Felieton

O remunicypalizacji usług komunalnych – felieton Tomasza Toszy

fot. MZNK

Jak skłonić ludzi do zachowań zgodnych z interesem społecznym? Jak do takich zachowań skłonić całe społeczeństwa a nawet państwa? Odpowiedź na te pytania jest taka sama w przypadku obu stron politycznego sporu – niespołeczne zachowania muszą być kosztowne. W pieniądzu. Żywej gotówce. Dlatego w Polsce zaczyna być drogi prąd i są już drogie śmieci.

Prąd jest drogi dlatego, że produkujemy go emitując do atmosfery gigatony odpadu – CO2, a społeczność światowa umówiła się, że ryzyka związane z tłoczeniem trwałego gazu cieplarnianego są tak duże, że zaśmiecanie nim powietrza musi słono kosztować. Podobnie w Polsce umówiliśmy się, że śmieci, które produkujemy podczas codziennego życia to nic dobrego i jeśli chcemy by było tak jak dotąd, to musi boleć po kieszeni.

Co można zatem zrobić, żeby było taniej w obu tych przypadkach? Prąd będzie tańszy jeśli wyprodukujemy go z odnawialnych źródeł energii – wiatru, słońca i go zmagazynujemy. Śmieci będą tańsze tylko wtedy gdy będziemy ich mniej produkować. Innych wyjść nie ma, dlatego podtytuł debaty „Miasta idei”, którego przyczynkiem znów stało się nasze miasto był nieco niefortunny – „Nasze drogie śmieci” nie oddają bowiem sensu zmian jakie zaplanowaliśmy w Jaworznie.

Nie wiem jak czytający, ale ja nie zawsze pamiętam kiedy należy wystawić czarny kubeł ze zmieszanymi odpadami. Segreguję. I czarny kubeł wystawiam co kilka miesięcy. Nie co dwa tygodnie, a co kilka miesięcy. Brązowy – na odpady zielone, a mam duży ogród – wciąż pachnie nowością nigdy nie użyty. Stoi za gankiem i tylko marnuje miejsce. Skoszona trawa, gałązki z pielęgnacji drzew trafiają pod żywopłoty albo na dzikiego fragmentu ogrodu, gdzie zamieszkały mi jeże. Zielone worki na szklane opakowania muszę trzymać pod dachem, bo wystawione długo na promienie słoneczne parcieją szybciej zanim zdążą się wypełnić. Podobnie z niebieskimi. Jedynie żółte napełniają się w tempie jeden na miesiąc. Staram się produkować jak najmniej śmieci. Choć nie mam wielkiej nadziei, że spowoduje to fakt, że kiedyś będę z tego powodu za nie płacił mniej. Żeby do tego doszło wszyscy musielibyśmy zmodyfikować konsumpcję tak, żeby odpadów produkować mniej. A nie zanosi się.

O czym była zatem debata „Miasta Idei”? O remunicypalizacji albo używając prostszego słowa – rekomunalizacji usług komunalnych. Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku przyniosły nam ideologiczny prąd liberalizmu gospodarczego – wszędzie na świecie politycy dali się przekonać, że lekarstwem na wszystkie problemy sfery publicznej jest prywatyzacja. Założenie było takie, że prywatne działa lepiej i taniej. Więc prywatyzowano – wodociągi, koleje, transport publiczny, służbę zdrowia, gospodarkę odpadami a nawet edukację. Po kilku dekadach wiemy już, że to nie działa. Praktycznie bez wyjątku prywatyzacja przyniosła pogorszenie jakości usług ale i w wielu przypadkach zrobiło się drożej.

Kapitalizm działa całkiem sprawnie jeśli ma coś wyprodukować i sprzedać. Kropka. Ale kompletnie nie sprawdza się w przypadku tych usług publicznych, które funkcjonują jako monopol naturalny.

A cóż to jest ten monopol naturalny? Wolny rynek działa dobrze w warunkach konkurencji, a kiedy jej brakuje, to najważniejszy mechanizm wolnego rynku – czyli indywidualna chciwość – maksymalizuje zyski za pomocą obniżania kosztów. Więc wolnorynkowcy koszty obniżają – płacąc mniej. A dokładnie – najmniej ile się da. Ludziom, za maszyny i za materiały. Czasem w tej pogoni za zyskami przeginają – i to przegięcie było na przykład powodem katastrof Boeingów Max, bo producent oszczędził wsadzając za dużej średnicy silniki do starego płatowca, a jak okazało się, że to stabilnie nie lata, to zlecił najtańszym hinduskim programistom napisanie linijek oprogramowania, które nie działało. Przeciągnęli. Wręcz dosłownie. Zginęło kilkaset osób.

W przypadku monopolu naturalnego nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie kilku konkurencyjnych firm wodociągowych, które konkurują swoimi rurkami z wodą, która najtaniej dostarczy wodę. Infrastruktura za dużo kosztuje. Podobnie jest z gospodarką odpadami. Konkurowanie jest iluzją.

Na południu Jaworzna mamy monopolistę naturalnego – Stalexport. Jako monopolista dyktuje ceny za przejazd – jest ponad dwa razy drożej niż na państwowych autostradach, a rozmowa o jakości podróżowania budzi gorzki śmiech. Wyobrażacie sobie, że działaliby w warunkach konkurencyjnej autostrady równoległej?
Ludzkość potrzebowała kilku dekad, żeby przekonać się, że w przypadku monopoli naturalnych wolny rynek sprawia, że nie jest taniej i lepiej, lecz drożej i gorzej. W Jaworznie dojrzeliśmy już do tego, że nie ma co liczyć, że ten defekt wolnego rynku da się naprawić robiąc to co dotąd, bo to nie działa. Trzeba to zrobić inaczej. Od monopolu prywatnego, który walczy o maksymalizację zysku lepszy jest monopol publiczny weryfikowany nadzorem społecznym i wyborami co kilka lat. I bez musu wypracowywania zysków. Monopol publiczny może zupełnie swobodnie działać bez niego. Zamiast płacić dużo na zyski akcjonariuszy będziemy płacić tyle samo, z nadzieją na wyższą jakość usług za te same pieniądze.

Ale co możemy zrobić, żeby śmieci były tańsze? Jest tylko jeden sposób – produkować ich mniej. Ale to wymagałoby tego, żebyśmy zmienili styl naszego życia. Gotowi?

No właśnie…

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety EXTRA Jaworzno nr 13-2020

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top