Felieton

Trump jest nagi – felieton Tomasza Toszy

Aktywiści Greenpeace wspięli się na chłodnię kominową elektrowni Bełchatów i domagają się odejścia od spalania węgla. Fot. Greenpeace Polska (lic. CC BY)

Trudno o coś bardziej naturalnego jak produkty przemiany ludzkiej materii. Rozpisywał się o tymostatnim numerze mój kolega z prawej strony przytaczając awarie warszawskiej Czajki i jaworznickiej przepompowni. W obu przypadkach nasze nieczystości trafiły do rzek, w Warszawie więcej, natomiast w Jaworznie dla północnych osiedli chwilowo przestała działać aplikacja „Gdzie jest moja kupa”. W obu przypadkach był to problem raczej estetyczny niż ekologiczny. Nie z takimi kupami natura jest w stanie sobie poradzić, i żaden „przekaz dnia” nie jest w stanie tego zmienić. Przypomnę, że jeszcze kilkanaście lat temu warszawskie i część jaworznickich odchodów po prostu wpadały sobie do rzek i ci poniżej nie mogli w stanie cieszyć się czystą wodą.

Problem jest gdzie indziej niż próbował sugerować kolega. Że dopiero po dobie Greenpeace coś na ten temat powiedział. Istotne jest to co powiedział tłumacząc na nasze – że organizacje ekologiczne zajmują się i powinny zajmować intencjonalnym niszczeniem środowiska. A nie awariami, z którymi przyroda sobie radzi. Wszak to tylko swojskie g…o. Dlatego jeśli aktywiści wspinają się na kominy elektrowni, to po to by przemówić ludziom do rozumów, że produkując prąd z węgla traktujemy atmosferę jako ściek. Taki sam jak rzeka zalana rozpuszczonymi kupami. Z tym, że kupy są czymś zupełnie naturalnym, a ludzkość w ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat dodała do atmosfery jedną trzecią dwutlenku węgla. Do jego naturalnego poziomu, który oscylował przez setki tysięcy lat wokół 280 ppm. Dziś przekroczyliśmy 415 ppm i to może się dla nas źle skończyć. Nie dla planety. Tylko dla naszej cywilizacji, której braknie czasu na dostosowanie się do oszalałej pogody a w konsekwencji do zmieniającego się klimatu.

Ale to nie ekolodzy, ekologiści czy inni aktywiści mieli największy wpływ na światową opinię publiczną w ostatnich tygodniach. Nawet nie naukowcy, którzy odgrywają nieustannie sceny znane z setek filmów katastroficznych, które zaczynają się od tego, że gdzieś w spokojnym ośrodku badawczym dokonywane jest naukowe odkrycie po którym rozpoczyna się katastrofa, bo politycy odkrycie ignorują. Dziewczynka z warkoczami walnęła takim tekstem, że włos na głowie się jeży.

To była scena jak z bajki Andersena. Dziecko oznajmiło jako jedyne sprawiedliwe, że król jest nagi. Wygarnęła to na oczach zdumiałej publiczności złożonej z polityków być może zatroskanych, ale nie podejmujących działań adekwatnych do zagrożenia. Nie ja wymyśliłem to porównanie, tylko Wojciech Orliński, ale warte jest powtórzenia. „Gdyby Hans Christian Andersen miał jakieś minimum wyczucia realizmu, zaraz po okrzyku „król jest nagi!” powinien się rozlec chór wujów pytających: „a kto stoi za tym dzieckiem? a dlaczego nie jest w szkole? pomówmy raczej o jego ubraniu! czemu media o tym milczą? patrzcie jakie ma śmieszną minę! a na tym wykresie przeciętna grubość ubrań królów wzrasta!””. No tak to niestety wyglądało. Greta Thunberg poleciała po emocjach. Jej głos brzmiał z mocą jakiej nie słychać było dotąd na naszej planecie.

W ludziach jest naturalna potrzeba widzenia przyszłości lepszą niż może być w rzeczywistości.

Obywatele państw idących na wojnę w czerwcu 1914 roku spodziewali się laurów zwycięskich i powrotu do domu przed Bożym Narodzeniem. Gdyby mogli zobaczyć prawdę nigdy by do niej nie dopuścili. Takich przykładów zwycięstwa naiwności nad smutną rzeczywistością ludzkość doświadczała od zawsze. Niczego się na błędach nie ucząc. Nie potrafimy jako społeczeństwa myśleć i działać strategicznie. I to nas zgubi. Nie jak Azteków, których zabiła lokalna zmiana klimatu, którą sami wywołali. Tym razem to będzie katastrofa na skalę globalną. I to nie jest kwestia wiary, ale nauki.

W przeszłości posłańców złej nowiny można było powiesić, ludzi reprezentujących naukę – spalić na stosie. Albo ekskomunikować. Dziś zmiany klimatu są opisane przez nauki ścisłe – opierające się na matematyce, fizyce i chemii. Trudno się spierać o mierzalne wyniki. Zwłaszcza, że świat na naszych oczach zmienia się w ciągu pokolenia.

Zadajcie sobie pytanie – kiedy ostatni raz mieliśmy naprawdę śnieżną zimę?

Kiedy ostatni raz na polach leżała metrowa warstwa śniegu, kiedy ostatni raz potrzebne były płoty przeciwśnieżne żeby nie zawiewało. Kiedy na złom poszły pługi wirnikowe? A pamiętacie jeszcze takie prawdziwe przedwiośnie? Albo czerwiec bez nieznośnych upałów?

Ludzie, którzy zarabiają naprawdę duże pieniądze na paliwach kopalnych już od czterdziestu lat wiedzą i podpłacają tych, którzy robią nam wodę z mózgu, że nic się nie dzieje. Że klimat zmienił się zawsze, że Grenlandia była zielona (tylko skąd na niej lód mający 110 tysięcy lat, czyli z czasów gdy dopiero nasz gatunek rozgaszczał się w Afryce i nigdzie indziej). A nazwę dostała z przyczyn propagandowych i dlatego, że nazwa Islandia była już zajęta.

Zostało nam już niewiele czasu. I nie ma co oglądać się na Niemców, którzy w ubiegłym roku zmniejszyli emisje CO2 o 37 proc. a my swoją zwiększyliśmy o 7. Oni mają plan na wyzerowanie emisji kopalnego CO2 do 2035 roku, a my radośnie chcemy spalić cały węgiel, którego mamy na dwieście lat. Obawiam się jednak, że nie będzie miał go kto palić.

Jeśli chcecie pociechy, to nie w tym felietonie. Ale z pewnością znajdziecie ją w sieci. Na stronach o repitilianach, płaskoziemcach, spiskach masonów. Tylko co po takiej nadziei.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 19-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top