Felieton

Centrum nie zaścianek – felieton Tomasza Toszy

Dziś będzie o wizjonerstwie a właściwie braku prowincjonalnych kompleksów. Dlaczego zresztą mielibyśmy mieć w Jaworznie kompleksy? Przez ostatnie tygodnie nazwa naszego miasta rozbrzmiewa wszędzie w Polsce, jako przykład dasizmu drogowego. Nasze miasto dokonało czegoś co jest codziennością miast Zachodniej Europy, ale w Polsce uchodziło za niemożliwe. Zmieniliśmy się tak bardzo, że ludzie po kilkunastu zaledwie latach nieobecności nie poznają miejsca. Nie tylko ze względu na nowe drogi, ale również na przestrzenie publiczne, które wyciągnęły mieszkańców ze swych mieszkań ale i przyciągnęły dziesiątki tysięcy ludzi zaskoczonych, że między dwiema metropoliami jest miasto w którym są bajkowe miejsca – Gródek i Geosfera.

Kilka dni temu, jedna z koleżanek, która zajmuje się strategią miasta zaprotestowała, gdy zacytowałem niemądre stwierdzenie, że Jaworzno jest na opłotkach metropolii. – Nie tak, my jesteśmy w centrum. W zielonym centrum między dwoma metropoliami – stwierdziła. Nie sposób się nie zgodzić. Zwłaszcza, że kroją się po przekątnej Jaworzna dwa duże i zmieniające przyszłość miasta projekty – na południowym zachodzie węzeł autostrad A4 i A4bis, który ma dużą szansę otrzymać nazwę Jaworzno Południe (chyba, że nazwą go starą modą Dziećkowice) a na północnym wschodzie, tam gdzie wydobywała piasek kopalnia Szczakowa – międzyaglomeracyjny dworzec kolei dużych prędkości skąd mieszkańcy obu metropolii pojadą do Warszawy w godzinę i kwadrans. A z węzła Jaworzno Południe będziemy mieć pół godziny do Bielska. Choć będzie można stamtąd pojechać również do Katowic i Gliwic. Oczywiście gdy już nie będzie Stalexportu, a to perspektywa zaledwie siedmioletnia kiedy ta spółka – przykład najgorszego z możliwych partnerstw publiczno prywatnych – zniknie jak mydlana bańka.

Na Jaworzno trzeba czasem popatrzeć z wysokości większej niż lot dronem, choć współczesne zdjęcia z dronów zachwycają.

Ludzie z zewnątrz patrzą z wysokości lotu pasażerskiego samolotu. Z 10 km widać zarówno Kraków jak i cały Śląsk. I dwie nitki komunikacyjne – na północy linia kolejowa o największym w tej części Europy potencjale, a na południu autostrada. Ta ostatnia z powodu polityk transportowych Krakowa, który chce i pozbywa się nadmiaru samochodów oraz polityk miast metropolii śląskiej, które nie chcą się samochodów pozbywać ale jednocześnie nie wiedzą co zrobić z ich nadmiarem, będzie tracić na znaczeniu. Ci mieszkańcy Jaworzna, którzy związali się ekonomicznie z Katowicami już wiedzą, że lepiej już było – codzienne podróże zamiast dwudziestu minut trwają już pięćdziesiąt a zaparkować coraz trudniej. Za chwilę zaczną rozglądać się za innym sposobem dojeżdżania do Katowic, bo każda podróż do pracy powyżej pół godziny w jedną stronę staje się udręką. Wielokrotnie i od lat ostrzegałem w felietonach, że tak się skończy brak polityk transportowych śląskich miast. Ludzie sobie poradzili kupując kolejne samochody. A one przestały się mieścić. Lekarstwem mają być kolejne inwestycje drogowe czyli czekają nas jeszcze większe korki.

Tymczasem Jaworzno ubiega się o budowę przystanku kolejowego na Jęzorze, by to miejsce zbliżyć do Katowic na odległość dwunastu minut. I pewnie wcześnie czy później dojdzie do budowy MCIT Szczakowa, który będzie wejściową wizytówką dla naszego miasta (zwłaszcza w kontekście dworca kolei dużych prędkości, który będzie następną stacją za Szczakową) i jednocześnie będzie bramą do nowego założenia miejskiego między Szczakową a Pieczyskami i między Gródkiem (a linią Katowice Kraków) i nową Sosiną. Niedługo rozpocznie się na terenie byłej cementowni budowa osiedla na pięć tysięcy mieszkańców jakiego jeszcze wschodnia Europa nie widziała. To będzie kawałek zielonego, zrównoważonego miasta dla tych, którzy będą chcieć żyć w zgodzie ze środowiskiem i jednocześnie korzystać z możliwości jakie daje położenie w środku dwóch największych polskich metropolii.

Kiedy brałem udział w konsultacjach społecznych dla urzędników trochę rozbawiły mnie obawy, że tam będzie za mało parkingów, albo, że trzeba będzie budować kotłownię ogrzewającą osiedle. To wynika z niezrozumienia idei brytyjskiego dewelopera St. Pauls, który chce zrealizować kolejne na planecie, po Vancuver, Amsterdamie i troszkę trzymającym klimat podwiedeńskim Aspern Seestadt, zielone osiedle. Samowystarczalne energetycznie, pozbawione większości ruchu samochodowego, obsługiwane głównie transportem publicznym, zagospodarowujące samodzielnie wody deszczowe do spłukiwania i mycia, samodzielnie produkujące prąd i ciepło. Nie pozostawiające śladu, lub dające minimalny ślad węglowy.

To nie będzie osiedle dla Jaworznian. Raczej niewielu mieszkańców miasta tam się wprowadzi, bo to nie będą tanie mieszkania. To będzie miejsce dla ludzi, którzy nie będą chcieli tracić czasu w katowickich czy krakowskich korkach. Mądrze pisząc – klientami ma być nowa, młoda klasa kreatywna. A magnesem przyciągającym do tego miejsca uroda otoczenia – kompleksu kamieniołomów, pagórów jaworznickich, rezerwatów i parków krajobrazowych. Tak to widać z zewnątrz, choć dla nas Jaworzno wciąż jest miastem węgla i energetyki.

Dziś w całej Europie kiełkują takie projekty mieszkaniowe, które są odpowiedzią Nowej Urbanistyki na problemy, które wywołał nurt modernizmu, który zniszczył miasta i miejskość w latach 60. i 70.

Powinniśmy być dumni z tego, że pierwszy duży tego typu projekt w kraju powstaje w Jaworznie. I mocno mu kibicować pomimo tego, że przyniesie nam nieznany jeszcze problem – gentryfikację.

Jeśli projekt SILO, bo tak ma nazywać się nowe osiedle, się powiedzie, to zmieni on radykalnie Szczakową i Pieczyska. Na lepsze, ale i na ryzykowne dla dotychczasowych mieszkańców. Gentryfikacja powodowała bowiem wszędzie na świecie problemy lokalsów związane z rosnącą atrakcyjnością miejsca, rosnącymi czynszami i wartością nieruchomości.

SILO, to może być przełomowy projekt dla Jaworzna. Odmieniający całkowicie wizerunek. Geosfera i Gródek zapoczątkowały zmianę. Teraz zmiany będą toczyć się siłami wolnego rynku. I choć ten proces potrwa co najmniej dekadę albo dwie, to jestem pewien, że zmiana miasta będzie tak daleko idąca jak ta, która dokonała się w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

To nie jest wizjonerstwo. To po prostu już się w Europie dzieje. Nie musimy mieć prowincjonalnych kompleksów ani małomiasteczkowej ciasnoty umysłowej.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 22-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top