Felieton

Religie ewoluują – felieton Tomasza Toszy

Ile wolności dla wrogów wolności? To jest pytanie z którym musi radzić sobie każda demokracja. Demokracja, czyli rządy wolnych ludzi. Odpowiedź można znaleźć w przypisywanym Oscarowi Wilde bonomociku brzmiącym tak: „Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie za to, żebyś mógł dalej robić z siebie dupka.”

 

Dlatego mogę uspokoić felietonistę z poprzedniego numeru, z prawej strony strony. Nawet gdy katolicy staną się w naszym kraju mniejszością (a staną się nią już za kilka lat – trendy są nieubłagane podobnie jak demografia), to tabliczki „Zakaz wstępu dla katolików” im nie grożą. Niezależnie od tego jak będą się oblężoną twierdzą czuli i jak intensywnie będą napuszczać bliźnich na bliźnich.

Nieswojo się czuję przypominając szermującym katolikom, że najważniejszym przykazaniem w ich kościele jest przykazanie miłości. Jak to leciało? Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego? I pierwsze – będziesz miłował Boga. I że na tych dwóch przykazaniach opiera się całe prawo i chrześcijańska moralność. Przynajmniej powinno.

Chrześcijaństwo nie jest supermarketem, gdzie można sobie wybierać co komu pasuje. Nigdzie w ewangeliach nie znalazłem Jezusa, który kogokolwiek by potępiał, grzmiał nad upadkiem – współczesnymi słowami – hejtował. Ani nie był nacjonalistą, ani nie był rasistą ani tym bardziej nie był fundamentalistą religijnym. Wręcz przeciwnie – stworzył nowy kościół ale nie był to kościół instytucjonalny, lecz kościół będący wspólnotą wiernych. Pierwsi chrześcijanie nie potrzebowali budynków do wyznawania miłości Bogu i ludziom. Nie potrzebowali też latyfundiów. Ani złotych krzyży, ani ubrań wyszywanych złotą nicią, ani tiar i całego tego szafarzu, którym kościoły instytucjonalne – prawosławny i rzymskokatolicki obrosły przez wieki. Przypomnę, że to pomieszanie priorytetów było głównym powodem przybicia do drzwi świątyni pół tysiąca lat temu przez byłego katolickiego zakonnika Marcina Lutra paru tez.

Nie jestem w stanie napisać tego lepiej niż Kapuściński, który trochę się życia naoglądał: „Do umysłu porażonego jedną z tych plag (nacjonalizm, rasizm, fundamentalizm religijny) nie sposób dotrzeć. W takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka na ofiary. Wszelka próba spokojnej rozmowy będzie mijać się z celem. Nie o rozmowę mu chodzi, tylko o deklaracje. Żebyś mu przytaknął, przyznał rację, podpisał akces. Inaczej w jego oczach nie masz znaczenia, nie istniejesz, ponieważ liczysz się tylko jako narzędzie, jako instrument, jako oręż. Nie ma ludzi – jest sprawa.”

Dlatego, mój kochany współfelietonisto, pozwól, że nie przyznam Ci racji. Ale i nie potępię poglądów. Nie toczy się żadna wojna idei. Problem jest zdecydowanie bardziej przyziemny – zaburzenia seksualności w naturze nie są czymś wyjątkowym dla naszego gatunku. Wręcz są czymś naturalnym, że niewielka część populacji kręgowców, bo u bezkręgowców zdarzają się kompletnie zboczone sposoby rozmnażania jak dzieworództwo czy obojnactwo (apage satanas), nie zamierza się rozmnażać czując pociąg seksualny do przedstawicieli swojej płci.

To nie jest żadna choroba. Tak już jest. Bóg tak chciał, albo chciała tego ewolucja nieustannie tasując naszymi genami. Efekt tego tasowania nie jest na dłuższą metę szkodliwy dla gatunków, bo „homogeny” nie są przekazywane dalej (chyba, że społeczeństwa zmuszają homoseksualistów do życia wbrew upodobaniom) i nie są w stanie osiągnąć przewagi ewolucyjnej. Nie ma się czego bać. Nie będą rządzić światem. To będzie najwyżej kilka procent społeczeństw. Nakryjecie ich czapkami.

Wolność bycia homoseksualistą jest natomiast niezwykłym zagrożeniem dla pewnej instytucji w której nie można mieć żon.

To był w sumie ciekawy pomysł z tym celibatem, bo ani to nie jest szczególnie naturalne (boskie), ani tego nie oczekiwał założyciel kościoła. Celibat zapewnia natomiast powołania. Kapłanów. Ale by ten mechanizm działał musi być użyty z wykluczeniem pewnej grupy ludzi. Domyślasz się? O tym jak sobie kościół radzi z racjonalizacją zakazu wykluczania danym przez założyciela z wykluczaniem homoseksualistów, to przeczytałem w felietonie sprzed tygodnia. Banalnie. Że odbywa się atak. Ideologiczny. I trzeba temu dać odpór. Bo inaczej wszyscy będziemy w czarnej dziurze.

Wyobraźmy sobie sytuację, że w małym miasteczku albo na wsi rodzi się chłopiec o dużej wrażliwości, delikatności i bez pociągu do kobiet. Żyć tak jak mu geny ułożył los (lub Bóg) w społeczeństwie nie akceptującym pedałów nie da się. Jaka była więc typowa droga życiowa takiego młodego mężczyzny?

Tolerancja dla homoseksualizmu jest więc gigantycznym zagrożeniem. Wyobraźcie sobie co by się stało gdyby ten młody człowiek mógł żyć tak jak chce? Już dziś może pojechać do wielkiego miasta i żyć jak chce. Efekty widać w kryzysie. Powołań.

A w kwestii treści kartek świątecznych w okolicach Bożego Narodzenia… Ludzkość świętowała w tych okolicach grudnia ze względów astronomicznych (nawet w innym systemie miesięcznym) dość długo przed Bożym Narodzeniem, które miało miejsce nawet nie w roku narodzenia Chrystusa. Ani miesiąc, ani dzień się nie zgadzają, bo to już jest Tradycja.

A co do Tradycji – to już sobie Tradycję obejrzałem w Jerozolimie, która ma z prawdą niewiele wspólnego – miasto wyglądało w czasach Chrystusa zupełnie inaczej, drogi (krzyżowe) biegły w zupełnie innym miejscu, Golgota też. W innym miejscu były ogrody oliwne… Powiedzieć tylko, że starożytne w wyglądzie drzewa oliwne z ogrodu wieczernika mają raptem siedemset lat. Sporo. Ale nadal to tylko świetny produkt pielgrzymkowy a nie świadkowie czasów.

Religie wciąż ewoluują. Zmieniają się dostosowując do czasów. Wciąż powstają nowe przez dominujące instytucje kościelne nazywane sektami. Od statusu sekty zaczynali też chrześcijanie. Czyż nie?

Religie giną też w pomrokach czasu. Z braku aktywnych wiernych trafiają do książek o wspólnym tytule: „Mitologia”.

Strasznie okrutne jest to co piszę. To jak dorosły, który oznajmia dziecku, że tak naprawdę nie ma św. Mikołaja.

Ale bez obaw współfelietonisto. Pisz o czym Ci w duszy gra. Wierz w to co chcesz wierzyć. Żyj tak jak chcesz żyć. Możesz nawet swoim przykładem siać ziarna dobra, żeby wzrosły i zakwitły na tym padole ludzkich łez. Tylko daj żyć innym.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 17-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top