Felieton

Święta Bożego Narodzenia do usunięcia? – felieton Dawida Domagalskiego

W ostatnich dniach października, obserwując „ruch w internecie” oraz to co dzieje się wokół nas w świecie realnym doszedłem do wniosku, że część społeczeństwa zapadła na „helołinomanię”. Zastanawiam się tylko dlaczego z taką gorliwością „jest ona praktykowana?” Nie żebym miał coś przeciw zabawie, ale to ciekawe, że komercyjną anglosaską „tradycję” będącą w rzeczywistości metamorfozą celtyckiego święta Samhain przyjmuje się bez zmrużenia oka, choć w naszej kulturze mamy radosne święto Wszystkich Świętych. Może wynika to z naszej nieświadomości albo może w imię walki ze smogiem, społeczeństwu znudziło się już kupowanie zniczy i wolą plastikowe maski, dynie i inne gadżety, które za kilka dni wylądują w koszu na odpady – z uwagi na swą jednorazowość.

Tymczasem, jeśli chcemy pogłębiać swą wiedzę o innych zwyczajach może warto zacząć od siebie – jesteśmy Słowianami i jako Słowianie też mamy piękną tradycję i kulturę. Może w szkołach warto opowiedzieć jak wyglądały Dziady, niż przebierać dzieci za trupki… Może warto, przy tej okazji poznać zwyczaje przodków, których część przetrwała w szczątkowych formach do dziś – ale to wymaga odrobiny zaangażowania, bo w dobie informacji zamykanej w 140 znakach lub piśmie obrazkowym sięgnięcie po informacje inne niż podane nam na „rolce papieru z facebooka” zaczyna przypominać zimowe zdobycie Mount Everest’u. W ten sposób łatwiej jest nam chwalić cudze, a nie swoje. Co więcej jeszcze łatwiej przychodzi nam krytykować i niszczyć „dobre” swoje, a gloryfikować „kiepskie” cudze.

Powyższy przykład starcia się „nowo mody” z tradycją to nie jedyny przypadek, gdzie zwyczaje praktykowane od wieków ulegają zamazaniu, wytarciu z publicznej przestrzeni. Od pewnego czasu zapanował trend opierający się, w imię tzw. poprawności polityczno-światopoglądowej, na szeroko pojętej laicyzacji. Ot, takie wymazanie gumką ostatniego tysiąclecia, a w szerszym kontekście nawet dwóch tysięcy lat – w skali historii powszechnej.

I tak, pewna sieć handlująca meblami nie ma już w ofercie choinki na Boże Narodzenie tylko „roślinę sztuczną” na „zimową imprezę”, co i tak wypada blado przy „season’s greetings” (okolicznościowych życzenia), które na zachodzie i także niestety już w Polsce wypierają świąteczne pozdrowienie Merry Christmas (a w u nas „Wesołych Świąt Bożego Narodzenia”). Jeszcze ciekawiej jest ze św. Mikołajem – tak, tym od prezentów, którego z biskupa Miry (w Turcji) pewna firma od gazowanego napoju przerobiła w latach 30 XX w. na… obywatela Finlandii, mieszkającego w Laponii, u którego nawiązanie do pierwowzoru postaci ogranicza się jedynie do słowa „santa” – równie dobrze mogącego być, z uwagi na laickość nowej postaci, jego imieniem, a nie przydomkiem wskazującym na bycie” świętym”.

Co zatem jest takiego złego w tym, że stare tradycje zastępujemy „nowymi” zwyczajami? Przecież i tak chodzi o zabawę, radość? Czy w grę wchodzi tylko dobre samopoczucie, czy coś więcej?

