Felieton

„Czas zakasać rękawy” – felieton Tomasza Toszy

Chyba nigdy amerykańskie wybory prezydenckie nie były śledzone w naszym kraju z takim zainteresowaniem jak te z ostatniego pierwszego wtorku po pierwszym poniedziałku listopada. Nie zarywałem nocy, bo szacunki po zamknięciu lokali obarczone były takim błędem, że ciężko było cokolwiek wywnioskować. Rano dalej nic nie było wiadomo, chociaż paru szurów, w tym sam Trump, ogłosiło reelekcję. Wczesnym popołudniem naszego czasu już było wiadomo jak układają się policzone głosy. Na fejsie wrzuciłem wróżbę, że „jednak Biden”. Tu zadziałała już prosta statystyka – tendencje były wiadome, a liczby już odpowiednio wysokie, że ostateczny wynik był nieunikniony, choć dopiero dwie doby później media mogły ogłosić zwycięzcę. Obywatele Stanów Zjednoczonych zdecydowali zakończyć chorobę, która toczyła ich demokrację od czterech lat.

I być może ta decyzja amerykańskiej demokracji daje szansę na uratowanie świata jaki znamy. Choć z drugiej strony tydzień temu przytłoczyła mnie zupełnie inna informacja – naukowcy badający na miejscu zmiany w Arktyce natrafili na bąble metanu ulatniającego się z dna na powierzchnię. Myślę, że musiało im się zrobić aż gorąco z wrażenia i przerażenia. Bo zaczyna się dziać coś, co przewidywali, że może się przydarzyć za dwie-trzy dekady. I jestem pewny, że już niedługo nauczymy się wszyscy nowych słów i poznamy niesamowite fizyczne zjawisko związane z hydratami metanu.

Przez setki lat morska woda pochłania powietrze. Tlen i azot użyźniają wodę sprawiając, że staje się ona zdatna do życia. Dwutlenek węgla ją zakwasza a metan w specyficznych warunkach, pod wpływem niskiej temperatury i wysokiego ciśnienia razem z cząsteczkami wody zamienia się w kryształy i opada na dno. Kryształki łączą się ze sobą tworząc duże – w uproszczeniu – metanowe kamienie. To są właśnie te hydraty metanu. Są dość trwałe jeśli nie zmieniają się warunki w których trwają. Kiedy wzrasta temperatura wiązania między cząsteczkami pękają i metan gwałtownie unosi się do atmosfery. Nauka ma dowody, że erupcje metanowe były jedną z najważniejszych przyczyn katastrofalnych zmian klimatu, które kilkukrotnie w historii naszej planety doprowadziły w sposób naturalny do wielkich wymierań. Mam wrażenie, że wolałbym tego nie wiedzieć. Bo metan jest gazem kilkukrotnie bardziej cieplarnianym niż dwutlenek węgla. Mamy przerąbane.

Gdyby Amerykanie nie zmienili klimatycznego denialisty (osoby kwestionującej zmiany klimatu za które odpowiada nadmierna eksploatacja zasobów planety), to pewnie mielibyśmy przerąbane bardziej. Nasza atmosfera jest piekarnikiem nastawioną na temperaturę wyższą niż obecna, ale dopiero zaczął się nagrzewać. Na jakiej temperaturze się zatrzyma zależy od tego co zrobimy z naszą cywilizacją techniczną. A musimy zmienić bardzo dużo.

Przede wszystkim przestawić się na energię jaką daje nam słońce dziś. I przestać korzystać z energii jaką dawało nam słońce przez miliony lat w przeszłości – z tą prehistoryczną energią stykamy się codziennie ładując do pieca eko(hahaha)groszek, włączając piec gazowy lub tankując benzynę albo olej napędowy. Co ciekawe – jeśli ktoś dogrzewa się drewnem lub peletem, to nie pogarsza sytuacji planety, gdyż bierze udział w tak zwanym szybkim obiegu węglowym korzystając z bieżącej energii słońca.

Przegrana Trumpa ma z tego powodu znaczenie również dla Jaworzna. Denializm wymrze jak wymierają denialiści. A kiedy ich nie będzie, to ludzkość we własnym interesie będzie musiała zrezygnować z wydobywania i spalania węgla. To chyba jasne co oznacza to dla miasta, które dzięki wydobywaniu i spalaniu węgla ze wsi stało się miastem zaledwie wiek temu. I wciąż na węglu opiera swoje ekonomiczne fundamenty. Zostało nam niewiele czasu by przygotować się na to co po nim. Nowiutkiemu blokowi energetycznemu zostało niecałe trzydzieści lat życia. Kiedy będzie zamykany musimy mieć już nową, zieloną ekonomię. Taką jaką zapowiada Biden.

Przegrana Trumpa podcina również skrzydła wszystkim szurom, foliarzom i zwykłym idiotom. Znika globalne alibi, które pozwalało im myśleć, że są w głównym nurcie życia. Że ignorancja i pogarda wobec nauki może być sposobem na życie.

Tu możemy być wdzięczni amerykańskiej, demokratycznej większości, choć ich wybór oznacza dla nas zakasanie rękawów i zabranie się za robotę. Nasze miasto musi być zielono-błękitne. I mimo wielkich obaw wobec decyzji o rozpoczęciu produkcji polskiego samochodu elektrycznego z gorącym sercem kibicuję za powodzeniem tego projektu. I to nie dlatego, że jeśli będzie on produkowany, to stanie się to w Jaworznie.

Samochody elektryczne to całkowicie inne pojazdy niż spalinowe pod względem konstrukcji. Różnica jest tak wielka, że koncerny motoryzacyjne mają problem z wymyślaniem ich konstrukcji na nowo. Dlatego jest szansa, by w tym wyścigu na elektromobilność wziąć udział. Mam wielką nadzieję, że na starych wyrobiskach piaskowych zasypanych kamieniem dołowym z Jana Kantego przy ul. Wojska Polskiego będzie powstawać samochód elektryczny. Jako miasto zasłużyliśmy sobie. Nie tylko historią czasów rewolucji przemysłowej, ale dzięki temu co robiliśmy w ostatnich latach elektryfikując transport publiczny na poziomie najwyższym w kraju. To na ulicach Jaworzna leczone były dziecięce wady najlepszych na świecie autobusów elektrycznych Solarisa. Zasłużyliśmy tym, że aktywnie braliśmy udział w programach autonomizacji pojazdów a nawet tym, że gotowi byliśmy pozwolić zbudować w mieście tor testowy dla hyperloopa, ale nasza ekipa startupowa niestety nie wygrała konkursu na grant. Polityka składa się z gestów. Również takich. Kiedy przychodzi do podjęcia decyzji gdzie budować, to poza pustą działką, liczy się również to jak jesteśmy postrzegani. Wizjonerstwo wtedy dobrze się sprzedaje. Podobnie jak maść na ból tyłka szurów, którym Trump przerżnął wybory.

Tomasz Tosza

Najnowsze

To Top