Felieton

Dobra (przecinek) zmiana – felieton

W niedzielę rzecz rozstrzygnie się o ten przecinek w nawiasie. Będzie, albo nie będzie. Dziś nie ma mądrego, który byłby w stanie stwierdzić dziś co się wydarzy z nim. Jednego jestem pewny – troszkę mniej niż jedna trzecia Polaków w poniedziałkowy, może wtorkowy poranek, może nawet później obudzi się z gigantycznym kacem i wstrętem. Troszkę więcej niż jedna trzecia dorosłych obywateli będzie w euforii. Jedna trzecia będzie mieć to w czterech literach. Jak zwykle zresztą.

Żyję już czterdzieści dziewięć lat, ale takich podziałów przebiegających czasem w poprzek rodzin nie widziałem. Podzieliliśmy się na trzy plemiona, z czego dwa kompletnie zamknięte i całkowicie wrogie. Żyjące w swoich bańkach informacyjnych. Odizolowani, nie rozmawiający ze sobą, tworzący kompletnie odmienne systemy wartości. Jedni zmanipulowani bardziej, drudzy zmanipulowani mniej ale osądu, kto po której stronie jest nie są w stanie ocenić nawet symetryści. Ktoś powie – taka jest uroda demokracji, ale to nie to. Nie ma demokracji bez wymiany myśli. Nie ma jej bez dyskusji o ideach. Zakrzyczeliśmy to. Pokłóciliśmy się jako naród jak nigdy dotąd. Tak ostrego sporu nie było nigdy za mojego życia, a trudno wydarzenia z bardziej odległej historii oceniać obiektywnie, bo dziś przecież historię próbuje się pisać na nowo.

Kończąca się kampania wyborcza była obrzydliwa. Zarówno od strony tępej i pozbawionej szacunku dla ludzkiego umysłu propagandy, jak i z brakiem szacunku tych, którzy nie dali się jej omotać do tych którzy stali się jej wyznawcami. Żyjemy obecnie w zdemolowanym społecznie kraju, w którym nie sposób odnaleźć wspólnoty. Albo raczej Wspólnoty pisanej przez duże W.

Obiektywnie patrząc, to gdybyśmy mieli otwartych wrogów – a uważam, że takich nie mamy – byliby oni szczęśliwi, że się tak podzieliliśmy. Jesteśmy od tego słabsi. Najsłabsi od ponad trzydziestu lat. I niezależnie jaki będzie wynik wyborów to tych podziałów długo nie uda się zasypać.

A co do wyniku – nie wierzę, że nie będzie kwestionowany. Podziały jakie nas dotknęły spowodowały, że głosowanie, do którego pójdziemy w niedziele nie będą zgodne z konstytucją. To zarządzone głosowanie nie ma podstaw innych niż umowa zwaśnionych polityków, którzy dla swojego interesu uzgodnili, że będziemy głosować na przełomie czerwca i lipca, choć mieliśmy głosować legalnie w maju (ale nie wyszło). Konstytucja mówi jasno, że kolejna okazja do wyboru prezydenta ma nadejść z dniem opróżnienia urzędu, na przykład po zakończeniu kadencji. Ten brak konstytucyjności tego głosowania może nam przysporzyć – jako Państwu – jeszcze zupełnie niespodziewanych problemów. Podobnie jak ewentualna legitymizacja wybranego przewagą kilkudziesięciu, może kilkuset tysięcy głosów w trzydziestomilionowym narodzie.

Więc to nie będzie koniec sporów. Jeszcze będziemy się emocjonować do samego końca, kiedy to Sąd Najwyższy zatwierdzi (lub nie) wynik wyborów Prezydenta. To nie będą takie wybory jak półtora roku temu, kiedy wybieraliśmy prezydenta Jaworzna – nikt nie jest tamtych wyborów w stanie podważyć – wynik był jasny. Dwie trzecie, do jednej trzeciej. Demokracja. Z silnym mandatem.

Muszę przyznać, że z duża satysfakcją oglądałem obrady jaworznickiej Rady Miejskiej w czasach pandemii. Gdzieś zniknęła gorączka sporu między rządzącymi a opozycją i opozycją a rządzącymi. Jaworzniccy radni w ciężkich czasach próby spisali się na medal.

I choć do sporów zapewne wrócimy gdy zaraza się skończy pokazali oni, że są w stanie ze sobą merytorycznie rozmawiać i zgodnie głosować. Dlaczego to nie działa na poziomie Państwa? Jednocześnie wiem i nie wiem. To historycy idei opisywać będą personalne zależności polskiej polityki początku lat 20. obecnego stulecia. Obyśmy nie zmarnowali szans jakie daje nam trzydziestoletni okres wolności i braku nieprzyjaciół wokół naszych granic. I tego, że znajdujemy się w potężnej wspólnocie europejskich krajów, która wcale nie jest wyimaginowana.

Dajemy sobie jako obywatele robić wodę z mózgu przez polityków. To dlatego czuję do nich osobistą niechęć. Choć jednocześnie wiem, że demokracja bez polityków nie może istnieć. I zawsze będziemy musieli wybierać mniejsze zło zamiast większego dobra.

Choć nie jesteśmy w gronie gmin, które frekwencją mogą sobie zdobyć wóz strażacki, to jednak zachęcam wszystkich – idźmy na to głosowanie, żebyśmy przyłożyli swój głos do tego przecinka z tytułu felietonu. W nawiasie, albo bez.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety EXTRA Jaworzno nr 14-2020

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

 

Najnowsze

To Top