Felieton

Co trzeci Europejczyk jest Polakiem – felieton Toszy

Chciałem jeszcze odczekać listopad do pełnego roku bez wypadków śmiertelnych na jaworznickich ulicach i pokazać jeszcze raz w Polsce przykład, że #dasię być miejscem bez drogowego bandytyzmu. Los chciał inaczej – tydzień temu bandyta w pomarańczowym bmw zabił młodego ojca na przejściu dla pieszych na warszawskiej ulicy Sokratesa. I coś wtedy w Polsce pękło. Codziennie na przejściach dla pieszych w Polsce ginie jakiś człowiek a kilkunastu jest potrąconych. A mimo tego dopiero archetypiczny wypadek z Warszawy sprawił, że przez media przetacza się fala wzburzenia na polsko-polską wojnę toczoną na drogach. Nagle Jaworznem zainteresowały się wszystkie media. A nazwa naszego miasta pojawia się co chwilę, jako przykład, że można.

Cieszę się nie tylko z tego, że Jaworzno stało się pozytywnie sławne, ale również z tego, że dyskusja nie sprowadza się do dętych pomysłów szkolenia kierowców i obklejania odblaskami wszystkie co się rusza i nie rusza. To nie działa i nie ma prawa zadziałać. Jeździmy po prostu zbyt szybko. I to jest jedyny powód wypadków śmiertelnych (poza tymi na przejazdach kolejowych).

Jaworznicki światek internetowy wzburzył się niedawno informacją, że jaworzniccy policjanci znaleźli sobie miejsce gdzie masowo odbierają na trzy miesiące prawo jazdy delikwentom, którzy jeżdżą w terenie zabudowanym 50 km/h ponad limit. Sporo było hejtu na policję, zarządcę dróg ale dominowały głosy rozsądku. Bo jednak…

nie da się przez pomyłkę jechać 121 km/h i więcej na ograniczeniu do 70 km/h lub ponad dwa razy więcej gdzie indziej.

Takie rzeczy robi się z pełną świadomością. Ciekawej rzeczy dowiedziałem się natomiast w rozmowie z rzecznikiem jaworznickiej policji, a której to informacji zabrakło w wiadomości o masowym odbieraniu praw jazdy – otóż…

prawie połowę zabranych dokumentów odebrano kierowcom spoza Jaworzna.

Oni sobie najzwyczajniej jeździli tak jakbyśmy byli zwykłym polskim miastem. A nie jesteśmy już chyba. Tu należy przypomnieć wszystkim, że ruch obcych pojazdów stanowi około jednej dziesiątej całego ruchu w mieście. Skoro prawie dziewięćdziesiąt procent zabieranych praw jazdy należy do tych dziesięciu procentów kierowców, to nie ma lepszego komplementu dla jaworznickich kierowców. Jesteście cywilizowanymi ludźmi. I chyba zadowolonymi z życia, skoro nie musicie niczego udowadniać mocą koników w aucie w leasingu lub na raty.

Za każdym razem gdy dziennikarze pytają odpowiadam, że to infrastruktura jest kluczem. A nasi polscy kierowcy nie są źli tylko zdziczali. I jak każdą zdziczałą istotę należy na powrót ją udomowić. A do udomowienia najskuteczniejsze są kameralne warunki naszych ulic. Szkoda, że nie da się tego rozwiązania powielić w Polsce masowo. Za dużo by kosztowało, a najczęściej ci, którzy podejmowali decyzje musieliby się przyznać do błędów. A z tym już w ogóle u polityków kiepsko. Dlatego najpopularniejszym dziś sposobem na poprawienie bezpieczeństwa ma być podniesienie wysokości mandatów. Trzykrotne. Do 1500 PLN za najcięższe przewinienia. Żeby osiągnąć swój poziom odstraszania z 1997 roku, czyli od czasu ostatniej aktualizacji stawek musiało by to być trzy tysiące złotych. Tak się wzmocniliśmy finansowo jako ludzie i tak nam w tym czasie spadła siła pieniądza.

Obawiam się jednak, że samo podrożenie mandatów nie wystarczy. Są komendy policji, gdzie wszyscy funkcjonariusze wydziałów ruchu drogowego zajmują się jeżdżeniem od zdarzenia do zdarzenia drogowego i na nic innego nie zostaje już czasu. Rzecznik jaworznickiej policji powiedział mi, że wypadków już jest u nas na tyle niewiele, że są tacy w drogówce, którzy się nie „załapali” na wypadek w ciągu roku. Obrabiają kolizje. I mają czas, żeby posuszyć „cudzoziemców” spoza Jaworzna polskiej jazdy pancernej w samochodach osobowych. I chyba zamiast hejtu powinni otrzymać wsparcie opinii publicznej, że tak skutecznie pozbywają się na kilka miesięcy potencjalnych zabójców drogowych.

Uważam, że największą zasługę w poprawianiu bezpieczeństwa mają zwykli, poruszający się samochodami mieszkańcy, którzy przekonali się, że nie trzeba szarżować po miejskich ulicach żeby zdążyć na czas. I uznają, że płynna jazda jest większą wartością niż szybka jazda.

Obawiam się wciąż o jedno, na co nie mamy szczególnie dużego wpływu – o specyficznie polski przepis o pierwszeństwie pieszych na przejściu. On sprawia, że co trzeci Europejczyk ginący na przejściu jest Polakiem. To on sprawia, że mimo bezpieczniejszych ulic wciąż nawet w Jaworznie może być niebezpiecznie. I w każdej chwili możemy stracić jakiegoś pieszego. Cała Europa przekonała się doświadczalnie, że piesi powinni mieć pierwszeństwo już w momencie gdy zbliżają się do przejścia. Gdy już na nie wkroczą jest już za późno. Za duże ryzyko, że zatrzymają się na masce rozpędzonego samochodu. Potrzebujemy wszyscy tej zmiany przepisów – mimo że Minister się na to nie zgadza. Dzięki niej będziemy w stanie ocalić kilkaset żyć w całej Polsce.

Póki co politycy chwalą się wprowadzeniem przepisów o jeździe na zamek i korytarzu życia. Co to ma poprawić w naszym bezpieczeństwie… Nie wiem. Wiem jedno – to co robimy z drogami w Jaworznie działa. Jesteśmy zwykłymi Europejczykami.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 21-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top