Felieton

COVID-19… i co dalej?… – felieton Dawida Domagalskiego

W chwili pisania tego tekstu potwierdzono pierwszy przypadek zachorowania w Polsce na koronawirusa. Obawiam się, że panująca jeszcze niedawno atmosfera „oczekiwania” podsycająca nasze lęki i obawy w połączeniu z najnowszymi doniesieniami może przerodzi się w panikę, a to już ostatnia prosta do społecznej katastrofy. Tymczasem mając na uwadze bezpieczeństwo swoje i naszych bliskich potrzebujemy, bardziej od budowlanych maseczek przeciwpyłowych, zdrowego rozsądku potrzebnego do analizy zmieniających się wokół nas realiów.

Nie bagatelizuję zagrożeń, które niesie ze sobą zakażenie wirusem SARS-CoV-2, ale apeluję o zachowanie zimnej krwi. Wiem, że jest to trudne w obliczu pędzącej na nas „kuli śnieżnej” różnego rodzaju doniesień oraz niestety „fake newsów”, ale budując swoją własną strategię obrony musimy nauczyć się wyłapywać z informacyjnego szumu istotne wiadomości stanowiące podstawę do rzetelnej oceny sytuacji. Niestety media działają wg zasady: „dobra wiadomość to zła wiadomość”, bo ta wywołuje największe zainteresowanie, czyli mówiąc potocznie: najlepiej się sprzedaje – przez to cały ciężar wyłapywania racjonalnych wskazówek niezbędnych do zwiększenia poziomu ochrony zdrowia spada na nas. Jak się w tym połapać? Niestety nie ma prostej metody by oddzielić ziarna wiedzy od plew spamu. Najlepiej by było, gdyby każdy z nas posiadał wykształcenie medyczne i farmaceutyczne, ale tak nie jest. Ja w takich sprawach zdaję się na wiedzę ekspertów: od dawna korzystam z alertów Głównego Inspektoratu Sanitarnego, które za pośrednictwem mediów społecznościowych lub bezpośrednio strony www.gis.gov.pl ostrzegają przed np. skażonymi partiami żywności, które co pewien czas trafiają do obrotu publicznego. Obecnie ta instytucja publikuje zalecenia dotyczące koronawirusa.

Jeden z moich znajomych na Facebooku napisał: „Zachowajmy spokój i myjmy ręce” – ten komentarz wynika z wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia opublikowanych w ostatnich tygodniach.

Co ciekawe, paradoksalnie zagrożenie płynące ze strony „wirusa z Chin” zaczyna uczyć nas prawidłowych nawyków przy kichaniu, czy kasłaniu oraz uświadamia nam, że osoba chora przychodząca do szkoły lub pracy zaraża innych.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że tak powinniśmy się zachowywać zawsze, a nie dopiero teraz w obliczu nowego typu infekcji. Przypominam sobie rozmowę, sprzed kilku miesięcy, z jednym z moich znajomych nauczycieli – opowiedział mi wtedy o tym, jak niektórzy rodzice posyłają do przedszkoli i szkół chore dzieci, które potem zarażają inne osoby, w tym kadrę pedagogiczną – ci z kolei swoje rodziny. Również i sami dorośli często lekceważąc pierwsze objawy infekcji decydują się na pójście do pracy tłumacząc sobie, że „muszę tylko wytrzymać do weekendu, a potem się podkuruję”. Warto przy okazji przypomnieć, że największe do tej pory sezonowe zagrożenie zdrowia – grypa zbiera od lat, co roku, w Polsce śmiertelne żniwo. W tym kontekście nasuwa się zatem pytanie: ile osób więcej mogłoby się cieszyć życiem do dziś gdybyśmy wcześniej stosowali metody zabezpieczeń przed zarażeniem się wprowadzane w naszych rodzinach, szkołach i zakładach pracy dopiero teraz…?

Kwestia zwiększenia poziomu higieny osobistej to kluczowa sprawa, jednak pozostaje jeszcze do wyjaśnienia sprawa zminimalizowania obszarów potencjalnego rozprzestrzeniania się infekcji. Od kilku tygodni, w obawie przed tym, słyszymy o odwoływaniu kolejnych imprez masowych na świecie: Targów Mobile World Congress w Barcelonie, występów gwiazd estrady, Geneva Motor Show czy choćby wyłączenie udziału publiczności w IEM w Katowicach.

Co więcej, wg Business Insider „Naczelna Rada Lekarska zaapelowała do premiera Mateusza Morawieckiego o odwołanie wszelkich imprez masowych w Polsce” – czy zatem czeka nas sezon bez największych wydarzeń muzycznych oraz sportowych?

Odpowiedź na to pytanie poznamy zapewne w najbliższym czasie – na szczęście koncert nie jest rzeczą niezbędną do życia i w zaistniałej sytuacji zredukowanie liczby tych eventów wydaje się uzasadnione. Czy czeka nas okres alienacji społecznej na wzór bohaterów Dekameronu Boccaccia, którzy w obliczu zarazy panującej we Florencji wraz z bliskimi i przyjaciółmi, odseparowują się od otaczającego ich świata, spędzając czas na „afirmacji życia”. Tyle, że koronawirus choć stanowiący zagrożenie dla naszego zdrowia i życia – to mimo wszystko nie średniowieczna epidemia, a niestety odnoszę wrażenie, że niektórzy nie potrafią tej różnicy zauważyć. Zauważalny natomiast jest brak makaronu na półkach w marketach…

Jedno jest pewne – na co dzień czyhają na nas różne niebezpieczeństwa i choroby, a COVID-19 jest jednym z tych ryzyk. Nie lekceważmy go, ale też nie pozwólmy na to by psychicznie nas zdominował, bo jak mawiał klasyk: „tylko spokój może nas uratować”.

Natomiast rządnym „postapokaliptycznej wizji świata”, wieszczącym upadek naszej cywilizacji, polecam Bastion Stephena Kinga. – dzięki tej lekturze będą mogli w kontrolowany sposób „podkręcać” poziom własnych strachów i lęków nie przenosząc ich na osoby postronne. Tymczasem my dbajmy o siebie i bliskich – zwłaszcza seniorów, zachowajmy spokój i myjmy ręce…

Dawid Domagalski

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 5-2020

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Najnowsze

To Top