Felieton

Samochody to nie zło. Nadmiar. Owszem – felieton Tomasza Toszy

Jeśli jakiegoś problemu nie da się rozwiązać to znaczy, że problem leży gdzie indziej. Dotyczy to głównie „problemów” rozwiązywanych na „zdrowy chłopski rozum”. Są sfery, w których od zdroworozsądkowych rozwiązań trzeba trzymać się z daleka. Rzeczywistość jest zazwyczaj bardziej skomplikowana, niż wydaje się tym, którym zawsze coś się wydaje. Dotyczy to na przykład miejskiej mobilności. Ta sfera pełna jest zdroworozsądkowców. A zgodnie ze zdrowym rozsądkiem nowy parking kryty pod halą widowiskowo-sportową powinien mieć dwa piętra dla samochodów. Rzeczywistość pokazuje, że Ci którzy krytykowali ideę schowania samochodów pod skwer nie mieli racji.

Minął ponad miesiąc od ponownego uruchomienia parkingu pod halą. Zmieniło się to, że asfaltowy plac na którym mieściło się sto samochodów został zastąpiony betonowym placem pod dachem skweru i pojawiły się automatyczne szlabany i bileterka. Dwie godziny parkowania za darmo, potem ryczałt – pięć złotych za cały dzień. Kilka miejsc do parkowania mniej. Bo słupy na których spoczywa strop skweru.

Podczas budowy, która wcale nie spowodowała jakiejś parkingowej katastrofy, bo „problem” z parkowaniem wcale nie był ani większy ani mniejszy niż wcześniej, różni mądrale na wieść, że parking idzie pod ziemię a na stropie nie będzie drugiego piętra parkingu pomysł ten odżegnywali jako diabelski i lewacki. Na swój sposób pomysł był szatański, bo zaprzeczał chłopskiemu myśleniu, którego ścieżki przebiegają tak – skoro brakuje miejsc do parkowania to żeby nie brakowało trzeba zbudować kolejne. A najlepiej piętrowe.

Ale do rzeczy – mamy już podsumowanie pierwszego pełnego miesiąca, bo przecież ktoś mógłby powiedzieć, że świąteczna końcówka zeszłego roku jest absolutnie niereprezentatywna. Mamy pełny miesiąc i średnio 133 samochody wjeżdżające na nowy parking w ciągu doby. Słownie: sto trzydzieści trzy. Pomimo tego, że dwie godziny parkowania są zupełnie za darmo. Cud się stał niezgodny z chłopskim rozumem – w absolutnym centrum miasta jest parking, na którym w godzinach szczytu dwie trzecie miejsc parkingowych cierpliwie czeka na chętnych do zaparkowania. Trudno nie wysnuć z tego wniosku, że problem parkowania w centrum Jaworzna został rozwiązany. Skoro się da, to jak nie jak tak?

Od zawsze powtarzam, że Jaworzno nie prowadzi antysamochodowych polityk transportowych, co zarzucają miastu zdrowrozsądkowi fani motoryzacji. Prowadzenie niesamochodowych polityk miejskich to co innego – miasto nie zajmuje się ułatwianiem jeżdżenia samochodem. Miasto zajmuje się ułatwianiem życia jego mieszkańcom. Wszystkim. Nie jednostkom.

Same samochody nie są w sobie niczym złym. To wspaniały wynalazek. Jak wino. I jak wino nie powinien być nadużywany – w indywidualnym i we wspólnym interesie. Nie przez przypadek miasta o najwyższej jakości życia w ocenie ich mieszkańców to miejscowości, gdzie nikt samochodom nieba nie przychyla – Wiedeń, Amsterdam, Kopenhaga, Oslo. Wszystkie te miasta co chwilę szokują zdroworozsądkowców kolejnymi ograniczeniami dla transportu indywidualnego i likwidacją miejsc parkingowych. A mimo tego ludzie do tych miast lgną, gospodarka kwitnie, a mieszkańcy są szczęśliwi.

Dla wielu ludzi przypadek parkingu pod halą może być kompletnie niezrozumiały – jak to się stało, że podniesienie cywilizacyjnych standardów spowodowało, że z parkingu korzysta pięć razy mniej samochodów niż przedtem i zawsze można zaparkować. Zawsze to znaczy zawsze. A nie w niedzielę niehandlową po południu. Taki był cel i taki był zamierzony sposób realizacji tej budowy. I tylko dzięki temu urzędnicy od funduszy unijnych zgodzili się przyznać dotację na budowę parkingu dla samochodów osobowych ze środków przeznaczonych na niskoemisyjny transport publiczny.

Przede wszystkim chodziło o to, żeby usunąć widoczne samochody z widoku. Już samo to sprawiło, że centrum zyskało na atrakcyjności dla pieszych. I wszyscy goście, których oprowadzam teraz po śródmieściu zwracają uwagę, że ilość samochodów widoczna na ulicach wskazywałaby, że jesteśmy w kilkutysięcznym miasteczku, czemu znowu przeczy ilość ludzi na ulicach. Bo pieszych – mimo zimy – jest tylu co w centralnych częściach wielkich metropolii. Nie wyglądają oni na nieszczęśliwych.

Takie usuwanie samochodów z widoku powoduje psychologiczne oddziaływanie na zachowania ludzi, którzy do śródmieścia przyjeżdżają jak i na ich przyszłe zachowania komunikacyjne. To ludzie na ulicach dominują. Samochody stały się mniejszością nawet objętościowo. Obecnie śródmieście jest scenografią do innych zachowań niż dawniej, kiedy każdy pusty plac w centrum stawał się partyzanckim dziadoparkingiem. I wciąż wydawało się, że popytu na parkowanie nie da się zaspokoić.

Z tym problemem parkowania jest tak, że nie jest to problem. Problemy można rozwiązać. Tego nie udało się nigdzie na świecie. Zaspokajając na zdrowych chłopski rozum popyt generowaliśmy tylko nowy. I ten wyścig nie prowadził do niczego dobrego. Tylko do frustracji wszystkich. I nie bez powodu największym marzeniem kierowców w Polsce jest to, żeby na ulicach był… mniejszy ruch samochodów. Zdroworozsądkowcy nie mają pojęcia jak spełnić to marzenie. Może najwyższy czas, żeby tym razem poszli po – nie tyle rozum – a naukową wiedzę? I po dobre doświadczenia.

A te są takie, że z brakiem miejsc do parkowania najlepiej walczy się dobrym transportem publicznym i dobrą infrastrukturą do chodzenia i jeżdżenia rowerami. Kropka. I niech ktoś próbuje udowodnić, że jest inaczej. Przypadek jaworznicki kością w gardle stanie.

Tomasz Tosza

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 2-2020

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Chcesz mieć korki – buduj parkingi – felieton Toszy – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top