Sport

Jaworznianin na szczycie Matterhornu

Tegoroczne lato było bardzo udane dla jaworznian uprawiających wspinaczkę wysokogórską. Ostatnio donosiliśmy o sukcesach, jakie osiągnęli na dalekim Kaukazie mieszkańcy naszego miasta, zdobywając Elbrus i Kazbek. Jak się okazuje, także trudne alpejskie szczyty uległy jaworznickim wspinaczom. Marcin Fic razem ze swoją ekipą zdobył legendarny Matterhorn.

Leżący między Włochami a Szwajcarią Matterhorn, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i przy okazji najtrudniejszych technicznie alpejskich szczytów. Licząca sobie 4478 m n.p.m. góra bywa nazywana najpiękniejszą na świecie i przyciąga wielu śmiałków. W tym roku wśród nich znalazł się jaworznianin Marcin Fic. – W Alpach byłem pierwszy raz, wcześniej wspinałem się w skałach na Jurze i w Tatrach. W Tatrach jak dotąd udało mi się zdobyć Rysy, Łomnicę granią Jordana, Mnicha kilka razy. Najbardziej upodobałem sobie w górach okres zimowy, gdyż daje on więcej możliwości od skituringu po wspinanie w lodospadach – mówi jaworznicki alpinista.

Sama wyprawa okazała się dość wymagająca, ale nawet trudna pogoda nie pokrzyżowała planów wspinaczkowych odważnych alpinistów. – Nasza wyprawa trwała 11 dni. Po piętnastu godzinach jazdy zameldowaliśmy się we włoskim miasteczku Staffal i od razu ruszyliśmy do schroniska Quintino Sella. Podczas aklimatyzacji zdobyliśmy w zespole dwuosobowym dwa czterotysięczniki Castor i Pollux. Pozostała część ekipy licząca cztery osoby zdobywała w tym czasie szczyt Liskamm. Następnym celem był Breithorn, który jest dość łatwą górą i dobrze było go zrobić dla podtrzymania aklimatyzacji – opowiada Marcin Fic. – W międzyczasie wyczekując na dobre warunki pogodowe zwiedzaliśmy miasteczko Cervino i zaliczyliśmy trekking na Bec Del Pio Merlo. Gdy zapowiadało się okno pogodowe ruszamy dzień wcześniej by rozbić namiot za schroniskiem Abruzzi u stóp Matterhorna. O świcie ruszamy do kolejnego schroniska Carrel, które znajduje się na grani Lion w bardzo stromym terenie na 3830 m n.p.m nocujemy tam i po godz. 4:00 nad ranem atakujemy szczyt Matterhornu na wysokość 4478 m n.p.m. Na górę docieramy w piątkę o godz. 13:00 – opisuje przebieg wyprawy. Jak się okazuje, sam powrót w dół też nie był łatwym zadaniem. – Matterhorn jest trudną górą i nie ma z nią żartów. Przyszło nam schodzić po zmroku w zamieci, ale mimo trudnych warunków udało się bezpiecznie wrócić o własnych siłach – konstatuje alpinista.

Pan Marcin, jak sam przyznaje, chciałby jeszcze kiedyś wrócić na Matterhorn i spróbować zdobyć go od uchodzącej za piękniejszą – szwajcarskiej strony. Wśród jego górskich marzeń znajduje się jeszcze słynny szwajcarski Eiger i Ama Dablam w Himalajach. My tymczasem gratulujemy udanej wyprawy i życzymy dalszych sukcesów w spełnianiu swoich marzeń.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top