Felieton

Też tak macie? – felieton Dawida Domagalskiego

Zimni ogrodnicy dali o sobie znać – we wtorek aura uraczyła nas śniegiem. W mediach pojawiły się nawet obrazki, gdzie dzieci wykorzystując ten kaprys pogody jeździły na sankach. To coś wyjątkowego: biały krajobraz w maju – choć trzeba przyznać , że to nie pierwszy taki maj. Jednak ta sytuacja oderwała nas od codzienności, w której pierwsze skrzypce niestety gra jeszcze wirus. Dziś pozwalam sobie na odrobinę refleksji, takiej z przymrużeniem oka. Świat wokół nas uległ zmianie i zmianie ulegają też nasze nawyki i przyzwyczajenia. Niektóre działania, dyktowane potrzebą chwili, są dla nas zupełnie nowe inne stały się już częścią życiowego krajobrazu. Jedno jest pewne – jest ciekawie – choć nie zawsze do śmiechu…

Po panice, która ogarnęła część społeczeństwa, wraz z docierającymi do nas informacjami o zbliżającej się epidemii koronawirusa, po zastosowaniu się do zaleceń ministra zdrowia dotyczących przestrzegania „narodowej kwarantanny” – weszliśmy w pewien rytm działania i funkcjonowania, który utrzymuje liczbę zachorowań na w miarę równym poziomie (nie wliczając w to tzw. ognisk zarażeń). Póki co nie mamy drugiej Lombardii czy Nowego Yorku. Jednak, wraz z nadejściem wiosny, kontrolowane zachowania zaczęła zastępować rutyna, a pierwsze sygnały o „odmrażaniu” gospodarki niektórzy przyjęli do wiadomości jako sygnał, że zagrożenie zostało opanowane. Niestety to błędny tok myślenia. O ile biznes wymaga ponownego ożywienia – to jednak stare przyzwyczajenia i nawyki, nieodpowiadające nowym standardom funkcjonowania w dobie COVID-19, muszą pozostać dla naszego bezpieczeństwa zaszufladkowane w pamięci jako wspomnienie minionego czasu.

Kto pierwszy wymyśli szczepionkę?

Maseczki stały się od niedawna częścią garderoby tak ważną jak…majtki. Podobnie jak z majtkami – noszenie maseczki w miejscach publicznych jest obowiązkowe – dosłownie, pod groźbą kary. W obu też przypadkach czystość i świeżość tego przyodzienia nie są bez znaczenia dla względów higienicznych. Poza prawnie przewidzianymi wyjątkami, maska powinna zakrywać nos i usta, by spełniać swoją kluczową funkcję. Tymczasem niektórzy noszą je w ten sposób, że spoza tej osłony wystaje ich „aparat węchowy” – ma to jaki sens jak zakładanie bielizny tylko do połowy uda. Jednak to nie jest jedyny problem związany z używaniem tej osłony. Stare powiedzenie mówi: „że kto nie ma w głowie, ten ma w nogach”- ile razy wracaliście się już do mieszkania, domu czy biura po maseczkę? I jeszcze jedna ciekawostka, na pytanie: kto jest największą ofiarą obecnych obostrzeń pada odpowiedź: okularnicy. Tak, wiem co piszę, bo sam noszę „gogle”.

Tak myślę, że to właśnie my, użytkownicy okularów, pierwsi wymyślimy szczepionkę na tą „zarazę” – bo przecież ile można żyć we mgle, w dodatku takiej ostrej?

Kolejka do nieba?

