Felieton

„Kto i co jest dla Ciebie najważniejsze?” – felieton Dawida Domagalskiego

Lubię góry. Lubię patrzeć na nie, lubię poruszać się wiodącymi przez nie szlakami zarówno pieszo jak i na rowerze. Lubię ten moment, gdy spoza drzew wyłania się widok na okoliczne wzniesienia, doliny i niziny – panorama przestrzeni niczym nie ograniczonej. Co ciekawe, im wyższe szczyty przychodzi mi podziwiać czy zdobywać tym bardziej czuję do nich respekt. W czasie jednej z ostatnich rowerowych wypraw zatrzymałem się na moment na jednej z polan, by nacieszyć wzrok rozpościerającym się przede mną krajobrazem. Znajomy zrobił mi wtedy zdjęcie, na którym z oddali widać rowerzystę zafascynowanego widokiem. Tak naprawdę to pewnego rodzaju symboliczny obrazek. Uchwycenie tej chwili w jednym kadrze nie oddaje pełni moich odczuć, ale obrazuje pewien przekaz: trzeba mieć marzenia, by je realizować, bo życie jest zbyt krótkie, zbyt kruche.

Na co dzień „ocieramy” się o wielu ludzi. Stare powiedzenie mówi, że „by poznać człowieka trzeba beczkę soli zjeść”. Faktycznie to długi okres, a biorąc pod uwagę dzisiejsze trendy żywieniowe, wykluczające ten składnik z naszych potraw może się nawet okazać, że „jedno życie to za mało”. Zatem dokonywana przez nas ocena drugiej osoby opiera się głównie na emocjach – nie bez znaczenia jest tu zasada „pierwszych pięciu sekund”, w trakcie których zaczynamy kogoś akceptować lub nie. Problem polega na tym, że czasami dajemy się w ten sposób wpuścić w maliny, a w najgorszych przypadkach oszukać do tego stopnia, że strata majątkowa mogłaby być jedynie najlepszą z możliwych szkód. Myślę, że każdy z nas jeśli nie otarł się o taki przypadek to niestety sam go doświadczył. Tyle pesymizmu – teraz optymizm, bo ludzką rzeczą jest się mylić i tak jak spisujemy kogoś na straty w naszych relacjach, może się równie dobrze okazać, że to właśnie ta osoba wyciągnęła do nas bezinteresownie pomocną dłoń w najmniej oczekiwanym momencie.

Życie lubi nas zaskakiwać na każdym kroku. Gdy wydaje nam się, że zdobywamy właśnie Everest swoich marzeń nadchodzi lawina, która bezlitośnie ściąga nas w dół. Gdy innym razem wydaje nam się, że toniemy w bagnie problemów i nieszczęść nagle dostrzegamy wystający w naszym kierunku konar, dzięki któremu ostatecznie udaje nam się wydostać z tej pułapki. Ta prawidłowość dotyczy całego środowiska, w którym przyszło nam funkcjonować począwszy od naszych rodzin przez samorząd lokalny, aż po cały kraj. Dlatego tak ważne jest wyrabianie w sobie nawyku zimnej oceny faktów, analizy dotychczasowych działań, które faktycznie mają wpływ na poprawę naszego życia, a nie są jedynie bezużytecznym z punktu widzenia mieszkańca, obywatela sloganem używanym do różnego rodzaju rozgrywek, służącym jedynie elitom, a nie zwykłym ludziom.

W górach, w sposób szczególny, możemy nauczyć się arcyważnej postawy – niestety coraz rzadziej występującej w naszym otoczeniu – pokory. Góry są bezkompromisowe i to one ustalają zasady przeżycia wśród nich: albo z pokorą się dostosujesz, albo pycha zostanie ukarana. Jakżeż uniwersalna jest ta zasada.

Przypomina mi się historia pewnego znajomego: miał wujka, który ewidentnie chciał zdobyć prym przywództwa w całej rodzinie. Początkowo tak zauroczył wszystkich, że przez kilka lat nawet mu się to udawało. Ostatecznie okazało się, że jego „dobrotliwa postawa” to jedynie maska. Bliscy odkryli, że powierzone mu do zainwestowania pieniądze roztrwonił na wizyty w ekskluzywnych restauracjach, imprezy w podejrzanym towarzystwie, a czarę goryczy przelały ostatecznie ujawnione plany wyprzedania rodzinnego majątku. Wujek poszedł w odstawkę, a stery rodzinnego okrętu przejęła ciotka. Dzięki niej ustalono priorytety wydatków, co więcej zadbała o to, by rodzinne włości zaczęły przynosić zyski w postaci czynszów dzierżawnych i najmu. Rodzina ewidentnie stawała na nogi i gdy już wydawało się, że wszystko toczy się w dobrym kierunku ciotka poważnie zachorowała. Zebrane pieniądze trzeba było przeznaczyć na leczenie, a potem rehabilitację. Wtedy znowu pojawił się wujek, który dostrzegł szansę ponownego powrotu do „władzy” nad rodziną. Znajomy powiedział mi, że ironicznie nazywali go wtedy „OMCC” czyli „o mało co car”. Zamiast wspierać bliskich w tym trudnym czasie zajął się krytyką schorowanego członka rodziny zarzucając mu niekompetencje w tym co do tej pory zrobił, ale to nie była największa niegodziwość. Swoje prawdziwe „ja” pokazał, gdy zaczął robić co może, by umówione wizyty lekarskie nie odbyły się w terminie – wszystko po to, by panująca atmosfera chaosu i zamieszania zwiększała szansę na jego pełny powrót. Kiedy już wydawało się, że poprzez swoje knowania wujek osiągnie sukces – „pękła mu jakaś żyłka” i ta lekcja pokory sprowadziła go do parteru, bo to teraz on trwale się rozchorował. Ciotka ostatecznie wróciła do pełni zdrowia, a bogatsza o nowe doświadczenia jeszcze lepiej dbała o rodzinę, nawet o wychudzonego i sparaliżowanego wujka, w którego oczach ponoć nie można już było dostrzec pychy i arogancji, ale żal za wszystkie swoje dotychczasowe knowania. Kiedy analizuję sobie tą historię zastanawiam się nad tym „kto i co powinno być dla nas najważniejsze…”

Wracam w góry tak często jak tylko mogę. Natura jest szczera w swoim przekazie. Doceniali to nasi „ojcowie” wieki temu czerpiąc wiedzę z bacznej obserwacji zachodzących zjawisk. W ten sposób znajdowali metody unikania określonych zagrożeń, ale także rozwiązania wpływające korzystnie na poprawę ich życia. Ta umiejętność praktycznie zanikła we współczesnym społeczeństwie i dzisiejsze pokolenia są zdolne jedynie do „zasysania” gotowych informacji, nie bacząc na ich rzetelność.

Tymczasem przed nami kolejny weekend – wykorzystajmy go sami lub z bliskimi w taki sposób, by był on w przyszłości dla nas nie tylko fajnym wspomnieniem, ale może i inspiracją do realizacji swoich marzeń.

Dawid Domagalski

Felieton pochodzi z gazety EXTRA Jaworzno nr 11-2020

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

1 Comment

1 Comment

  1. W . Andrzej

    31 maja 2020 at 14:05

    PIĘKNIE Dawidzie trafione w samo sedno ,tylko boję się że niewielu współczesnych młodych ludzi to dostrzega.Coś takiego jak: szacunek dla danego słowa,bezinteresowność czy zwykła punktualność to wzorce z muzeum wzorców Sevres we Francji. Tak trzymaj też kocham góry a moja ulubiona to Luboń i Babia .Pozdrawiam

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top