Felieton

Szury, foliarze i estakada – felieton

Wydzieraliśmy się na siebie z radną, bo inaczej nie byłoby rady się zrozumieć. Ja wiem, że w maseczkach ciężko, że między nami dystans społeczny, ale przekrzyczeć ryk samochodów na Krakowskiej w Byczynie to trzeba się wydzierać nawet gdyby nie było pandemii. Chodnik przed Żabką jest najgłośniejszym publicznie dostępnym miejscem w Jaworznie. Samochody zatrzymują się przed światłami, ruszają z rykiem spod świateł pod górę, albo pędzą na złamanie karku kiedy pali się zielone. Jeszcze dodać tych, którzy wyjąc silnikami usiłują wbić się w kawalkadę pojazdów z bocznych wlotów, to mamy małe piekło na byczyńskiej ziemi. Tak miało być i tak jest. Bo tak nam wyszło z badań.

Jakieś jedenaście lat temu do klubu Niko została wezwana policja, bo rzekomo urzędnik poturbował mieszkańca. Doskonale pamiętam, bo byłem wówczas na tą okoliczność legitymowany. Jeden z miejscowych tak się zapalił w dyskusji, że nie chciał oddać mikrofonu, który trzymałem w ręce. Szarpał i szarpał, a ja nie chciałem go wypuścić. Bo to był mikrofon za pomocą którego prowadzone było spotkanie. Szarpanina trwała już jakąś chwilę, kiedy mieszkaniec podwinął stopę o nogę krzesła i teatralnie zsunął się na parkiet, krzycząc, że go biję. Już pal licho, że polskie prawo nadaje funkcjonariuszom publicznym szczególną ochronę podczas wykonywania obowiązków służbowych, to ludzie, którzy mnie znają, to wiedzą, że posiadam pacyfistyczne i bezprzemocowe usposobienie. Tylko nie daję sobie mikrofonu wyrwać. Przyznaję, że byłem w wielkim szoku, że ów mieszkaniec zachował się w sposób co najmniej dziwaczny. Okazało się jednak, że był w tym zachowaniu niezwykle skuteczny. Szefowie orzekli, że skoro Byczyna nie chce obwodnicy w formie estakady, to jej mieć nie będzie miała. Póki sami nie przyjdą i sami nie będą o nią prosić.

Tak się składa, że mieliśmy kilkanaście lat temu (i mamy wciąż) narzędzia, żeby przewidywać przyszłość. Oczywiście nie całą, ale tę związaną z ruchem drogowym i mobilnością.

To jest dziedzina nauki, która osiągnęła dojrzałość – mając badania stanu aktualnego potrafimy z dużą precyzją wymodelować jak będzie wyglądała przyszłość. Zmiennych w modelu jest o wiele mniej niż w pogodzie, więc prognozy wychodzą zdecydowanie lepiej niż prognozowanie tego jaka będzie zima w tym roku. Skoro mieliśmy narzędzie, to wiadomo było, że centrum Byczyny, przez które przebiega w poprzek droga krajowa stanie się w ciągu pięciu lat drogowym piekłem. Zostaną przekroczone krytyczne punkty, że z sytuacji akceptowalnej dla większości uczestników ruchu przejdziemy do sytuacji, w której wszyscy będą odczuwać dyskomfort a nawet strach. A Krakowska z ulicy, która przecina Byczynę stanie się ulicą, która Byczynę dzieli. Nie mówiąc o nieznośnym hałasie.

