Felieton

Krajobraz po bitwie – felieton Domagalskiego

Pocięte twarze, rozerwane postacie… spokojnie to nie opis makabrycznej zbrodni, ale widok który już znika z naszego krajobrazu – banery promujące poszczególnych kandydatów do Sejmu i Senatu RP. Jak pstryknięciem palcami, w jednej chwili – 13 października br. o godz. 21.00 – straciły swoją reklamową wartość. Wyborcze emocje, niczym wzburzone walką tumany kurzu, powoli opadają odsłaniając starą-nową rzeczywistość.

 

Nie lubię „politycznych głosowań” będących odzwierciedleniem woli narodu. Nie, nie jestem przeciw demokracji, bo choć to jest bardzo kulawa forma sprawowania rządów, to lepszej póki co nikt nie wymyślił. Nie lubię wyborów z powodu emocji, tych złych, jakie się rodzą w zwolennikach każdej z opcji pretendującej do objęcia władzy. Ludzie przestają na siebie patrzyć, ale zerkają nieufnie, realizując swoją dziką chęć dogryzienia oponentom kąsając każdego, kto nie popiera ich poglądów. Język pogardy i nienawiści zatruty, jadem złośliwości i pogardy dotyka każdego. Nikt mi nie wmówi, że to wina jakichkolwiek partii – to wina ludzi, nas samych bez względu na reprezentowane środowiska. Politycy od zawsze rozgrywali swe szachy w oparciu o emocje elektoratu. Metody pozostały bez zmian, zmieniło się jedynie to, że kiedyś sąsiad mógł się pokłócić z sąsiadem i wiedziała o tym, co najwyżej cała ulica – dziś za sprawą mediów społecznościowych cały świat, a że do tej wymiany zdań mogą się dołączać inni szybko okazuje się, „że świat to za mało”. Lud pragnie „świeżej krwi” i dostaje ją, samemu zadając ciosy, krzycząc przy okazji z każdej strony: „to nie ja, to oni”. Na pewno też nie ty? Dziś wybory są już historią, a świat dalej mknie do przodu. Z pewnością czas szybko zagoi urazy, ale niesmak po określonych zachowaniach może pozostać na dłużej. Jaki zatem sens ma „hejtowanie”? Czy na tej podstawie ktoś „atakowany” zmienił swoje poglądy? Śmiem twierdzić, że służy to jedynie samo zaspokojeniu hejtera… ot, taki fetysz…

Tymczasem „cóż tam panie w polityce?” Rekordowa, od 1989 roku, frekwencja dała jeszcze większą legitymację do sprawowania rządów przez Zjednoczoną Prawicę idącą do wyborów pod szyldem PiS. Minione cztery lata sprawowania władzy, choć nie oparły się kilku rysom będących efektem czasami niefortunnych decyzji, zostały w ogólnym rozrachunku pozytywnie ocenione przez społeczeństwo dając ugrupowaniu wspierającemu premiera Mateusza Morawieckiego ponad 50% mandatów w Sejmie i 48 na 100 miejsc w Senacie RP.

Interesujący jest fakt, że choć do Sejmu weszli przedstawiciele pięciu komitetów wyborczych to grupują oni reprezentantów przynajmniej 16 ugrupować politycznych o różnych, często skrajnych poglądach… w ramach nawet jednej opcji.

Przyjrzyjmy się temu bliżej: Koalicja Obywatelska, która dotychczas pretendowała do bycia liderem opozycji osiągnęła słaby wynik, który jest efektem nie tylko malejącego poparcia na skutek niestabilności w poglądach, braku przekonującego programu. Kwestia ewentualnej wiarygodności i podwójnych standardów etycznych również nie pozostają bez znaczenia. Wszystkie te czynniki spowodowały ustąpienia pola konkurentom, a w konsekwencji zdecydowane wejście do parlamentu Lewicy. W ciągu minionej kadencji KO błądziła po politycznej scenie przechodząc stopniowo z centrum na lewą stronę, co spowodowało bunt dotychczasowego koalicjanta „platformy”. Po przegranych wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdzie sporo mandatów europoselskich objęli ludzie związani z tzw. „postkomuną” oraz jawnym wspieraniu ideologii uderzających w tradycyjny model rodziny i wartości chrześcijańskie – PSL, nawracając z antysystemowej drogi ruch Kukiz’15, postanowił zająć miejsce na środku sceny politycznej, jeszcze mocniej odpychając KO na lewy brzeg. Tam jednak wygodnie usadowiła się już wspomniana wyżej Lewica, łącząca w swoich szeregach działaczy SLD i ultra radykałów od Biedronia i Zandberga. Również na skraju prawej strony pojawił się nowy gracz – kontrowersyjna i do tego eurosceptyczna Konfederacja.