Jakiś czas temu niektóre instytucje Unii Europejskiej miały zastrzeżenia co do sensu istnienia w Polsce tzw. „okien życia”, czyli miejsc gdzie matka, z uwagi na różne okoliczności, może anonimowo i bezpiecznie pozostawić swoje nowo narodzone dziecko dając mu tym samym szansę na przeżycie i nową rodzinę. Z uwagi na realizowaną politykę „tożsamości” uznano, że przez swoją anonimowość „okna życia” zaburzają założenia tego programu, a zatem dobrze by było gdyby zniknęły. Paradoksalnie jednak tak się złożyło, że w północnej i zachodniej Europie kwestie związane z tożsamością zaczęły być wypierane przez ideologię „multi-kulti”, co dzisiaj odbija się czkawką w Belgii, Szwecji, Francji, Niemczech i wielu innych „rzekomo postępowych krajach”. Tymczasem u nas „okna życia” dalej funkcjonują, bez większej szkody dla tożsamości całego społeczeństwa ratując życie – najcenniejszy skarb jaki mamy. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że „Naród, który traci pamięć, traci swą tożsamość”, a naszą tożsamość buduje nasza wspólna historia i zwyczaje, nawet te przedchrześcijańskie. Właśnie dzięki temu nie jesteśmy przypadkową zbieraniną ludzi na określonym terytorium, ale wielką „rodziną”. I choć często mamy różne zdania, inny światopogląd, różne wychowanie i wykształcenie to jest coś „ponad” co nas łączy – tradycja.

Mam świadomość, że żyjemy w globalnej wiosce, gdzie nieuniknionym jest przenikanie się kultur. Nie trzeba daleko szukać – wystarczy przypomnieć sobie moment, gdy młode małżeństwo pragnie zorganizować pierwszą wigilię. Choć zwyczaj w Polsce jest powszechny, każda rodzina ma swoje niepowtarzalne obyczaje i smaki. Czyje zatem mają gościć w nowym domu? Sprawa wymaga nie lada kompromisu, ale to wszystko odbywa się w ramach określonej tradycji. Natomiast przeszczepianie obcych obrzędów, które nota bene mają obecnie jedynie komercyjny charakter, i przyjmowanie ich jako własnych jest wyrazem braku tożsamości, a kim jesteśmy bez tożsamości?

Pięknym przykładem, w skali mikro jest Jaworzno, zachowujące swą małopolską odrębność kulturową w granicach województwa Śląskiego. Co ciekawe, z uwagi na nasze położenie i historię nasza kultura i zwyczaje nawiązują do krakowskiej, ale jednak ostatecznie z uwagi na istotne szczegóły, pomimo wielu wspólnych cech, jest odmienna od tej z „Grodu Kraka”, co czyni ją jedyną i niepowtarzalną. Po uroczystościach związanych z Dniem Niepodległości zamieniłem na ten temat kilka zdań z panią Marią Królikowską ubraną w nasz regionalny strój przypominający krakowski a jednak różniący się m.in. tym, że jest praktycznie pozbawiony cekinów, a przepiękne hafty richelieu zawierają ażurowe kompozycje w kształcie serc – niespotykanie nigdzie indziej. To tylko jeden z małych przykładów charakteryzujących kulturowo nas Jaworznian. Inną kwestią jest fakt identyfikowania się z określonymi miejscami, ludźmi i historią co daje nam tożsamość pomimo tego, że w wielu kwestiach mamy inne poglądy.

Zatem, tak długo jak będziemy mieli w pamięci m.in. spotkania maluchów ze świętym Mikołajem, zapach i aromat pieczonego przed świętami ciasta, rodzinną atmosferę przy wigilijnym stole w blasku kolorowych lampek na choince i polską kolędą w tle, smak opłatka i potraw wigilijnych, maleńką szopkę – w której dzieci zrobią „kołderkę z waty” dla Jezuska żeby Mu nie było zimno – tak długo będziemy mieli swoją tożsamość, a to w chwilach próby pozwala nam być razem bez względu na to czy jest to tylko mecz, doniosłe wydarzenie, czy zagrożenie…

Na portalach społecznościowych dużym zainteresowaniem cieszą się strony, które poprzez publikacje fotografii sprzed kilkunastu, kilkudziesięciu lat zabierają nas w podróż do naszego dzieciństwa, wywołując tym samym lawinę komentarzy w stylu: „pamiętam ten klimat”, „też tak robiliśmy”, „szkoda, że to już minęło” – czy oby na pewno? Fakt, czasu nie zawrócimy, ale to my doprowadzamy do tego, że lepiej żyć wspomnieniami niż tworzyć je na przyszłość.

Dawid Domagalski

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 22-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top