Felieton

… ale, że o co chodzi? – felieton Dawida Domagalskiego

Komu służy rozbudzanie skrajnych emocji w społeczeństwie? Każdemu, kto w ten sposób pragnie osiągnąć określony cel zmierzając do niego „po trupach” i bez względu na to czy będzie to polityk, celebryta, lokalny czy ogólnokrajowy dziennikarz. Jesteśmy tego świadomi, a mimo to akceptujemy taki stan rzeczy. Wszyscy, z którymi rozmawiałem na ten temat twierdzą, że „dziwią się tym, którzy tak łatwo dają się zmanipulować”, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że sami czasami lubimy być zmanipulowani…

Zwróćmy uwagę na taki przykład, z którym mamy styczność codziennie: włączmy dowolny portal informacyjny na internecie, o lokalnych stronach i telewizjach już nawet nie wspominam. W pierwszej kolejności nasz wzrok przyciąga jakiś krzykliwy tytuł wywołujący w nas niepokój , a nawet złość – dodatkowo tak zredagowany by był sam w sobie tezą. W ten sposób jest duże prawdopodobieństwo, że bez zagłębiania się w treść, odbiorca „wyobrazi” sobie przekaz, na którym zależy nadawcy – nawet jeśli uważna lektura całego tekstu przynosi zgoła inne wnioski. Dzieje się tak, bo od pewnego czasu, przechodzimy kolejny etap ewolucji polegający tym razem na stopniowym zanikaniu ochronnych funkcji naszego instynktu samozachowawczego.

Ot, internet zwalnia nas – jako społeczeństwo – z odpowiedzialności samodzielnego myślenia.

Dlatego tak wielką popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju memy, twitty, wpisy np. na facebooku. Zwróćmy uwagę jak skonstruowane są informacje w mediach społecznościowych – liczy się obraz (odpowiednio wykadrowany) i zamiast tekstu – emotki (będące też małymi obrazkami) przedstawiające określony stan samopoczucia. Widząc taki zestaw znaków nasz mózg reaguje automatycznie dostosowując się do panującego, w jego odczuciu nastroju. Swoją drogą w zakresie rozwoju technik komunikacyjnych, wróciliśmy do poziomu starożytnych Egipcjan – oni też używali pisma obrazkowego…

Czytałem ostatnio o pewnym badaniu przeprowadzonym przez naukowców z Swiss Tropical and Public Health Institute na użytkownikach smartfonów. Okazało się, że prawie cała grupa respondentów miała problem z tzw. „pamięcią podręczną”. Zamiast starać się zapamiętać drobiazgi pomocne w codziennym funkcjonowaniu, jak np. krótkie listy z zakupami, adres spotkania, czy jakąś istotną godzinę – zapisujemy te dane w „elektronicznym notatniku” sięgając po nie potem ze świadomością, że zapisane gdzieś w internecie lub na dysku naszego urządzenia pobieramy je z naszej „pamięci… zewnętrznej”. Tak wyrobiony odruch powoduje, że również informacje o wydarzeniach przyjmujemy do wiadomości w postaci haseł, a nie określonego wywodu zawierającego argumenty „za” i „przeciw”. Ktoś kiedyś powiedział, że łatwiej jest krytykować niż kreować i jest w tym dużo prawdy. Łatwiej jest podważać sens cudzych starań dla ogółu patrząc jedynie przez pryzmat końcówki własnego nosa niż podjąć współpracę, a co za tym idzie jarzmo odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Być może dzieje się tak, że – to normalne: lubimy chodzić na skróty – zatem w imię tej zasady posuwamy się bardziej lub mniej świadomie o jeden krok za daleko i zwalniamy się z samodzielnego myślenia, ufając że inni zrobią to za nas lepiej. Być może dzieje się również tak, że – i to też jest naturalne, że nie lubimy się męczyć i stosując nadinterpretację tej zasady unikamy wysiłku poszukiwania prawdy, ufając że inni znajdą ją za nas szybciej… Jednak, co się dzieje w sytuacji gdy nasza naiwność w tej kwestii zostanie wykorzystana do celów „doradcy”? Dlatego właśnie tak łatwo jest wywołać społeczny niepokój bazując jedynie na chwytliwych sloganach i „półprawdach”, unikając tymczasem merytorycznej dyskusji z argumentami. Zresztą po co rozmowa, gdy strony konfliktu i tak „wiedzą najlepiej” o co chodzi, bo przecież tak napisała gazeta i powiedział pan „na internetach”…

W ostatnich dniach, głośnym echem odbiła się sprawa dotycząca sytuacji w jaworznickiej oświacie. Nie będę tu roztrząsał tego, która ze stron miała rację – to musi ocenić każdy z nas indywidualnie, w oparciu o racjonalne dowody. Zastanawiam się tylko ile osób szukało wytłumaczenia nurtujących ich kwestii bezpośrednio u źródła, czyli w merytorycznym wydziale Urzędu Miejskiego i nie mówię tu o pytaniach z „tezą” czyli sugerujących konkretną, często kontrowersyjną odpowiedź zgodnie z zamierzoną sugestią autora pytania.

Co ciekawe nawet Prezydent podczas sesji Rady Miejskiej zauważył, że w trakcie cyklicznego czwartkowego przyjęcia stron, w trakcie którego spotyka się z mieszkańcami, nie było ani jednej osoby, która chciałaby dowiedzieć się czegoś o reorganizacji siatki szkół. z tzw. „pierwszej ręki”…

Temat „zmian w szkolnictwie” został w końcu zawieszony i mam nadzieję, że przynajmniej na tym polu zapanuje ponownie spokój, którego tak bardzo potrzebują zarówno rodzice, nauczyciele jak i przede wszystkim dzieci. Mam tylko nadzieję, że jakiejś części naszej lokalnej społeczności te ostatnie dwa tygodnie pozwolą na refleksję nad tym kto faktycznie wykorzystywał ten bardzo emocjonalny czas do tego, by w imię „rzekomego wsparcia” jedynie realizować swoje „polityczne cele”, a nie pomagać w szukaniu rzetelnej informacji?

Wracając jeszcze na moment do wspomnianej sesji – ujęła mnie wypowiedź jednego z rodziców, który stwierdził, że choć ma wiele wątpliwości chciałby poznać wszystkie argumenty, by w przypadku znalezienia określonego rozwiązania miało ono charakter „umowy społecznej”. To stwierdzenie było dla mnie jak „promyk nadziei”, bo odebrałem je jako potrzebę poznania wszelkich racji – i tych „za” i tych ”przeciw”. Odniosłem wrażenie, że choć ten człowiek czuł niepokój i obawę o przyszłość edukacji swojego dziecka kierował się chęcią poszukiwania prawdy.

Życie toczy się dalej przynosząc nowe problemy do rozwiązania. Mam świadomość tego, że wszyscy – bez najmniejszego wyjątku – jesteśmy podatni na wszelkiego rodzaju manipulacje informacją. Pytanie tylko na ile sami staramy się zrozumieć wszystkie punkty widzenia i samemu wyrabiać sobie zdanie na określone sprawy, a na ile wygodnie nam jest wsłuchiwać się w podszepty innych, bez próby zweryfikowania ich prawdziwości?

Dawid Domagalski

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 23-2019

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: EXTRA nr 23 (390) 2019 – 29 listopada – wersja elektroniczna (pdf, jpg) – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top