Felieton

Jakoś to będzie – felieton Tomasza Toszy

Fot. Jakub Szymczuk / KPRP

Nie rozpaczam po ogłoszeniu wyników wyborów, bo nie ma co rozpaczać. Nie tryumfuje, bo nie ma co tryumfować. Do demokracji trzeba podchodzić na zimno. Bo emocje potrzebne są politykom. A ich przecież nie lubię, bo nie ma za co lubić.

Na zimno wygląda to tak – ludzie głosują za swoim interesem. I nie ma im co mieć tego za złe. Elektoraty są skrajnie zabetonowane. Nie ma już żadnych przepływów, które miałyby znaczenie. To jest gra na mobilizację swoich. Jeśli ktoś ma wygrać, to wygrywa frekwencja. I wygrała.

Nie zamierzam chwalić ani winić tych, którzy mają tę czterystutysięczną większość w dwudziestomilionowym głosującym elektoracie. Są jacy są. W najbliższy weekend wybieram się na rower na Podkarpacie. Widoki są piękne, ludzie są mili i dobroduszni. Nie zamierzam z nimi dyskutować o bogach i ekonomii. Oni przecież niczemu nie zawinili. Ktoś obiecał im świat, w którym mogą spokojnie żyć, a nawet marzyć o tym, że ich dzieci będą miały okazję załapać się do nowej elity niekoniecznie posiadając elitarne talenty czy pracowitość. Już przecież siedemdziesiąt lat temu nowy ustrój dał szansę milionom dzieciaków społecznie awansować. Czasem to był awans udany, czasem nie, ale przeszkody klasowe zostały na jakiś czas zniesione. Czy to było złe? Zależy z jakiej perspektywy patrzeć.

Co mniej zaślepieni emocjami politolodzy pokazują, że to były najprawdopodobniej ostatnie wybory jakie można było wygrać na niechęci do Niemców i homoseksualistów. Demografia jest skrajnie nieubłagana jeśli popatrzymy na profile poparcia. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że zwycięzcę w swej masie poparli staruszkowie (w Domach Pomocy Społecznej to nawet stuprocentowe poparcie było) i ludzie prości. To są fakty, a nie osąd. Nadzwyczajne poparcie przegrany uzyskał wśród ludzi młodych i – młodej przecież – emigracji. A ta emigracja, to przecież w większości dzieciaki z małych miasteczek i wsi tej biedniejszej części Polski. Oni zagłosowali zupełnie inaczej niż ich rodzice i znajomi, którzy zostali. Bo mają inną perspektywę (i nie mają TVP).

Lodowata analiza – ludzi prostych będzie ubywać, bo jednak jesteśmy aspirującym narodem, który się intensywnie kształci. A starsi? Będzie ich z powodów naturalnych ubywać. Codziennie umiera tysiąc Polaków. Do kolejnych wyborów umrze grubo ponad milion. A prawa wyborcze uzyska milion młodych. Czyli trzeba po prostu czekać aż demografia przemieli zabetonowane elektoraty.

Z ubolewaniem muszę stwierdzić, że dawno temu skończyła się polityka oparta na programach (jeśli kiedykolwiek taka istniała). Ci politycy, którzy prezentują wizje sięgające dalej niż jedno pokolenie mogą liczyć na kilkunastoprocentowe poparcie. Najwyżej.

Co oznacza, że mając program na dwadzieścia lat do przodu żadnych wyborów się nie wygra. Nie i już. Swoim trzeba obiecywać, żeby ich zmobilizować marzeniami i chwilowym samopoczuciem. Wizją kiełbasy z musztardą. Albo straszyć, żeby ich zmobilizować lękiem. Potrzebne są emocje. Obojętnie czy pozytywne, czy negatywne. Muszą być. Podobno jedna z moich kuzynek popłakała się gdy ogłoszono wyniki wyborów. Wielki aktor miał wylew i walczy o życie. Ja wzruszyłem ramionami i poszedłem spać. Nie będzie teraz zmiany. I trudno. W życiu są ciekawsze sprawy niż polityka. Trzeba robić swoje. Jestem stratny tylko o flaszkę wódki przegraną w zakładzie.

Zwycięzcom nie zazdroszczę. Rozbudzili oczekiwania, których nie są w stanie zaspokoić, więc od czterech lat jadą na dodatku na dziecko. W przekonaniu ich elektoratu są pierwszymi, którzy robią coś dla ludzi. Robią, a nie tylko gadają. Pieniądze płyną, żyje się coraz lepiej. O tym, że żyje się lepiej zapewnia nas propaganda – żyje się lepiej dzięki politykom, a nie dzięki temu, że jako społeczeństwo akumulujemy efekty naszej pracy.

Więc będziemy mieli czas sprawdzania nowych obietnic. Już wiadomo, że nie będzie kolejnych dodatkowych emerytur – czternastych, piętnastych, dwudziestych czwartych. Stażowych też nie będzie, ba… eksperci od systemu emerytalnego twierdzą, że będzie trzeba obniżać świadczenia bo system się nie spina… I nadchodzi podobno druga fala pandemii. I myślicie, że niespełnienie tych obietnic zmieni nastawienie elektoratów? Nie zmieni. Pofuczą, ponarzekają i znów zagłosują. Beton. Demografia zmieni. Trzeba czekać.

Zdemolowania instytucji się nie boję. Zdemolowana edukacja jakoś uczy, zdemolowane sądownictwo jakoś sądzi, zdemolowana służba zdrowia jakoś leczy. Zdemolowane media jakoś działają. Wszystko było i jest jakoś. Tak już mamy jako naród – zawsze u nas jakoś działało. Bo wysokich oczekiwań nie mieliśmy. Dlatego dziś mogę skierować te same słowa do tych co wygrali o włos i tych co przegrali o włos. I do tych co olali… Jakoś to będzie.

Tomasz Tosza

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top