia w środowisku, które było zupełnie inne zanim je zmieniliśmy. I głośno mówią o tym przedstawiciele nauk, w których dość ciężko o pomyłkę – matematycy, fizycy, chemicy. Odkryliśmy już prawa fizyczne i chemiczne. Matematycznie je zmierzyliśmy. I przyszłość nam się nie spina.

Dowód że się nie spina? Leży w skrzynce pocztowej – list z ZUS z prognozą emerytury.

Dziś jest czas, żeby zastanowić się nad przyszłością. Może znajdziemy wśród nas ludzi ogarniających przyszłość jak Stanisław Lem, polski pisarz futurolog, lwowski Żyd. Póki co diagnoza jest taka – żyjemy w końcówce dobrych czasów. Już widać ciężkie chmury na horyzoncie. Przeplatane z suszą. W przyszłości nie będziemy żyć życiem emeryta z Sun City w Arizonie. Będziemy raczej kombinować skąd wziąć dobrą wodę, żeby zaspokoić pragnienie. I jak nie dać się zabić temu, który uważa, że bardziej potrzebuje naszego jedzenia. To była codzienność naszego gatunku przez trzy miliony lat. Niestety.

Albo włączymy sztuczną inteligencję. I jestem pewny, że wszystkie problemy będziemy mieć z głowy.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 15-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Jak motyl nad mandalą – felieton Tomasza Pstruchy – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top