Felieton

Spór o Polskę nierozstrzygnięty – felieton Toszy

Lubię jaworznickie ulice. To znaczy lubię na nich być i patrzeć jak żyją. Nie ma nic wspanialszego niż żywa ulica. Albo żywy bulwar. Albo przestrzeń publiczna na której pojawiają się ludzie, żeby po prostu na niej być albo być i przyglądać się. Innym ludziom. To jest esencja miasta.

 

W miastach średniej wielkości takich jak Jaworzno można bez wielkiego ryzyka wyjść na ulicę i spotkać kogoś znajomego. Zawsze napotka się kogoś kto się ukłoni, powie dzień dobry albo cześć. Jest okazja, żeby wymienić się uśmiechami albo zagadać chwilę. To przyjemne szczególnie w ciepłe dni złocistej jesieni. Mamy w naszym mieście właśnie takie ulice, gdzie można po prostu być.

Pisuję felietony nie tylko do gazety, ale zdarza mi się komentować rzeczywistość na swoim osobistym pejdżu. Lajki są miłe. Ale znacznie więcej ludzi je czyta niż lajkuje. W powyborczy poniedziałek o świcie napisałem kilka spostrzeżeń dotyczących wyników. Felieton był czytany, nawet wywiązała się pod nim dyskusja. Zaniepokoiło mnie jednak coś, co wydarzyło się podczas porannego spaceru… Ludzie zatrzymywali mnie, chwalili że trafnie podsumowałem ból panprezesa. Ale nie lajkowali. Tak jakoś duszno się zrobiło mimo rześkiego wciąż powietrza poranka. Niby mamy wciąż wolność słowa. Ale ludzie włączają sobie autocenzurę. Jakby pewne poglądy nie były mile widziane i można było za nie dostać po tyłku.

Uważam, że są poglądy widziane niemile – nacjonalizm, rasizm i religijny fundamentalizm. Wszystkie oparte na nienawiści i nietolerancji. Na słowie „obcy”. Najzwyczajniej nie rozumiem jak może być obcy inny człowiek – wszyscy jesteśmy imigrantami z Afryki, gdzie 280 tysięcy lat temu mieszkała nasza wspólna prababcia. On jest inny, nie obcy. Obcy to może być pająk. Są przecież ludzie, którzy ich nie znoszą, boją się. I taką niechęć rozumiem. Taki pająk ma przecież cztery pary oczu i osiem nóg. A to nienormalne. My mamy parę i dwie nogi. W ogólnym projekcie się zgadza.

Wczoraj okazało się, że spór o Polskę został nierozstrzygnięty. Opozycja wygrała senat, rządzący utrzymali status quo w sejmie. Zniknęło z niego parę obrzydliwych postaci, pojawili się nowi, którzy budzą we mnie nadzieję na polityczną zmianę za kilka lat.

Ten felieton, który napisałem zanim znane były szczegółowe wyniki zaczynał się tak:

„Czyli znów czekają nas rządy największej mniejszości. …

… Na prawicy już zaczęły się poszukiwania winnych. Samodzielna większość będzie się ważyła do policzenia ostatnich głosów (ostatnie przecież spływają wyniki z dużych miast). A to był przecież plan minimum. Z łatwością znajdziemy plany większości pozwalającej stawiać przed Trybunałem Stanu a nawet większości konstytucyjnej. Stąd rozczarowanie panprezesa. Co najgorsze dla największej mniejszości – wszystkie zasoby zostały już wykorzystane, a co gorsza w obietnicach poszli na maksa, tak, że tylko wariat mógłby ich przelicytować. I się nie udało. Telewizja zwana publiczną (jak pewne domy) otwarcie robiła kampanię wyborczą taką, że zawstydzali Goebelsa a u Urbana wzbudzali nielichy szacunek…”

Wczoraj obejrzałem sobie Wiadomości – dla beki i żeby przekonać się jak poradzą sobie z pokazaniem senackiej porażki. Okazało się, że żart o tym, że gdyby Goebels miał do dyspozycji TVP, to Niemcy nigdy by się nie dowiedzieli, że przegrali wojnę nie jest absurdalny – widzowie nie dowiedzieli się, że PiS przegrał senat. To znaczy dowiedzieli się tak, że to było zwycięstwo.

Dlatego przestałem się dziwić tym co by chcieli, ale się bali zalajkować. Czasy są takie, że lepiej się nie wychylać. Odwaga podrożała. Niby nam nie odebrano wolności, a jednak trochę odebrano. Wynik wyborów daje jednak nadzieję i powinien być jasnym sygnałem dla rządzących – macie wciąż rozdawać 500+ ale koniec z dobrozmienianiem. Nie macie legitymizacji do grzebania w Konstytucji, nie macie jej do upolityczniania Sądów. Nie macie jej do pisania praw na kolanie przez jedną noc. Nie macie jej do szukania wszędzie wrogów i spisków. Nie macie jej również do konfliktowania nas ze Wspólnotą Europejską.

Rządzący będą musieli teraz skosztować piwa jakiego nawarzyli w drodze do budowania Polski według wyobrażeń z dzieciństwa panprezesa. „Tworzenie demokracji kiełbasianej ma bardzo krótkie nóżki – pisałem w felietonie – Wystarczy, że zabraknie kiełbasy i wszystko zacznie się sypać. Na przykład ceny energii. Na rok można było to zamieść pod dywan. Ale odbije się to dwójnasób teraz. Trzymajmy się więc za portfele.” Powrót do Polski z marzeń panprezesa został zatrzymany przez wyborców. Choć tego z Wiadomości się nie dowiecie.

Najbardziej cieszę się, że posłem z Jaworzna nie będzie ziobrysta Marcin Kozik.

To gatunek polityka reprezentujący najgorsze cechy tego zawodu – gęba pełna frazesów a w środku zero. To jego kolejna porażka po zeszłorocznych wyborach samorządowych. I to mimo pojechania po brzytwie z kampanią wyborczą. Chyba tylko w mojej lodówce go nie było, choć w zamrażarce nie sprawdzałem. Ciekawe jak się on z tego rozliczy przed Państwową Komisją Wyborczą? Pewnie jeszcze kiedyś będzie się próbował w wyborach ale nie wróżę powodzenia.

Wahadło się zatrzymało. Teraz ruch w drugą stronę.

Tomasz Tosza

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 20-2019

Polecamy felieton Dawida Domagalskiego: Krajobraz po bitwie

Polecamy: Jaworznianie wybrali parlamentarzystów – Sejm dla PiS-u, opozycja wygrywa Senat

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

2 komentarze

2 Comments

  1. Pingback: Krajobraz po bitwie – felieton Domagalskiego – extra

  2. Pingback: Jaworznianie wybrali parlamentarzystów – Sejm dla PiS-u, opozycja wygrywa Senat – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top