Felieton

Felieton znad morza – Tomasza Toszy

Naczelny zasugerował, żeby coś z morską inspiracją napisać, bo na krótki urlop pojechałem nad polskie morze. Nie pytajcie gdzie, bo nad całe – jadę plażą rowerem ze Świnoujścia na Hel. Mam taki specjalny do jeżdżenia w trudnych warunkach – z czterocalowymi oponami, grubszymi niż w motocyklu. Dawno nie byłem w tych okolicach, więc mogę porównać sobie co się zmieniło przez trzydzieści lat polskiego samorządu. Kilkanaście dni temu obchodziliśmy tę rocznicę pierwszych wolnych wyborów do władz lokalnych.

Zmieniło się, i to dużo. Pamiętam Świnoujście z czasów końcówki Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. To było szare, ponure miasteczko, które było tylko cieniem uzdrowiska z czasów niemieckich. Zaniedbane i tandetne zwłaszcza tam, gdzie zbudowano nowe budynki. Blokowiska jak od sztancy. Ale miało zaletę – morze. I promy łączące położone na wyspie miasto z wyspą Wolin na którą prowadziły do Polski przynajmniej jakieś mosty. W Świnoujściu kontakt ze światem opierał się na promach, które jednak budowały jakiś koloryt. Miasto ułożone było pod nie – z jednej strony dworzec kolejowy, z drugiej coś na kształt śródmieścia skąd trzeba było przejść do dzielnicy nadmorskiej z turystami. Dalej zasieki graniczne oddzielające nas od bratniego narodu NRD. Takie to było braterstwo. Dziś granice też są zamknięte, a odtworzona współcześnie kolej z Niemiec do śródmieścia Świnoujścia zdążyła zardzewieć. Pandemia.

Od dobrych kilku lat miasto otrzymuje gigantyczną jak na swoją wielkość kwotę 30 milionów podatków za gazoport położony po drugiej stronie cieśniny. Nawet go nie widać a pieniądze płyną. I widać tę kasę po infrastrukturze turystycznej, którą miasto stworzyło by przyciągnąć gości. Dobra architektura, wysokiej jakości meble miejskie. Miasto stać, żeby wyłożyć wkład własny na miliardowej wartości tunel podmorski, który ma posłać promy na żyletki. I to trochę bez sensu. Bo tunel ma być w zupełnie innej części miasta i całkowicie zmieni to urbanistykę. Miasto, które w bardzo umiarkowany sposób rozjechane było przez samochody teraz narazi się na ich inwazję. Zobaczymy czy skorzystają na tym. Ale stać ich. Nawet na popełnianie błędów.

Nad morzem zaczyna się sezon. Na lokalach kartki, że przyjmą pracowników od czerwca do sierpnia. Czas żniw.

Choć zaczyna się ta sezonowość zmieniać. Wszędzie powstają osiedla apartamentowców bo podobno Polacy marzą o posiadaniu drugiego mieszkania nad morzem. Jak już je będą mieli to będą pojawiać się częściej. Jesienią, wiosną i zimą tutaj podobno też jest pięknie. Każde miasteczko próbuje uciec od swej sezonowości i uzależnienia od trzymiesięcznej turystyki. Widać, że aktywność lokalnych burmistrzów nie jest pisana palcem na morzu. Oni chcą dla swych małych lokalnych wspólnot jak najlepiej. To jest właśnie największe osiągnięcie samorządów – uruchomienie lokalnych, oddolnych inicjatyw.

Niestety od kilku lat gromadzą się nad samorządami czarne chmury. Współcześnie rządzący mają inną wizję państwa i konsekwentnie ją realizują odbierając krok po kroku możliwości realizacji marzeń małych lokalnych wspólnot. Mamy czas snucia mocarstwowych planów (póki co bez ich realizacji) i opowieści o wielkich inwestycjach, również realizowanych przez samorządy. Ale nie ma takiej możliwości gdyż nieustannie odbiera się burmistrzom tlen – czyli pieniądze. Dochody gmin rosną jedynie nominalnie, bo każdy wzrost pożerają rosnące koszty.

Już prawie połowa gmin ma wydatki „na życie” wyższe niż dochody. I ani złotówki na inwestycje.

To wynik spadających dochodów z podatków osobistych płaconych przez mieszkańców. W przypadku Jaworzna to minus dwadzieścia milionów rocznie. Każdego roku. Teraz doszło jeszcze zmniejszenie wpływów o czterdzieści procent wywołane pandemią. Samorządy stoją na krawędzi katastrofy finansowej, a są takie które już lecą w dół urwiska, choć nie zawsze zdają sobie z tego sprawę. Można więc zapomnieć o wielkich planach inwestycyjnych snutych przez premiera, bo ogromniej większości samorządów nie stać nawet na niski wkład własny nie mówiąc już o projektach, które mogłyby realizować samodzielnie. A w obecnej sytuacji zaciąganie długów to wieszanie ciężkiego kamienia młyńskiego u szyi. Obawiam się, że bez zmiany polityk państwowych tego nieuchronnego upadku samorządności w Polsce nie uda się się zatrzymać. Bo problem nie bierze się z nieudolności lokalnych burmistrzów.

Jedni radzą sobie lepiej, inni gorzej ale dotąd demokracja dawała możliwość wymiany złych włodarzy na lepszych.

Dotychczas pozostawienie władztwa i pieniędzy blisko ludzi była skuteczną metodą na rządzenie krajem. Ktoś ma inny pomysł i to jest pomysł zły.

Ale o tym mam nadzieję nie zdążymy się przekonać jeśli demokracja pozostanie demokracją.

Mam tutaj przepiękną pogodę choć jest rześko. Ominęły mnie burze, które pustoszą południe Polski. Przyglądam się z uwagą temu jak tutejsi burmistrzowie przekształcają przestrzeń. Nie wygląda to źle. Wręcz wygląda bardzo dobrze. Tę podróż plażą Bałtyku zostawiłem sobie na emeryturę za kilkanaście lat. Los chciał inaczej. I raczej nie żałuję. Choć może miałbym inne zdanie gdybym był tutaj w pełni sezonu. Puste, dziewicze plaże mają swój urok. Polecam.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety EXTRA Jaworzno nr 12-2020

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top