Jedenaście lat temu była szansa – przyznaję dość unikalna jeśli chodzi o polskie doświadczenia – by uniknąć zderzenia się z rzeczywistością, która miała nastąpić. Miałem wówczas wtedy złudzenie, że możemy być zorganizowani jak Niemcy. Oni mają takie przebudowy zaplanowane kilkadziesiąt lat do przodu i po prostu konsekwentnie je realizują zanim zaistnieje konieczność ich realizacji z powodu skrzeczącej i dającej się przewidzieć rzeczywistości. No niestety. Mimo, że tą przyszłość naukowcy mieszkańcom dogłębnie i publicznie wyjaśnili, to zwyciężył „zdrowychłopskirozum” z filozofią „jakośtobędzie”. Bo co tu naukowcy będą opowiadali, skoro na sali zawsze znajdzie się taki co wie lepiej. Zazwyczaj taki jegomość lub jegomościni poza odmiennym od nauki zdaniem dysponują głośnym głosem, którego nie wahają się użyć. A czasem i aktorskim talentem podczas teatralnego osuwania się z krzesła na glebę. Współczesność wytworzyła nawet na takie anaukowe typy cudnie brzmiące słowa jak foliarze albo szury. I namnożyło się nam takich szurów antymaseczkowych albo foliarzy antykowidowych co niemiara. Spisek spiskiem spisek pogania.

I nie wytłumaczysz, że to zwyczajny defekt ludzkiego mózgu, który nie radzi sobie z nadmiarem niezrozumiałych informacji i w przypadku części populacji prowadzi do paranoicznych skrótów myślowych i wyjaśniania skomplikowanej rzeczywistości prostymi do ogarnięcia spiskami sił, których mocy nawet nie potrafimy sobie wyobrazić.

Nie zbudowaliśmy wtedy estakady. Za to z czysto naukową ciekawością mogłem obserwować ewolucję byczyńskich postaw wraz z realizacją scenariusza drogowego nakreślonego z brutalną dokładnością przez inżynierów transportu. Wydarzyło się dokładnie to co przewidzieli. Pięć lat po pamiętnym spotkaniu w klubie Niko piekło nadeszło. Uliczne piekło. To z czym dało się jeszcze żyć już się do życia przestało nadawać. Mieszkańcy najpierw z pewną nieśmiałością, a w miarę pogarszania się sytuacji z coraz większą stanowczością zaczęli się domagać estakady. By zachować pełną uczciwość, to po drodze były jeszcze pomysły z dodatkowymi sygnalizacjami świetlnymi a nawet z wielkim rondem, ale mądrzy ludzie od inżynierii ruchu wyjaśnili, że to mogą być tylko lekarstwa przyspieszające dramat. Bo piekło byłoby takie samo, tylko korki większe. I znikąd nadziei.

Kiedy nikt nie oprotestował nowej decyzji środowiskowej dla estakady, to wiedziałem, że będzie dobrze. Potem nikt nie sprzeciwiał się pozwoleniom na budowę ani wywłaszczeniom. Okazało się, że w Byczynie wszyscy czekają na estakadę jak na zbawienie, choć mogli ją mieć od dekady. Nastrój oczekiwania jest już taki, że nie chciałbym być w skórze aktora od mikrofonu, gdyby na Krakowskiej wydarzył się jakiś śmiertelny wypadek. Zeszłej jesieni mało brakowało, ale piętnastoletnia dziewczynka jakoś się wylizała po potrąceniu przez samochód. Byczyńska estakada przeszła mentalną ewolucję. Dokładnie taką samą jaką musiała dokonać kolej – od której miały się kury przestać nieść, od radia, które miało wywoływać obłęd, od kanalizacji sanitarnej, która miała byś sposobem na zgładzenie narodu, przez żydowsko-masońskie spiski. Dziś na tapecie szurów i foliarzy są szczepionki i maseczki. Ale dajmy sobie czas. Jak kiedyś estakada była na cenzurowanym tak przyzwyczaimy się do maseczek jak Chińczycy (oby nie).

Mój następny telefon będzie miał 5G, jak pojawi się szczepionka na covid, to się zaszczepię. I z lubością przyjdę na otwarcie byczyńskiej estakady, a jako że mam już pewne nieoficjalne wieści, to nawet wiem kiedy to nastąpi. Ale póki co nie będę psuł innym radości z ogłaszania dobrych wiadomości.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety EXTRA Jaworzno nr 21-2020

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze

To Top