Felieton

Jak motyl nad mandalą – felieton Tomasza Pstruchy

Mnisi mozolnie usypują mandalę z kolorowych ziaren piasku. Nie ma tu żadnej przypadkowej formy, ani żadnego przypadkowego ruchu. Koncentryczne kwadraty zamknięte w kolistych pierścieniach sprawiają wrażenie fraktali – część stanowi odzwierciedlenie całości, natomiast całość nie jest prostą sumą części, lecz czymś na poziomie organizacyjnym wyższym. Gdy mandala jest gotowa, sięgają po miotełki i rytualnym gestem niszczą efekt swej długotrwałej pracy. Symbol ciągłej transformacji – nieustannego cyklu życia i śmierci, stwarzania i końca świata.

 

Kiedy przeczytałem cokolwiek katastroficzny felieton Tomka Toszy pomyślałem… właśnie o mandali. Ewoluowaliśmy trzy miliony lat jako gatunek ludzki, owszem. Ale jak się to ma do blisko 5 miliardów lat dziejów Ziemi? Nasz wiek gatunkowy to mgnienie oka.

Jak się to ma choćby do dinozaurów, które królowały na naszej planecie przez okres około 135 milionów lat? Pozostały po nich kopalne szczątki odnajdywane przez paleontologów, a najbliższym współczesnym potomkiem dinozaurów jest prozaiczny… kurczak, lądujący na naszym stole. Przyszli paleontolodzy (jeśli takowi nastaną) będą rekonstruować naszą historię zapisaną w silikonowych wypełniaczach biustów i stertach toreb plastikowych oraz butelek PET.

Właśnie minęła 74. rocznica zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę, a jutro minie rocznica zniszczenia Nagasaki. Jak wyliczył brytyjski think tank Chatham House, od tamtej pory ludzkość stanęła 13 razy u progu jądrowej apokalipsy – ostatni raz w roku 1995.

Największa groźba wojny atomowej wystąpiła w roku 1962 podczas kryzysu kubańskiego. Wówczas kpt. Sawicki – dowódca radzieckiego okrętu podwodnego B-59 – nakazał uzbroić torpedę z głowicą jądrową i w paranoicznym widzie wycedził „Zaraz ich rozwalimy! Zginiemy, ale zabierzemy ich wszystkich z sobą!” Tylko dzięki reakcji zastępcy dowódcy i oficerów, nie doszło do ataku jądrowego na okręty amerykańskie. Ten zapewne doprowadziłby do eskalacji.

Inny powszechnie znany i poważny incydent zdarzył się w roku 1983, kiedy sowiecki system wczesnego ostrzegania wykrył wystrzelenie przez USA pięciu międzykontynentalnych rakiet balistycznych. Okazało się, że był to błąd interpretacji danych przez komputer. Rozpoczęciu globalnej wojny atomowej zapobiegł ppłk. Stanisław Pietrow, który bazując na własnej logice doszedł do wniosku, że komputer się myli, ponieważ wróg nie wszczynałby wojny ledwie pięcioma rakietami, lecz zdecydowałby się na atak pełnym arsenałem nuklearnym. Nie rozpętał więc alarmu, który spowodowałby natychmiastową radziecką odpowiedź nuklearną. Pietrow miał rację, a za to, że myślał zamiast wykonywać ślepo procedury, został przez dowództwo „nagrodzony” naganą i usunięciem ze służby. Nieżyjący już pojedynczy człowiek, który zapobiegł unicestwieniu ludzkości.

Tylko te dwa przykłady pokazują, że czasem decyzja jednego człowieka może przynieść zagładę lub jej zapobiec.

Na historię ludzkości nie składają się tylko wojny na wyniszczenie, ludobójstwo i walka o kurczące się zasoby. To także historia wynalazków, które niosły z sobą całkowitą zmianę paradygmatów naukowych, technologicznych i społecznych, w których ludzie funkcjonują.

