Felieton

Zmieścisz się śmiało – felieton Tomasza Toszy

Dziesięć lat temu zastygliśmy w przerażeniu przed tragedią rozbitego w Smoleńsku samolotu. Dzisiaj zamknięci w domach obcujemy z jeszcze silniejszą emocjonalnie i niestety zapewne wielokrotnie większą w skali katastrofą. Która z powodów politycznych znów będzie źródłem coraz głębszych podziałów między Polakami. Zwłaszcza jeżeli dojedzie do majowych wyborów.

Trudno nie doszukiwać się analogii między obiema katastrofami, choć współczesna jest kataklizmem globalnym a Smoleńsk dotknął tylko nas. Wysoko oceniam stosunkowo szybkie zamknięcie Polski. Zrobiliśmy to wcześniej i skuteczniej niż stare demokracje takie jak Wielka Brytania i Stany Zjednoczone rządzone niestety przez populistów z nikłym zaufaniem do nauki za to z gigantycznym Ego. Niby też powinniśmy iść ich ścieżką a jednak póki co nie podążamy. Jakby przez moment rządzili Polską kompetentni merytokraci.

Niestety. Dziesiątki lat pogardzania przez sferę polityczną usługami publicznymi wymusiło konieczność całkowitego zduszenia gospodarki w chwili pandemii na którą nie byliśmy przygotowani – nie, że nikt nie był przygotowany – popatrzcie jak z wirusem poradził sobie Tajwan, Korea a nawet biedny Wietnam. Gospodarka bez usług społecznych – służby zdrowie, służb ratowniczych, edukacji nie jest w stanie na dłuższą metę funkcjonować. Mechanizmy wolnego rynku najzwyczajniej w tych sferach nie działają.

Choć mam nieustające poczucie nierzeczywistości to merytokratyczne zamknięcie kraju oceniam za słuszny krok. Tragedia przyjdzie później, może będzie mniejsza. Pospolite ruszenie wolontaruszy zdąży uszyć miliony masek, skafandrów, wydrukować na ploterach przyłbice, na drukarkach 3D respiratory… I na to samoorganizujące się społeczeństwo nałożyła się prostacka polityka. W nocy z piątku na sobotę wrzucono nam zmiany Kodeksu Wyborczego. Wbrew wszelkim procedurom, wbrew konstytucji, wbrew orzeczeniom.

Mniej więcej w połowie drogi do Smoleńska załoga państwowego tupolewa ze znamienitą delegacją otrzymała informację, że na lotnisku wystąpiła mgła i warunków do lądowania brak (samoloty często rozbijają się w takich warunkach, więc tego zakazano w lotniczych przepisach). Ten komunikat w warunkach pandemii można odczytać tak: na planecie wystąpiła zaraza, warunków do przeprowadzenia wyborów brak. W kilkunastu państwach odwołano już głosowania, a tam gdzie w ciągu ostatniego miesiąca przeprowadzono, to nie dość że żałują, to już szukają winnych. Winnych zakażenia tysięcy i śmierci setek ludzi.

W salonce tupolewa zameldowano o mgle. Ale pan prezydent nie podjął żadnej decyzji. Wysłał do kokpitu naczelnego generała lotnictwa, żeby przekonać załogę, że można trochę nagiąć kodeks, korespondencyjnie, na szczura. – Zmieścisz się śmiało – zachęcał. A potem było nerwowe odliczanie odległości – dwieście trzydzieści, i wysokości: trzydzieści, dwadzieścia. A potem, zamiast wybuchu – przeciągłe k….a.

Dziś jesteśmy w momencie, kiedy naukowcy, lekarze, epidemiolodzy coraz głośniej krzyczą: terrain ahead, pull up, pull up. Uśmiechnięta twarz szeregowego posła, który kolejny raz rozegrał polityczną gierkę w sobotnim brzasku mówi tylko jedno: Zmieścisz się śmiało.

Eksperci, którzy badali katastrofę mogą dokładnie wskazać ostatni punkt, kiedy można było uratować pasażerów tupolewa i zmienić historię Polski. Nie bylibyśmy pewnie dziś przygotowani dzięki temu lepiej do pandemii, ale społeczną traumę o takiej skali przeżywalibyśmy dopiero dziś i zapewne nikt by nie kombinował jak w tych warunkach przeprowadzić wybory, których przeprowadzić się po prostu nie da.

W momentach próby ludzie zwykle identyfikują się z przywódcami. Jesteśmy istotami stadnym, a stado zawsze musi mieć swojego przywódcę lub radę starszych. To zupełnie naturalne, ale jesteśmy również gatunkiem używającym emocji – zarówno tych negatywnych jak i pozytywnych. Nie mam więc najmniejszej wątpliwości, że gdy będzie się to już chyliło ku końcowi ruszą poszukiwania winnych. Zawsze szukamy winnych. I jestem pewien, że w tym przypadku winni zostaną wskazani. Pozbawieni teflonu zdartego przez każdą kolejną niepotrzebną i przedwczesną śmierć.

Jestem pewny, że mimo zachęt, że „zmieścisz się śmiało” do wyborów nie dojdzie. Będzie to trochę przerażające, bo będziemy świadkami rozpadu struktur państwa i setek, tysięcy indywidualnych odmów i buntów. Nie wyobrażam sobie dziś rekrutacji członków komisji wyborczych. Ci ludzie muszą być ogarnięci, a tacy nie podejmą ryzyka. Nie zgłoszą się.

Już dziś burmistrzowie i wójtowie zaczynają odmawiać kolejnych czynności wyborczych. Nie przejmując się konsekwencjami. Państwo może wkroczyć ze swoją siłą przysyłając własnych funkcjonariuszy, którzy zastąpią obywateli w komisjach. Ale społeczne skutki będą dla wydających takie rozkazy nieprzewidywalne.

Zostało nam jeszcze trochę czasu, żeby odwołać wyborcze „lądowanie” na lotnisku pełnym mgły. Ale za chwile będzie ostatni moment na to, żeby nie tylko powiedzieć „odchodzimy”, ale żeby wszystkie mechanizmy Państwa zdążyły zadziałać.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 7-2020

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Polecamy: Wcale nie jesteśmy tacy wyjątkowi – felieton Toszy

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top