Felieton

Wcale nie jesteśmy tacy wyjątkowi – felieton Toszy

Czy nie odnosicie wrażenia, że bierzemy udział w jakimś dziwnym serialu? Przecież takie historie to mogły się przydarzać tylko w amerykańskich filmach i na koniec i tak miało zawiać optymizmem, nawet po największym kataklizmie. To nie jest zwykły kryzys gospodarczy. To jest jak wojna tylko bez nalotów dywanowych, ale z rannymi i ofiarami w ludziach. Takie rzeczy już się na świecie wydarzały, ale nigdy dotąd nie byliśmy w historii – my ludzie – tak blisko siebie. Na kilkanaście godzin lotu najdalej. I jeszcze nigdy dotąd nie byliśmy powiązani tak bardzo wspólnymi interesami.

W czasach, kiedy transport musiał opierać się na sile natury – wiatru i mięśni społeczeństwa musiały być autarkiczne. Nie dało się importować, bo drogie, to trzeba było umieć wyprodukować z tego co na miejscu wyrosło lub dało się na miejscu wykopać. Teraz produkuje się tam, gdzie można to zrobić najtaniej. Chciwość pchała nas do cięcia kosztów i optymalizacji. I zostaliśmy tak zoptymalizowani, że kompletnie bez marginesu bezpieczeństwa. Jakiegokolwiek. W żadnej sferze życia. Ilu znacie takich, którzy trzymają złoto i brylanty na przeżycie? Wystarczyło, że posypały się łańcuchy dostaw, że chińska gospodarka zamarła w bezruchu, to zatrzymało fabryki na innych kontynentach nawet bez wirusa. Ale on nawet tam dopełzł i dezorganizuje świat jaki znamy.

Nie jesteśmy gatunkiem stworzonym do zastygnięcia w momencie zagrożenia. Dlatego odczuwamy teraz tak nieznośny dyskomfort. Mamy siedzieć na dupie, nigdzie się nie ruszać, nie kontaktować najlepiej z nikim. Toczymy wojnę z kawałkiem nici RNA otoczonym białkiem, które pokonało barierę międzygatunkową dając kolejny dowód, że wcale nie jesteśmy tacy wyjątkowi. Bardziej zaawansowani przedstawiciele świata zwierząt. Niczym miliardy wcześniej wymarłych gatunków. Dlaczego nas miałoby to nie spotkać? Bo Bóg? To ja się pytam – który? I kto to rozsądzi.

Historia na pewno osądzi polityków. A może i całe narody. Brytyjczycy i Szwedzi idą na zderzenie czołowe… Chcą się tym jak najszybciej zarazić, żeby mieć tego wirusa z głowy. On i tak zabija tylko trzy procent zakażonych. I to głównie schorowanych staruszków. Więc łatwiej jest ich izolować przez parę miesięcy zanim zaraza wygaśnie, niż izolować całe społeczeństwa i zniszczyć gospodarkę. Tak tłumaczą. Ale jak się nie uda ich skutecznie izolować? Każdy z nich ma imię, nazwisko i historię. To już jest nie polityka – to jest etyka. Jesteśmy na wojnie, prawdziwej wojnie, i jej ofiary są wliczone w rachunek. W mojej grupie wiekowej umiera jeden na czterystu.

Niemcy zrobili inaczej – testy, testy, testy. I izolowanie zarażonych. I stopniowe wyłączanie zwyczajnego życia. A u nas? Jakby ktoś zgasił światło. To stało się w ciągu kilku dni, a co gorsza nikt nie wie jak długo to potrwa? I co z nami kiedy się wreszcie skończy. Jak uruchomimy gospodarkę? Za co? Czeka nas poważny reset wszystkiego.

Zwalają się nam na głowę problemy, z którymi nie jesteśmy w stanie poradzić sobie globalnie. Pandemia jest przecież problemem dla małych procentów ludzkości. Umrą setki milionów. W czarnym scenariuszu w Jaworznie może umrzeć sześćset osób. Czyli tylu ilu zginie podczas fal upałów, i ułamek tych, którzy zginą podczas wojen związanych z wielkimi migracjami klimatycznymi. Nie wydarzy się? Popatrzcie na turecko-grecką granicę i przemnóżcie razy pół miliona. Tak. To będzie mowa o migracjach liczonych w setkach milionów a nie kilku tysięcy.

To, że gospodarka na kilka miesięcy, a pewnie dłużej, przestała oddychać i nie dokładamy tak dużo kopalnego węgla do atmosfery jak robiliśmy to dotąd nie sprawi, że klimatyczna szklarnia zmniejszy rozpęd. Katastrofa już się zaczęła, tylko nie mieliśmy tak widocznej jak w przypadku koronawirusa perspektywy.

Ewentualna porażka epidemicznych strategii rządzonych przez populistów Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, klęska społeczeństw włoskiego i hiszpańskiego i przy tym sukcesy wschodnioazjatyckich technokracji na nowo zdefiniuje nam pojęcie demokracji. Przecież to system w którym nigdy nie jesteśmy rządzeni lepiej niż na to zasługujemy. Jak mawiał Jacek Kuroń. A znaleźliśmy się w czasach, gdzie jakość przywództwa jest najważniejsza.

Miałem wspaniałe uczucie intensywności i barwności ubiegłego roku. A może nawet to był nieco dłuższy okres. Tak wiele się działo wokół, że miało się wrażenie wpadnięcia w kołowrót doznań estetycznych, intelektualnych i zmysłowych. Świat zaczął wspaniale smakować mimo nadciągającej dekadencji. Konstrukcje jakie zbudowaliśmy naszą cywilizacją są naprężone do granic możliwości. Jak z żartem inżyniera z kotem, który z dezaprobatą patrzy się na cad-owski rysunek na ekranie – i mówi – jak to koty mają w zwyczaju: Andrzej, to j…nie. I jeb…o.

Tomasz Tosza

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 6-2020

Polecamy: Życie w czasach koronawirusa

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: EXTRA nr 6 (398) 2020 – 19 marca – wersja elektroniczna (pdf, jpg) – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top