Felieton

Jeszcze jeden rok – felieton Tomasza Toszy

Dzisiejszego wieczora Jaworzno zaczyna kolejny rok bez wypadków śmiertelnych na drogach. Pewnie w komentarzach pojawią się teraz magiczne bajania, żebym przestał o tym pisać, bo rzucam zły urok i za chwilę kogoś zabije na drogach. Jakby to zły urok powodował, że dochodzi do śmiertelnych wypadków. Jakby to było coś statystycznie przypadkowego. Ale skoro jesteśmy przy statystyce to statystycznie przez te 365 dni powinno zginąć na ulicach mojego miasta siedem osób odnosząc to do skali kraju, albo pięć odnosząc do województwa. Obojętne – pięć albo siedem osób żyje. Jest powód do świętowania. I żeby o tym napisać.

W ostatnim wypadku, 9 grudnia ubiegłego roku, zginął starszy pan z Wielunia, który pomylił drogę. Wracał z odwiedzin mieszkających w Jaworznie dzieci. Źle skręcił na jednym ze skrzyżowań i zamiast zawrócić pojechał ulicą, z której na dwupasmową obwodnicę można było skręcić tylko w prawo. A on chciał w lewo. Nigdy nie dowiemy się co się działo w jego głowie podczas tych kilkunastu sekund kiedy przejechał przez brukowaną wyspę kierującą go w prawo i znalazł się na lewym pasie dwujezdniowej drogi jadąc pod prąd. Pierwszy jadący z naprzeciwka samochód zdążył odskoczyć na prawy pas. Drugiemu zabrakło czasu. To działo się tak szybko, że nie było szansy na jakąkolwiek reakcję. Samochody uderzyły w siebie czołowo z sumaryczną prędkością stukilkudziesięciu kilometrów na godzinę.

Infrastruktura niewiele mogła tu pomóc. Bezmyślna decyzja zagubionego kierowcy. Nie wpadł na pomysł, żeby jechać pod prąd pasem awaryjnym, który tam jest. Ani żeby zawrócić przed wjazdem na skrzyżowanie. Samochody, które będą rozpoznawały znaki i podnosiły alarm w takiej sytuacji trafią do sprzedaży dopiero za dwa lata. Głupia, niepotrzebna śmierć. Jak każda śmierć na drogach.

Ten rok bez wypadków jest nie w smak tym, którzy podważają sens wzorowania się na ulicach projektowanych w krajach nordyckich. Są wrogowie tych zmian zarówno wewnętrzni, jak i zewnętrzni. Argumenty mają różne. Od statystycznych, że te długie okresy bez wypadków śmiertelnych to zaburzenia wynikające z matematyki małych liczb. Zapominając, że zaczynaliśmy w Jaworznie od poziomu kilkunastu ofiar rocznie, i że gdyby to były naturalne spadki wypadkowości – jakich doświadczył cały kraj – to mielibyśmy dziś te pięć-siedem ofiar rocznie.

Postawię tezę, że to właśnie ofiary śmiertelne wypadków, które miały miejsce w ubiegłym roku są zaburzeniem statystycznym. Dlaczego? Bo sprawcami wszystkich byli kierowcy spoza Jaworzna, którzy jeździli po naszych ulicach jak jeździ się w Polsce. A lokalni kierowcy już tak nie jeżdżą. Są udomowieni. Stracili dzięki węższym jezdniom, rondom, wyniesionym skrzyżowaniom, brukom, szykanom… to zdziczenie jakie mają kierowcy z Polski.

W listopadzie dwa potrącenia pieszych na przejściach również były dziełem kierowców spoza Jaworzna. To też nie jest zaburzenie statystyczne tylko reguła. Sto procent ciężkich wypadków jest dziełem dziesięciu procent kierowców spoza miasta. Kiedyś na okoliczność tego spostrzeżenia też spotkałem się z mową nienawiści.

Jakie inne argumenty przeciwko? Że nienawidzę kierowców. Że nie czuję pasji motoryzacyjnej. Że ograniczam wolność. Wszystko bzdura. Przede wszystkim to nie ja. Zmiany na jaworznickich ulicach to praca zespołowa. Bardzo wielu ludzi jest dziś w to zaangażowanych. Kiedyś musiałem walczyć o pewne rozwiązania. Dziś się tylko przyglądam. Skoro działają, to już ich nikt nie kwestionuje. Stały się tak naturalne, że nikt już nie myśli o innych.

A ta nienawiść do kierowców? Tu zadam pytanie – a jakie jest największe marzenie przeciętnego kierowcy? Wszędzie, w każdym miejscu na planecie zwykły kierowca marzy o tym, żeby był mniejszy ruch. Najlepiej taki jak w noworoczny poranek. Co jest złego w spełnianiu tego marzenia?

Choć to również nie jest moja zasługa. To praca grupowa – wspaniałych ludzi, którzy zajmują się w Jaworznie transportem publicznym i podobnym im, którzy dbają o odpowiedzialną urbanistykę. Tworzymy miasto, w którym posiadanie samochodu nie musi być koniecznością. Można mieć. Ale w większości osiedli można wygodnie żyć bez niego. Czy to coś złego, że w Jaworznie nie ma korków? Nikt tu kierowców nie nienawidzi.

Po tym kolejnym roku bez śmierci na drogach pewnie znów będzie złość u różnych takich, że spłyną kolejne zaproszenia, żeby dzielić się doświadczeniem. Pojadę. Zawsze jeżdżę. Bo to jest pozytywna opowieść. Mogę być jej komiwojażerem. Albo jak mnie zapowiedzieli na Kongresie Miast Polskich – „apostołem” mobilności. Jakaś przesada w tym jest, ale co mi tam. Jedni kochają, inni nienawidzą. Życie.

Tomasz Tosza

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Artykuł pochodzi z gazety: EXTRA 24-2019

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top