Felieton

Witajcie w nowym świecie… – felieton Dawida Domagalskiego

„Umarł król, niech żyje król” – zwykło się krzyczeć, gdy w odległych czasach monarcha „spotykał się z przodkami”, a w jego miejsce witano kolejnego władcę. Hasło to po drobnej korekcie możemy skandować także i my, wszak 4 marca zakończyła się pewna sielankowa epoka, a jej miejsce zajął nowy porządek. Obserwując rozwój technologii, nieuniknionym było, że nasze społeczeństwo będzie coraz bardziej przechodziło do funkcjonowania w wirtualnym świecie jednak sytuacja nabrała niespodziewanego tempa, gdy w Polsce odnotowano pierwszy przypadek zarażenia koronawirusem, w najpopularniejszej obecnie odmianie. Okoliczności kreowane przez stan zagrożenia epidemicznego wymusiły na nas działanie w trybie zdalnym i korespondencyjnym. To co dziś jest już standardem, jeszcze kilkanaście tygodni temu, brzmiałoby jak historia rodem z opowiadań science fiction, tymczasem rzeczywistość wyprzedziła nasze wizje, nierzadko grzebiąc misternie przygotowane plany.

Na początku roku, jeszcze przed wystąpieniem pandemii, dotarła do mnie wiadomość, że dwa czytane przeze mnie miesięczniki (jeden o rowerach, drugi o górach) ulegają „zawieszeniu”. To nie były pierwsze przypadki takich działań podejmowanych przez wydawców prasowych – ten proces trwa już od pewnego czasu dyktowany głównie kwestiami ekonomicznymi. Nadejście „okresu narodowej kwarantanny” spowodowało, że sięganie po barwny magazyn okazało się nieważne w obliczu nabycia podstawowych produktów i troski o zdrowie, a w dodatku uległo znacznemu utrudnieniu z uwagi na obowiązujące restrykcje w zakresie poruszania się i robienia zakupów. Odizolowani w swoich domach czytelnicy zaczęli jeszcze bardziej skupiać się na treściach dostępnych w internecie nadrabiając zaległości filmowe, serialowe, czy po prostu wyszukując interesujących ich wiadomości w gąszczu stron www. Taki obrót spraw pogłębił jeszcze bardziej trudną sytuacje płatnej „prasy tradycyjnej” i w efekcie coraz częściej docierają do nas informacje o zamykaniu kolejnych tytułów. Przyznam, ze smutkiem, że szkoda bo…

Kilka dni temu znowu obejrzałem „Jackie Brown” Quentina Tarantino. Lubię jego filmy, bo za każdym razem, gdy ponownie poświęcam im czas, odkrywam w nich ciągle coś nowego – trochę jak przy degustacji dobrej kawy, gdzie koneser tego napoju delektuje się jej smakiem i aromatem tak jakby pił ja pierwszy raz. Wracając do filmu – tym razem „wyłapałem” krótką scenę, gdzie jeden z bohaterów kupuje w sklepie muzycznym kasetę magnetofonową (młodszych czytelników odsyłam do Wikipedii, by dowiedzieć się czym jest kaseta magnetofonowa i do czego służy) ulubionego zespołu. Ta chwila, gdy z pietyzmem i szczególną uwagą przygląda się okładce, sprawia mu wielką radość – w końcu może fizycznie „dotknąć” dzieła swoich idoli. Dziś, w dobie „plików”, czy „streamu” taki dodatkowy bodziec jest niedoceniany przez masowego odbiorcę – co widać po znikających salonach i stoiskach muzycznych. Oczywiście jest jeszcze elitarne grono „kolekcjonerów” wspomnianych wcześniej kaset, czy płyt CD lub winylowych, które na skutek powracającego trendu podtrzymują tradycję wydawania muzyki w bardziej namacalnej formie niż portal internetowy z milionami utworów do pobrania. Nie wiem jak Wy, ale szelest przekładanej kartki w książce, czy zapach farby drukarskiej w ulubionym magazynie są dla mnie czymś, bez czego nie wyobrażam sobie „czytelniczego popołudnia przy aromatycznej kawie”… a jednak być może będę musiał sobie zacząć to wyobrażać, bo świat się zmienia, a my razem z nim.

Jednak zmiany w obrębie prasy to tylko wierzchołek góry lodowej. Wymuszona chwilą sytuacja ukonstytuowała działania wykluczające lub znacząco ograniczające „bezpośredniość” zarówno w sferze zawodowej, kulturalnej czy politycznej. Standardem zatem stała się m.in. praca zdalna (oczywiście tam, gdzie jest możliwa), wirtualna obsługa klientów, potrzeba korespondencyjnego przeprowadzania różnych głosowań, a w sferze czysto rozrywkowej przeniesienie wielu koncertów do świata „okrytego” ekranem smartfana, TV, czy komputera.

Teoretycznie wszystko mamy teraz w zasięgu ręki – galerie sztuki lub handlowe – wystarczy tylko kliknąć właściwy przycisk… ale pamiętajmy, że ta zmiana ciągnie za sobą na nowo definiowane życie wielu ludzi, np. dotkniętych bezrobociem, bo całe to „koronozamieszanie” dało niektórym firmom legitymację do przeprowadzenia od dawna planowanej restrukturyzacji. Nie mam tu na myśli „drobnych” przedsiębiorców, których dotknął kryzys i sami walczą o każdy dzień przetrwania, ale korporacje, które posiadając zaplecze finansowe koncentrują się jedynie na tym, by przyjęte na dany czasokres wskaźniki wyników zostały dotrzymane.

Co ciekawe, wszystkie te telekonferencje i czaty, zarówno w sferze zawodowej jak i prywatnej, czynią świat „aż nadto sterylnym”, ale nie w znaczeniu higienicznym, a społecznym.

Czy zaszczepiony pomiędzy nami w ostatnich tygodniach dystans będzie jeszcze do pokonania? Czy powrócą czasy gdzie z radością widząc znajomego podawało mu się dłoń w geście serdecznego powitania?

Jeśli sprawdzą się przewidywania ekspertów to zagrożenie epidemiczne może jeszcze potrwać nawet kilkanaście miesięcy. Obawiam się, że zmiany jakie następują w sferze socjalnej – o czym wspominałem już w jednym z wcześniejszych felietonów – będą w wielu przypadkach nieodwracalne. Tu, dla zachowania niezbędnej równowagi, dużą rolę będą musiały odegrać, wspierane zarówno centralnie jak i samorządowo, programy integracji społecznej – w przeciwnym wypadku spora część naszego społeczeństwa padnie ofiarą „nieinfekcyjnych” skutków COVID-19.

Jedno jest pewne – wszystko, niczym woda w rzece przemija. I tak jak mijają czasy „myśli”, którym kształt nadają namacalne przedmioty jak kaseta, książka czy papierowy magazyn, tak też zmianie ulega nasze codzienne życie. Tu przypomina mi się fragment jednej z piosenek Anity Lipnickiej:

„Każda noc jest końcem…

Szanuj każdą z chwil

darowaną Ci

przeszłość w sobie noś

a przyszłością żyj!”

… bo tak naprawdę to „Sens w tym, że wszystko przemija”, a dzięki temu my budzimy się w nowym świecie. Pytanie tylko czy lepszym?

Dawid Domagalski

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 9-2020

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: EXTRA nr 9 (401) 2020 – 29 kwietnia – wersja elektroniczna (pdf, jpg) – extra

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top