Felieton

A nie mówiłem? – felieton Tomasza Toszy

Kilka dni temu w sieci pojawiło się zestawienie dwóch fotografii wykonane przez motolotniarza z Zagłębia Michała Radkę. Przedstawiało pomosty na Wydrze w Parku Gródek. Woda w zbiorniku wyznacza aktualny poziom wilgoci w gruncie. Trzy lata temu mieliśmy deszczowe lato i jesienią – kiedy woda przesączyła się w głąb ziemi – kładka utonęła w zbiorniku. Można było robić zdjęcia „na Jezusika”. Dzisiaj już w żadnym miejscu nie jest nad wodą, a będzie jeszcze gorzej, bo poziom wody w zbiorniku zależy od opadów sprzed pół roku. Nie padało.

Jaworzno w przeszłości było niezwykle bogate w wodę. Nawet parę lokalnych nazw zostało – Jeziorki, Bobrowa Górka, Bagienko, Czarne Bagno (obecna łąka Brzeziny). Na Dobrej był młyn. Zresztą nie tylko tam. Ponad sto lat temu przydarzyła się pierwsza wodna katastrofa – wyschły rzeki, potoki i studnie. Jeszcze przed wojną woda wodociągowa w Jaworznie była zupełnie darmowa. Całą sieć zbudowało gwarectwo w ramach rekompensaty za tą znikniętą ze studni wodę. To był pierwszy objaw kryzysu. Drugi zafundowaliśmy sobie później – meliorując podmokłe tereny. Łąki pocięła sieć rowów, są miejsca gdzie do ziemi zakopano dziesiątki kilometrów drenów. No i wyciągnęliśmy spod ziemi setki milionów ton uwięzionego w karbonie węgla i go spaliliśmy. Może nie cały w Jaworznie, ale przyczyniliśmy się do dodania do atmosfery gigaton bardzo trwałego związku chemicznego o trzech atomach. A trzyatomowe gazy mają paskudną właściwość – zatrzymują powrót promieniowania podczerwonego z powrotem w kosmos. No i mamy smutne zdjęcia z Gródka.

To nie jest zwykła susza. Nie łudźmy się. Nie jestem wróżbitą, choć ktoś mógłby mnie posądzić o to, gdyż co jakiś czas w felietonach wracam do tematu klimatu.

Proszę sięgnąć co pisałem rok temu, pół roku temu, kilka miesięcy temu… jak życzyłem nam wszystkim śnieżnej zimy, choć już w grudniu wiedziałem, że takiej nie będzie – przejeździłem na letnich i przynajmniej nie narażałem się na mandat koronowirusowy. To nie jest zwykła susza. To objaw Kryzysu Klimatycznego. Zapowiedź nadchodzącej Katastrofy. Której objawem jest – a jakże – również obecna pandemia.

Klimat gra z nami w kości pogodą.

Pogoda jest bowiem chaotyczna, choć można w niej dostrzec pewne prawidła świetnie opisane w ludowych przysłowiach. One już nie działają. Podczas losowania pogody klimat miał przed początkiem rewolucji przemysłowej typowy zestaw pogodowy, pół na pół że będzie mokro, pół na pół, że będzie sucho, pół na pół, że śnieżnie, pół na pół, że upalnie… i tak dalej. Za mojego życia ludzkość spaliła tyle węgla i ropy, że stężenie dwutlenku węgla wystrzeliło w górę niczym kij hokejowy. I teraz klimat już nie ma pół na pół w kościach pogody. Zakończyła się regularność z przysłów. Nie działają już żadne reguły. Poza prawdopodobieństwem, że w zimie bardziej nie będzie śniegu niż będzie, lato będzie bardziej upalne, niż mniej. A czasami z kości może ułożyć się nam masakryczna powódź.

Przewidując bezśnieżną zimę nie posługiwałem się prognozami, tylko zwykłym szacowaniem prawdopodobieństwa. Teraz też mogę to prawdopodobieństwo szacować – będziemy mieć fale upałów jakich najstarsi nie pamiętają.

Będziemy mieć burze przy której niszczycielskiej sile zblednie wszystko co widzieliśmy wcześniej, a potem przyjdzie ciepła jesień z której będziemy się cieszyć, choć powinniśmy rozpaczać i z dużym prawdopodobieństwem kolejna bezśnieżna zima, po której obecna susza wydawać na się będzie pestką. Nie wymądrzam się. To czysta statystyka.

Są już miejsca w Polsce, które dotykają burze pyłowe.

Już nie długo słowo duster nie będzie nam się kojarzyło z modelem rumuńskiego samochodu, ale kataklizmem, który pozbawi żyznej warstwy gruntu całe połacie kraju. Być może dustery będą wiać i w Jaworznie. To się nie wydarzy za rok, dwa. Ale za kilkanaście lat na pewno. Mamy ostatni moment by się do tego przygotować jako miasto. Powinniśmy sadzić drzewa i krzewy na miedzach, powinniśmy część miedz odtworzyć w miejscach gdzie dokonano scaleń połaci gruntu, żeby się efektywniej orało i nawoziło. Powinniśmy zlikwidować prawie wszystkie urządzenia melioracyjne. Na ciekach budować zastawki, w rowach odwadniających drogi stosować faszynę tak jak to zrobiliśmy już kilka lat temu wzdłuż ul. Karwety, choć tam powód był inny – to było zabezpieczenie na czas nawalnych deszczy. Powinniśmy dać święty spokój bobrom, a do rynien podpiąć beczki na deszczówkę. Na Wąwolnicy gdzie stykają się wszystkie kolektory deszczowe powinniśmy zbudować zaprojektowany już zbiornik retencyjny. Powinniśmy sadzić w śródmieściu kolejne duże drzewa i absolutnie zakazywać wycinania żywych drzew. Usuwać tylko martwe i umierające. Każdy kawałek wolnego muru i elewacji powinniśmy obsadzić pnączami. Sadzenie zieleni powinno być najwyższym priorytetem. Jeśli chcemy mieć jakie takie warunki do życia za dwie dekady.

Wczoraj spacerowałem po Jaworznie przyglądając się posadzonym w ciągu ostatnich lat drzewom.

Są miejsca gdzie się nie przyjęły, ale setki więcej miejsc jest takich, gdzie te kilkunastoletnie rośliny są już średnimi drzewami. Jeszcze kilka lat i trafią do kategorii dużych. Już nie topole, już platany i klony. Mam wielką nadzieję, że najbliższe lata to będzie czas przygotowywania się na kataklizmy, które nastąpią za dwie, trzy dekady. Jeśli tego nie zrobimy teraz to będziemy w takim samym kryzysie jak państwa północy planety, które uznały, że pandemii już nie będzie. Że to był problem starożytności i średniowiecza. A teraz sprowadzają z Chin na gwałt maseczki. Zamiast je wyciągnąć z magazynów. Musimy się przygotować. Bez sensu byłoby wyciągnąć za parę lat ten felieton i z kwaśną miną powiedzieć: A nie mówiłem?

Tomasz Tosza

fot. Michał Radka | Zagłębie z powietrza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 9-2020

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top