Felieton

Blokady jak lekarstwo – felieton Tomasza Toszy

Czy może być coś złego w przestrzeganiu prawa? Albo inaczej – czy wymuszanie jego przestrzegania może być czymś złym? Ilu z nas cwaniaczkowato twierdzi, że przepisy są po to by je łamać? I przez moment nie odczuje dyskomfortu tym stwierdzeniem wywołanym?

 

Kilka pytań na okoliczność ogłoszenia przez jaworznicką Straż Miejską zakupu blokad na koła nieprawidłowo zaparkowanych samochodów. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem. Ja miałem coś takiego zdejmowane. Raz. Na krakowskim Kazimierzu. I raz szukałem samochodu na jakimś zamkniętym parkingu na zatyłczu w Szopienicach. Bo mi sholowali, po dyskusyjnym parkowaniu w centrum miasta. I się wyleczyłem. Z parkowania w wątpliwych miejscach. Skutecznie. Blokady działają jak lekarstwo, holownik jak szczepionka. Wolę dziś do Katowic jechać w ciągu dnia autobusem niż samochodem. Chyba, że mam umówiony i zakopertowane miejsce postojowe.

Nie zdziwiła mnie ilość pozytywnych reakcji z informacji o zakupie blokad. Jakby uniosło się w powietrzu westchnienie – nareszcie. Mylą się bowiem ci, którzy uważają, że nielegalne parkowanie jest społecznie akceptowalne. Nie jest. Ludzie coraz częściej sięgają po telefon i dzwonią do służb. To tylko kierowcy usprawiedliwiają swoją niechęć do fizycznej aktywności w postaci chodzenia tym, że przecież „niemaparkingów”. Są, ale trzeba się trochę przespacerować. Ile? Jak na ogólnopolskie warunki – niedaleko. Sto, dwieście, trzysta metrów. Wywołuje to oburzenie kierowców – no jak to? Przecież nie po to mam urządzenie, które pozwala mi przedostać się z punktu A do punktu B, po to, żebym musiał chodzić 300+. Stąd gigantyczne niepowodzenie odległych od klatki schodowej parkingów na osiedlach mieszkaniowych.

Kilka lat temu Zarząd Dróg zbudował ładny parking na Osiedlu Stałym między blokami. Taka idea była, że można problem z parkowaniem rozwiązać za pomocą budowy miejsc parkingowych. Kilka osób musiało przejrzeć na oczy kiedy okazało się, że kierowcy wolą zastawić chodnik przy klatce, albo zaparkować na trawniku nieopodal niej niż przejść pięćdziesiąt metrów do równiutkiej kostki parkingowej. No tak jest.

Nie istnieje problem braku miejsc do parkowania – to jest problem czystego lenistwa. Grzechu potępianego przez wszystkie religie i systemy etyczne. To lenistwo jest winne.

Żeby się do lenistwa nie przyznać gotowi jesteśmy na wymyślenie najdzikszych wymówek. A używanie auta uzależnia właśnie dlatego, że pielęgnuje w nas lenia. Ordynarnego, bezczelnego lenia. Lenia, przez którego jesteśmy gotowi nie tylko łamać przepisy, ale i normy społeczne. I wywoływać ciche, wewnętrznie tłumione konflikty, kiedy matka z dwójką dzieci, w tym jednym w wózku nie może się przecisnąć chodnikiem zastawionym autami, albo gdy starsi ludzie muszą jakoś sobie poradzić obchodząc lśniące dowody fizycznego i umysłowego lenistwa ich posiadaczy.

Żółte szczęki na koła stają się wobec tego nie tylko narzędziem do walki z łamaniem prawa, ale głównie antyleniem. Już samo zagrożenie ich istnieniem powinno pomóc największym z leni. Powinniśmy wręcz obok tablic ostrzegawczych, że miasto jest monitorowane dać ostrzeżenie, że zakładają autom obrączki ze stali. I nie znasz dnia ani godziny jeśli popełnisz wykroczenie lenia.

O tym, że nie da się zbudować tylu parkingów, żeby starczyło dla wszystkich pisałem wielokrotnie. Jest amerykańskie miasto gdzie mają 21 miejsc postojowych na każdy samochód. Pal licho, że wygląda strasznie – budynki sterczą niczym wyspy na oceanie parkingów, ale jak trzeba, to i tak brakuje miejsc akurat tam gdzie kierowcy zamarzy się zaparkować. Ot, wielka, tłusta i leniwa Ameryka. Już niedługo zniosą nam wizy, więc każdy będzie za dwa tysiące złotych biletu lotniczego mógł się o tym przekonać. Nie jest to ziemia obiecana. Nawet oni dostrzegają, że w starej, dobrej Europie mieszka się i żyje jakoś lepiej.

Mierni politycy, którzy mają za mało odwagi do kreowania świata, albo najzwyczajniej boją się o stołki nie podejmują decyzji dobrych dla społeczeństw. Lenistwo jest dobre dla jednostek, ale wspólnoty zawsze na tym tracą. Kupienie blokad to dobra decyzja. Bardzo dobra.

Tym razem cieszę się, podobnie jak zaskakująco duże grono ludzi – jak dla prostego oglądu świata, gdzie lenie czują się najbardziej pokrzywdzeni i najgłośniej krzyczą – że żółte blokady Straż Miejska już ma i będzie ich używać. Lekka nutka złośliwej satysfakcji w tym jest. Nie czarujmy się. Najbardziej twarzowo te blokady będą wyglądać na dziewiętnastocalowych niskoprofilowych felgach wypasionych fur. Nasz gatunek przez tysiące lat żył w egalitarnych wspólnotach – nauczka dana nadętemu leniowi, który uważa, że wolno mu więcej cieszy bardziej. Nie sądzicie?

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 16-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Blokady za złe parkowanie – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top