Z jednej strony staramy się dbać o siebie i bliskich – na bieżąco monitorujemy temperaturę ciała, gdy tylko nas w nosie zakręci. Z drugiej jednak doprowadzamy do sytuacji, gdzie wszystkie standardy bezpieczeństwa są tyle warte, co zeszłotygodniowa prognoza pogody. Jeden obrazek: półtora tysiąca ludzi w kolejce do Ikei w Katowicach – słusznie komentowali tą sytuację internauci pisząc: „zobaczcie co się dzieje, gdy ludziom w dwa miesiące meble się w domach skończą…” Abstrahując od tego przypadku i niestety innych podobnych mu – dla zwiększenia bezpieczeństwa zdrowotnego dostępne są środki ochrony osobistej: te zewnętrzne i te… wewnętrzne – jak by to ujął Kazimierz Pawlak z „Samych swoich”: „ku zdrowotności”. Tu znowu przypomina mi się taki obrazek przedstawiający pijanego mężczyznę leżącego na kanapie. Opis do niego brzmi: 2019 r. – pijak i leń. 2020 r. – wzorowy odpowiedzialny, obywatel pozostający w domu.” Niekwestionowanymi mistrzami „samoochrony” są dla mnie niektórzy „geniusze” w lateksowych rękawiczkach, którzy tak są do nich przywiązani, że nie ściągają ich chyba nawet do snu, wychodząc z założenia, że skoro jest to produkt jednorazowy to zakłada się go raz… na zawsze. Jest jeszcze druga grupa – tzw. estetów – ci, dla poprawy estetyki otaczającego nas środowiska zostawiają je zawsze w koszu… na zakupy. To wyraz takiej troski o innych w stylu „zgadnij kotku co mam w środku”, bo jak posprzątasz po mnie to albo się zarazisz, albo nie.

Korepetycje dla rodziców

Jak sięgnę pamięcią w szkole zawsze najfajniejsze były koleżanki, koledzy i niektórzy nauczyciele… a „nauka” to był taki istotny dodatek do tego. Ja jeszcze pobierałem naukę w czasach bez internetu, googla i funkcjonujących na masową skalę streszczeń. Zatem przygotowując referat np. z geografii, tak jak i moi rówieśnicy, musiałem się udać do biblioteki i w katalogu odszukać pasujących do tematu pozycji, by po zapoznaniu się z ich treścią zdecydować, czy staną się materiałem źródłowym do mojej pracy. Wszystko było dobrze, dopóki referat oscylował wokół naszych zainteresowań. Problem zaczynał się wtedy, gdy zamiast przyjemności był on jedynie „wykonaniem nudnego zadania”. Nagle po latach okazuje się, że to wszystko miało sens… Taka sytuacja: mój syn siedzi nad zadaniem z matematyki, z tzw. „programowania” i widzę jak ten dziewięciolatek dzielnie się z nim zmaga, spoglądając od czasu do czasu na mnie oczyma, w których odbija się hasło: „Rozumiesz to?”… tyle, że to hasło, które odbija się w jego oczach, jest wyrysowane na mojej twarzy… a potem dzwonimy do wujka, który jest inżynierem, bo on na pewno będzie wiedział o co tu chodzi… ale on też nie wie… No cóż znów trzeba się poduczyć, a przecież po „szkole” miało być tak fajnie. Jeśli sytuacja z domową edukacją będzie się jeszcze bardziej rozciągać w czasie to czekają mnie korepetycje z chemii, fizyki i niemieckiego…

Ciekawe jest to nasze życie w czasach zarazy, bo w ogóle żyjemy w ciekawych czasach. Serio. Spróbujcie na chwilę „zatrzymać się” w tym zakręconym świecie, by po chwili zauważyć jak bardzo on wiruje wokół nas. Niczym Neo w Matrixie mamy wtedy możliwość spowolnienia czasoprzestrzeni i dostrzeżenia tych wszystkich niuansów, których na co dzień nie widzimy, bo nam po prostu umykają. Tymczasem spojrzenie na otoczenie z innej perspektywy, często z przymrużeniem oka, pozwala nam złapać więcej potrzebnego teraz dystansu… również do siebie samego. Wtedy podnoszą się do góry kąciki ust wprawiając nas w pozytywny nastrój, a przecież o to chodzi, by w życiu było więcej fajnych, niż tych niefajnych chwil i tego Wam właśnie życzę.

Dawid Domagalski

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 10-2020

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top