Felieton

„Zapłać albo zablokujemy ci inwestycję” – felieton

„Zapłać albo zablokujemy ci inwestycję” – wg takiego prostego scenariusza działają w Polsce niektóre grupy strasząc ekologami i prawnikami. W czasach, gdy wykonawcy działają pod presją czasu, by nie płacić kar za przekroczenie umownych terminów sytuację tą stara się wykorzystać nieuczciwa konkurencja albo rządni „łatwego zarobku” pseudoaktywiści.

Niestety to nie są historie wyssane z palca, ale brutalna rzeczywistość, z którą może się zetknąć każdy. Pretekst do takiego działania zawsze się znajdzie niczym w powiedzeniu „jak się chce psa uderzyć, kij się znajdzie”. Jak działa ten proceder?

Są dwa scenariusze: „na haracz” i „przeciw konkurencji”.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Do jednej z firm zgłasza się grupa osób podająca się za ekologów i zarzucająca temu podmiotowi działalność na szkodę środowiska. Po przedstawieniu swoich postulatów przedsiębiorca dostaje „propozycję nie do odrzucenia” polegającą na sugestii finansowego wsparcia „działalności” protestującej grupy w zamian za „odstąpienie od roszczeń”. Właśnie taki proceder opisywała na swoich łamach Rzeczpospolita w artykule „Szantaż ekologów. Propozycja nie do odrzucenia: darowizna albo blokada”. To jednak nie jedyny taki przypadek. Pomysłowość „pseudoaktywistów” nie zna granic. W Warszawie grupa aplikantów adwokackich proponowała sąsiadom jednej z inwestycji, że za określony procent będzie w ich imieniu blokować budowę. Potem składali inwestorowi ofertę, że albo zapłaci, albo odwołają się do sądu. Inwestor, który nie chciał ponosić wspomnianych kar umownych, z tytułu przeciągających się procedur, uległ i zapłacił… 130 tys. zł – również i ta sprawa została opisana na łamach ogólnopolskiej gazety Rzeczpospolita. W 2016 r. na łamach portalu Bankier.pl Michał Sapota, prezes zarządu Murapol SA udzielił wywiadu, w którym zauważył:

„Model działania pseudoekologów jest standardowy i polega przede wszystkim na maksymalnym skomplikowaniu/wydłużeniu danego postępowania administracyjnego związanego z planowaną inwestycją. Organizacje te mają świadomość, że czas dla dewelopera jest na wagę złota i to jest ich argument jako podstawa roszczeń finansowych. (…) Co do zasady postępowania te kończą się stwierdzeniem ich bezpodstawności, niemniej jednak wydłużony okres postępowania administracyjnego przekłada się na konkretne straty ponoszone przez inwestorów.” Prawnicy w takiej sytuacji zalecają występowanie na drogę sądową z pozwami o odszkodowania i choć proces ten jest karkołomny to wpływa na ograniczenie tego procederu. Wizja ciągnących się latami postępowań sądowych czasami jest bardziej kosztowna emocjonalnie jak i finansowo dla „sprawców” niż szybki wyrok skazujący.

Drugim wspomnianym wyżej scenariuszem jest działanie nieuczciwej konkurencji. Przedsiębiorca jest atakowany za swoją działalność na wielu frontach: w mediach, protestach, działaniach różnych organizacji. Gdy zatem odstępuje od zaplanowanego działania w to miejsce wchodzi inny podmiot, który finansował wspomniane wcześniej ruchy. Drogę do „sukcesu” ma czystą, bo konkurencja się wycofała, a „aktywiści” otrzymali już wsparcie… Tymczasem on może realizować swoją inwestycję bez jakichkolwiek sprzeciwów.

Niestety opisane wyżej procedery uderzają w osoby, które faktycznie chcą zasygnalizować prawdziwy problem, bo wielu postronnych obserwatorów nie jest w stanie rzetelnie ocenić intencji aktywistów. Na ile jest to działanie w słusznej sprawie, a na ile podszyte polityką lub chęcią zysku, a może po prostu zwykłe przewrażliwienie i „strach przed nowym”? W ten sposób, przez działanie nieuczciwych grup, do „jednego worka” wrzuca się uczciwych społeczników mających coś mądrego do zasygnalizowania jak i te osoby, którym przyświecają nieuczciwe zamiary, albo zwykłe pieniactwo.

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Najnowsze

To Top