Felieton

Drugie oblicze EKObiznesu? – felieton Dawida Domagalskiego

Są pewne wartości, których nie da się wycenić jak np. zdrowie i życie ludzkie – i w tej kwestii jesteśmy chyba wszyscy zgodni. Zgodni też – mam taką nadzieję – jesteśmy w kwestii, że tylko czyste środowisko daje nam szansę na lepsze życie. Zatem to co nas otacza powinno interesować nas w pierwszej kolejności, ale czy jest tak na pewno?

Kupiłem sobie kiedyś kabelek do ładowania telefonu. Po przyjściu do domu okazało się, że „dotarcie” do niego nie jest takie proste, bo został zapakowany w kolorowe, pokryte tworzywem sztucznym pudełeczko z plastikową tacką, foliowy woreczek i drucik pomagający mu zachować określony kształt. Całość dopełniała papierowa instrukcja. Kiedy popatrzyłem na ten zestaw odpadów i zaplątany w nie kabelek USB przypomniały mi się inne produkty, mniej lub bardziej niezbędne, w naszym codziennym życiu podobnie przygotowane do sprzedaży. Oczywiste jest to, że producenci chcą niczym paw barwnym i okazałym ogonem przyciągnąć do siebie samicę – nabywcę, ale tym samym zwabiony konsument wpada we wnyki machiny wpływającej na zanieczyszczanie środowiska.

Jednak w pewnym momencie, w pogoni za zyskiem zauważono, że zmiana opakowań z bardziej ekskluzywnych na prostsze w produkcji, a przy okazji biodegradowalne, czy formy wysyłania korespondencji z tradycyjnej – papierowej na elektroniczną, może przynieść niemałe oszczędności. Trend ten świetnie zaczął się wpisywać w społeczne oczekiwania nabywania produktów co raz mniej negatywnie oddziałujących na środowisko. Pamiętam jak kilka lat temu wymieniając dekoder jednej z platform telewizji satelitarnej otrzymałem urządzenie ukryte w szarym kartoniku z barwnym nadrukiem i hasłem, że opakowanie to, z troski o środowisko, jest wykonane z makulatury. Najpierw czułem się zażenowany, że to nie jest kolorowy „box” pełen obrazków prezentujących fragmenty programów i filmów – tak miły dla oka… do momentu rozpakowania. Potem dotarło do mnie, że żywot tego opakowania dobiega końca w momencie podpięcia urządzenia do TV. Od razu przypomniały mi się lata 80 minionego stulecia, gdzie „wyposzczeni” brakiem kolorowych produktów eksponowaliśmy w naszych pokojach pozostałości po zdobytych z Zachodu lub Pewexu produktach. Na meblościankach, niczym olimpijskie trofea, prezentowały się puszki po piwach, coli, a w barkach w pierwszym rzędzie stała butelka po „ekskluzywnym” trunku. Dziś opakowanie ma inne zadanie, przyciągać uwagę klienta, do tego stopnia, by zdecydował się na konkretny zakup.

Steve Jobs twierdził, że moment wyciągania urządzenia z eleganckiego pudełka jest tak samo fascynujący jak jego pierwsze uruchomienie. Miał rację – kto nie lubi rozpakowywać prezentów?

Ten prosty zabieg marketingowy wykorzystujący naszą ciekawość i fascynację funkcjonuje do dziś i ma niestety swoje negatywne konsekwencje w postaci produkowania… dodatkowych odpadów. Mam świadomość, że to tylko mój postulat, ale marzę by społeczeństwo zaczęło się wybudzać z globalnego konsumpcjonizmu, który to właśnie napędza nadprodukcję śmieci. Kilka lat temu obejrzałem film „Spisek żarówkowy czyli planowane postarzanie produktu”, w którym autor pokazał na przykładzie japońskiej drukarki jak producenci „wymuszają” na nas zakup kolejnego sprzętu, choć ten obecnie użytkowany mógłby nam jeszcze służyć przez długi czas. Film można znaleźć w sieci i warto go zobaczyć. Na szczęście świadomość społeczna w tej kwestii wzrosła na tyle, że sprawą zajął się Parlament Europejski wydając rezolucję w sprawie dłuższego cyklu życia produktów.

Wróćmy jednak do dobrych praktyk. Jednym z pomysłów na walkę z nadmierną ilością plastikowych opakowań w naszym kraju było wprowadzenie w Łodzi automatu, który pozwala na napełnianie swojego pojemnika wielokrotnego użytku płynem do naczyń. Wkrótce potem pojawiła się informacja, że znana sieć drogerii testuje już takie rozwiązanie w sklepach w Czechach. Z innym pomysłem wyszła sieć Carrefour, która planuje zastąpienie popularnych „zrywek” na owoce i warzywa bawełnianymi workami – jednak ten pomysł rodzi więcej kontrowersji. Jego zwolennicy uważają, że bawełna w przeciwieństwie do plastiku rozkłada się szybciej przez co powinna być bardziej przyjazna środowisku. Tymczasem, jak donosi portal Wirtualna Polska „bawełnianą torbę trzeba wykorzystać, aż tysiąc razy, by mówić o takim samym wpływie na środowisko (…) Wielokrotnie używany plastik, poddawany później utylizacji nie jest tak szkodliwy”… jednak tu należałoby dodać – o ile po użyciu jest właściwie posegregowany jako odpad. To tylko kilka przykładów lecz ważne jest to, że zaczynamy rozumieć potrzebę zmian w naszym postępowaniu, a jeśli przy tym duzi światowi „gracze” (nawet jeśli kierują się tylko chęcią zwiększenia zysku, ale bez wyzysku) decydują się na działania, które będą miały nie tylko reklamowy, ale faktycznie długofalowy wpływ na oczyszczenie naszej planety to może jest szansa na to, że naszym dzieciom i wnukom zostawimy czysty świat.

Nastawienie światowej społeczności powoli się zmienia, bo jest ono dyktowane większą świadomością i dostępem do informacji zwłaszcza w zakresie zagrożeń dla naszego zdrowia. I choć zdarza się, że w przestrzeni publicznej pojawiają się czasami aktywiści „proekologiczni”, za którymi w cieniu stoi „biznes” proponujący nam produkt „pseudoEKO” lub walczący w ten sposób z konkurencją – to póki co wiele, bardzo wiele zależy od nas i naszej wrażliwości. Wystarczy wyjść na spacer i zobaczyć jak wyglądają trawniki, zarośla pełne porozrzucanych śmieci. To na pewno nie kosmici je tam zostawili, ani dziki, ani koncerny, ani nikt bezosobowy…

Dawid Domagalski

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 2-2020

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top