Pierwszym takim krokiem milowym było wytworzenie przed blisko 2 mln lat protojęzyka, które sprawiło, że praczłowiek stał się istotą społeczną i zdolną do komunikacji. Język właściwy, który umożliwiał już przekazywanie bardziej złożonych idei datuje się na wiek nieco poniżej 100 tys. lat. Także ok. 100 tys. lat temu człowiek nauczył się rozniecać ogień. A później… wszystko gwałtownie przyspieszyło.

Przed 40 tys. lat wynaleziono oszczep z grotem kamiennym, później łuk. A już 8,5 tys. lat temu człowiek zmienił rodzaj gospodarki ze zbieracko-łowieckiej na osiadłą i rolniczą. Najstarsze znane miasto otoczone murem powstało ok. 6000 lat przed naszą erą, a wóz na kołach (pierwsza rewolucja transportowa) – ok. 3500 lat p.n.e. Później przyszedł czas na pismo, narzędzia z brązu, wypalaną cegłę, kanalizację, brukowane drogi, akwedukty, pług z lemieszem, druk, maszynę parową, produkcję masową, silnik elektryczny, kopalnię ropy naftowej i jej destylarnię (to w Polsce akurat), silnik spalinowy, żarówkę elektryczną itd. Za te milowe kroki w historii rozwoju ludzkości także najczęściej byli odpowiedzialni pojedynczy ludzie. Czasem nieświadomie zmieniali całkowicie dalszy bieg naszej społecznej ewolucji.

Dlatego przyszłość jest nadal nieodgadniona. Kolejna rewolucja technologiczna, zapoczątkowana jednym wynalazkiem może zmienić nasze pojmowanie świata, przewartościować myślenie o zasobach, wywrócić do góry nogami stosunki ekonomiczne. Skądinąd także decyzja jednego człowieka może doprowadzić nas do całkowitej zagłady, zanim jeszcze dadzą nam się poważnie we znaki zmiany klimatyczne, pandemia czy kończące się zasoby.

Czy ktoś w końcu nam zagwarantował, że gatunek ludzki jest ostatecznym ogniwem ewolucji i że będzie wiecznie trwać na Ziemi? Tak to może wyglądać jedynie z antropocentrycznego punktu widzenia. Człowiek jest jednak tylko elementem natury (chociaż tworzy kulturę) i ogólnie pojmowanego „życia na Ziemi”.

A jak ostatnio czytałem u jakiegoś uczonego autora, cechą życia jest „wielkie bogactwo fenomenów emergentnych”, które charakteryzują procesy nieliniowe. Systemy emergentne to takie, które nie są prostą sumą części składowych (np. człowiek nie jest prostą sumą cząsteczek chemicznych lub komórek, bo istotny jest unikatowy sposób organizacji tych elementów składowych), a nieliniowość polega na tym, że efekty końcowe procesów są nieprzewidywalne i nieproporcjonalne do przyczyn (przewidywanie ogranicza się do rachunku prawdopodobieństwa). Wszystko od wielkiego wybuchu i powstania Wszechświata, poprzez powstanie prakomórki oraz później złożonych organizmów żywych (wraz z człowiekiem i jego wytworami) stanowi przejaw ciągłej emergencji.

Dlatego właśnie mandala rzeczywiście wydaje mi się trafnym symbolicznym odzwierciedleniem fenomenu życia. Nieskończenie złożonego, gdzie poszczególne elementy stanowią miniaturowe odwzorowanie całości, lecz całość jest czymś więcej niźli tylko sumą składników. Układu sieciowych połączeń, na które człowiek nie ma znaczącego wpływu, ale w określonych okolicznościach właśnie decyzja jednego człowieka może zmienić wszystko. Jak motyl, który subtelnym machnięciem skrzydeł, wywołuje tornado po drugiej stronie globu.

Tomasz Pstrucha

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 15-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Polecamy: Raczej się nam przyszłość nie spina – felieton Tomasza Toszy

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top