Felieton

Życzę nam na święta śniegu – felieton Tomasza Toszy

Świąteczne felietony powinny być optymistyczne. W końcu dzień będzie coraz dłuższy a za niespełna sto dni zacznie się wiosna. Gorzej, że za oknami wiosna się zaczyna. Kolejny raz w grudniu kwitną drzewa, rośnie trawa, przyroda kolejny raz oszalała. A może to oszalał świat, który stworzyliśmy? My – ludzie…

Kilkanaście dni temu mieliśmy 38 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Przy tej okazji w mediach pojawiło się sporo zdjęć z tamtego okresu. I co się na tych zdjęciach rzucało w oczy? Nie czołgi stojące na ulicach ale śnieg. Zwały śniegu. Żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają, że na wszystkich świętych przychodziło się na cmentarze w futrach, i w trzaskającym mrozie groby odnajdowano w śniegu. Złapałem się ostatnio na tym, że przez ostatnich kilka lat nie używałem szufli do śniegu. Nie było takiej potrzeby.

Klimat zawsze się zmieniał. Ale działo się to w sposób niedostrzegalny dla żyjących ludzi. O tym, że była pod koniec w średniowiecza jakaś mała epoka lodowa dowiedzieliśmy się od historyków klimatu. Jedno pokolenie nie było w stanie ogarnąć zmian. Nawet nie dlatego, że długość życia była mniejsza niż dziś. Bo to była średnia. Byli przecież w średniowieczu starcy, którzy dożywali sześćdziesiątki. Dziś klimatolodzy wznoszą alarm, bo och ostrożne prognozy okazują się być przestrzelone. W złą stronę.

Wstrząsnęły mną zdjęcia i relacje z Australii. Oni mają teraz początek lata. Średnia temperatura w skali kontynentu przekroczyła 40 stopni. Są miejsca gdzie przekroczyła 46. Lasy płona w sposób nigdy nie notowany, a misie koala zostały uznane za gatunek funkcjonalnie wymarły. Co to oznacza? Że bez pomocy człowieka znikną z powierzchni planety w ciągu dekad. Niebo na Sydney jest pomarańczowe od gryzącego dymu i smogu. Wymiera wielka rafa koralowa, bo Pacyfik stał się zbyt ciepły i nasycony dwutlenkiem węgla tak, że koralowce nie są w stanie przyswajać wapnia. A australijskie odkrywkowe kopalnie taniego węgla notują kolejne rekordy wydobycia i eksportu.

Mamy szczęście, że słońce się uspokoiło. Jego aktywność jest najmniejsza od dekad. Gdyby klimat zmieniał się zgodnie naturalnym, trwającym miliony lat cyklem bylibyśmy na początku kolejnego ochłodzenia. Takiego jak pod koniec średniowiecza, a może początku tego, które przyniosło do podnóża jaworznickich pagórów czoło lodowca, któremu zawdzięczamy ciągnące się kilometrami złoża piasku wcinające się od Bukowna, przez Szczakową w stronę Białego Brzegu. To działo się przecież ledwo kilkanaście tysięcy lat temu. Kiedy lody się cofnęły ludzie wynaleźli rolnictwo. I wygląda na to, że bezpowrotnie zmienili planetę.

Dziś żyją już dzieci, które w okolicach świąt bożego narodzenia nie widziały w swoim życiu śniegu.

I są tego świadome, a nawet są w stanie samodzielnie wyszukać w wikipedii hasło: Śnieg. Nie wiem jak czytających ten artykuł, ale mnie to przeraża. Przeraża tym bardziej, że wciąż jest wokół wielu, wydawałoby się inteligentnych i niegłupich ludzi, którzy sobie to co widać gołym okiem potrafią zracjonalizować i twierdzić, że żadnego globalnego ocieplenia nie ma. Że to lewacki wymysł, lub spisek niewiadomych sił ekonomicznych w celu zarobienia pierdyliona pieniędzy na klimatycznej histerii.

Nie jestem histerykiem. Potrafię obserwować, czytać to co napisali mądrzejsi ode mnie, wyciągać wnioski. Widzę kropki i potrafię je połączyć kreskami. Obrazek z tego wyłania się nieciekawy. Nadchodzą bardzo złe czasy, w których nie będziemy w stanie polepszyć ani indywidualnie, ani zespołowo. Jaworzno nie będzie odizolowaną wyspą, Polska nie będzie wyizolowanym krajem, a Europa wygrodzonym murem od rozpalonego południa kontynentem. Stoimy jako gatunek przed wyzwaniami, których nie jest w stanie nikt ogarnąć, i przed wyrzeczeniami, których nikt nie chce ponosić. Żyjemy w złudzeniu że jakoś to będzie, że będziemy mieć lepszą pogodę, że posadzimy sobie palmy i będzie fajnie. Nie będzie. Bo palmy u nas nie wyrosną mimo ciepła. Nie są ewolucyjnie dostosowane do życia na naszych szerokościach geograficznych, choćby do dnia trwającego osiem godzin.

Większym problemem dla nas od nierosnących palm jest przerażająca wiadomość, że Polska musi importować ziemniaki. Bo kolejny rok z rzędu zbiory się nie udały. W przyszłym roku też się nie udadzą. I w kolejnym, i w kolejnym. Roślina, która uratowała od głodu miliony Europejczyków w ciągu kilku wieków od sprowadzenia, i której zaraza zagłodziła półtora wieku temu milion Irlandczyków z powodu suszy przestaje u nas rosnąć. Ale według wielu nic się złego nie dzieje i Polska może nie brać udziału w odchodzeniu od spalania paliw kopalnych i dokładania prehistorycznego węgla do atmosfery.

Nasze miasto jest od węgla uzależnione. Niczym narkoman od środków psychoaktywnych. Wspólnota Europejska chciała wesprzeć takie miasta jak nasze miliardami Euro na łagodzenie skutków niezbędnych przekształceń. Ale polscy politycy ustawili się plecami do Europy. Wygląda na to, że zostaniemy z problemem sami. I sobie nie poradzimy.

Za dwadzieścia lat nikt nie będzie pamiętał o politycznym zaburzeniu końca drugiej dekady 21. wieku. Za dwadzieścia lat – a może już za dekadę, bo klimatolodzy zatrudnieni przez wielkie koncerny paliwowe w latach 70. twierdzili, że do 2030 klimat będzie w miarę znośny, dopiero później nie – będziemy musieli stanąć twarzą w twarz z problemami, których skali nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Są klimatolodzy, którzy twierdzą, że cokolwiek byśmy teraz zrobili, to już jest za późno. W skrócie: mamy prze…ne. Nauka już nie toczy sporu czy się z powodu naszej działalności ociepla czy nie. Spór toczy się o to czy mamy już prze…ne, czy będziemy mieć prze…ne, jeśli nie zmienimy naszej cywilizacji w ciągu najbliższych 30 lat.

W najbliższe święta śniegu nie będzie. Możliwe, że tej zimy będziemy mieć go za mało, żeby zapewnić niezbędną ilość wody świerkowym lasom. Będziemy się chwilowo cieszyć, że nie trzeba odśnieżać ulic i chodników. Wolałbym, byśmy musieli. Wolałbym, żeby napadało go tyle, żebyśmy nie nadążali z odśnieżaniem. Żeby było go chociaż tyle jak na zdjęciach ze stanu wojennego. I to powinno być najważniejsze życzenie na święta i na początek przyszłego roku – niech nas zasypie śnieg. Potrzebujemy go bardziej niż nam się wydaje.

Tomasz Tosza

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 25-2019

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Długoterminowa prognoza pogody – felieton Tomasza Toszy – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top