W Senacie sytuacja jest bardziej skomplikowana. Choć najwięcej mandatów, jako ugrupowanie, zdobył PiS w ogólnym rozrachunku brakuje mu tylko głosów 2 senatorów do posiadania większości. Druga w kolejności KO z 43 mandatami ogłasza „swój rzekomy sukces” wypinając coraz chudsza pierś do przypięcia orderu za… zajęcie 51 foteli senatorskich. Opierając się na prostych wyliczeniach mamy rzeczywiście relację 49 do 51, z tym że „antypisowska” większość wynika póki co z sumowania miejsc platformy, lewicy, PSL i tzw. „niezależnych”, co wcale nie gwarantuje pełnej współpracy tych frakcji, choćby z powodu reprezentowania różnych światopoglądów. Tak więc gdy KO, pod której szyldem do wyborów szli również wspólni kandydaci „platformy” i Lewicy, i Biedroniowi jest po drodze – „ludowcom” taki mezalians może nie być w smak. Wszystko przed nami, póki co w najgorszym wypadku Polacy będą się musieli liczyć z wydłużonym czasem procesu legislacyjnego w przypadku, gdy tzw. „opozycja” będzie chciała „torpedować dla zasady” w Izbie Wyższej parlamentu ustawy uchwalone przez Sejm. W Jaworznie mieliśmy już tego próbkę w 2014 roku, gdy w Radzie Miejskiej PO zawarło sojusz z SLD tylko dla „osłabienia władzy” prezydenta Pawła Silberta… na szczęście jeszcze tego samego roku wybory samorządowe potwierdziły, że uprawianie polityki „w stylu: na złość” to ślepa uliczka.

Wszystko wskazuje na to, że wspomniane wyżej rozdrobnienie partyjne będzie sprzyjało zawieraniu nowych sojuszy, a rozrywaniem dotychczasowych. Śmiem twierdzić, że w przeciwieństwie do piłki nożnej okienko transferowe zostało właśnie otwarte i w ostatecznym rozrachunku, największym wygranym w pozyskiwaniu posłów będzie… Lewica, pretendująca do bycia główną siłą opozycyjną.

Na koniec jeszcze jedno pytanie: a co z Jaworznem? Przygotowując się do wyborów ugrupowania mogły objąć dwie strategie. W myśl pierwszej nie liczyła się liczba mandatów zdobytych w okręgów – ważne by do Sejmu weszły konkretne osoby. Tu nie podejmowano decyzji z punktu widzenia dobra konkretnego miasta, ale pozycji kandydata w strukturach partyjnych. Pytanie: dlaczego zatem na liście KO zabrakło miejsca dla posła Pawła Bańkowskiego, a znalazło się dla przewodniczącego śląskich struktur Platformy Obywatelskiej… z tego samego miasta?

Drugim rozwiązaniem był dobór osób, z dużym poparciem społecznym. Ta opcja pozwala na wygranie wyborczego pojedynku i zdobycie maksymalnej liczby mandatów, ale miejsce w ławach sejmowych znajdzie się tylko dla tych, którzy faktycznie uzyskali najlepszy wynik spośród wszystkich mocnych kandydatów.

Jaką rolę w nadchodzącej kadencji odegra poseł elekt Wojciech Saługa? Czy dla dobra wszystkich mieszkańców będzie wspierał swoją pracą władze Jaworzna, czy jednak w imię partyjnego reżimu na każdym polu swojej działalności pozostanie w opozycji? Czy w swoich decyzjach, razem z KO, pójdzie jeszcze bardziej w lewą stronę, czy „oderwie się” od tendencji jego partii i stanie w obronie tradycji i wartości chrześcijańskich wiążąc się z jakimś nowym ugrupowaniem na środku sceny politycznej. Czas pokaże…

Dawid Domagalski

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 20-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Polecamy felieton Tomasza Toszy: Spór o Polskę nierozstrzygnięty

Polecamy: Jaworznianie wybrali parlamentarzystów – Sejm dla PiS-u, opozycja wygrywa Senat

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Spór o Polskę nierozstrzygnięty – felieton Toszy – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top