Felieton

Polexit? – felieton Tomasza Toszy

Dziś geopolitycznie, ale inaczej się nie da. Jestem pewien, że w ubiegłym tygodniu na Łubiance Russkoje Igristoje lało się całymi skrzynkami, a agenci departamentu FSB z kolegami z GRU zajmujący się Polską już liczą premie jakie dostaną za rozpoczęcie polexitu. Może nie będą tak rekordowe jak cztery lata temu za Trumpa ani za wyprowadzenie z Unii Wielkiej Brytanii ale przecież kurica nie ptica, a Polsza nie zagranica. Sukces jest. Albo przynajmniej początek sukcesu…

Jeszcze kilka lat temu wspominanie o polexicie miało w sobie coś równie absurdalnego jak używanie w dyskusji argumentu ad hitlerum. Rozmówca mógł cię wziąć za wariata. Idiotę bojącego się własnego cienia. Polska była prymusem Europy. Sukces za sukcesem. Słuchano nas, zgadzano się, wybierano na najważniejsze stanowiska. Wydawało się, że pozbyliśmy się na zawsze przekleństwa bycia buforem między światem Zachodu a Wschodem. Że trwale zakotwiczyliśmy w rzeczywistości cywilizacji rzymskiej… Aż tydzień temu ruscy agenci wpływu – zapewne całkowicie nieświadomi bycia ruskimi agentami wpływu – wrzucili na okładkę prorządowego i finansowanego przez spółki państwowe tygodnika tytuł, że mamy prawo rozmawiać o Polexicie. I się zaczęło… Tabu zostało naruszone. Podniosły się zahukane dotąd łby tych, którym w cywilizacji oświeceniowej wolności, równości i braterstwa było najzwyczajniej źle.

Nasze relacje z innymi ludźmi są pochodną tego co nam w geny wdrukowały trzy miliony lat ewolucji naszego gatunku.

Każdy z nas w swoim świecie ma kilkanaście osób najbliższych, z którymi utrzymujemy stałe relacje – odpowiednik rodziny i jakieś sto pięćdziesiąt osób, które znamy i mamy za swoje plemię (narodu w genach nie ma). Statystycznie w każdej rodzinie mamy rodzynka, albo dwa, a wśród dalszych znajomych nawet dziesięciu, którzy uważają, że nasz udział w Unii, to jest dokładnie to samo co znajdowanie się pod butem Moskwy w RWPG. Jako, że „gimby nie znajo”, to wyjaśnię: Сове́т Экономи́ческой Взаимопо́мощи – Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej – taka organizacja w której największym skrócie węglem i szynką krakowską płaciliśmy Ruskim za czołgi, którymi mieliśmy w pewnym momencie uderzyć na północne Niemcy i zdobyć Danię, Belgię i Holandię.

Rosjanie takie rodzynki, które uważają, że UE i RWPG to to samo nazywają „pożytecznymi idiotami”. Co ciekawe – oni mogą być nawet skrajnie antysowieccy werbalnie, co nie wpływa na ich pożyteczność – każdy idiota, który mową i czynem realizuje interesy Rosji jest na wagę złota. Wystarczy ich tylko podpuścić, miękko zasugerować, wytyczyć kierunek i sami już odwalą najcięższą robotę. Mając się przy okazji za nadzwyczajnych patriotów. Oj, Rosjanie są mistrzami w takich gierkach. I ostatnio znakomicie im idzie w Polsce.

Spróbujcie sobie wyobrazić Jaworzno bez naszego członkostwa w Unii Europejskiej.

Cofnijmy się o dwadzieścia lat. Jeśli pamiętacie jak wtedy wyglądało nasze miasto, to dziś bez wspólnotowych polityk i pieniędzy wyglądałoby tak samo jak wtedy. Pierwsze kilkanaście lat samorządności w Jaworznie – z perspektywy zmian jakie dokonały się w ciągu szesnastu lat naszego członkostwa – to dwa zupełnie inne światy. Ktoś kto opuścił nasze miasto w 1989 roku i pojawił się w nim w 2003 roku nie miałby żadnego problemu, by się w nim odnaleźć. A najczęstszym spostrzeżeniem ludzi, który dziś, po kilkunastu latach pojawiają się w naszym mieście jest takie, że nie poznają Jaworzna. Że potrafią się w nim zgubić, bo miejsca wyglądają zupełnie inaczej. Że absolutnie nie ma żadnego wstydu w porównaniu z europejskimi miastami. Nadgoniliśmy rzeczywistość tak bardzo, że zapyziałe, szare i po prostu brzydkie miasto… Zresztą co będę pisał. Sami wiecie.

Kilka dni temu wdałem się w rozmowę ze starszym panem na skwerze nad parkingiem pod halą. Tak staliśmy sobie i patrzyliśmy na płynne linie jej elewacji podkreślone chłodnym światłem ołówkowych latarni. Jeszcze nie działa iluminacja, ale już wyglądało to zjawiskowo. Podobnie za naszymi plecami. Dwadzieścia lat temu mieliśmy w tym miejscu niezabliźnioną i ropiejącą ranę po kopalni Kościuszko. Dziś jedynym jej śladem jest makieta na Plantach. Dzięki unijnym funduszom zrobiliśmy to lepiej, szybciej i piękniej niż z bliznami po górnictwie poradzili sobie Niemcy w Ruhrze czy Francuzi w Nord Pas de Calais.

Dla mnie Unia to nie tylko pieniądze. To również świat wartości i źródło nowoczesnych i bliskich ludziom polityk miejskich i urbanistyki.

Miałem przyjemność współpracowania z wieloma brukselskimi urzędnikami. I mam zupełnie inne zdanie – niż rozpowszechniane przez pożytecznych idiotów – na temat unijnej biurokracji. Oni zajmują się polityką nie po to, żeby mieć władzę, ale mają władzę po to, żeby rozwijać Wspólnotę i poprawiać jakość życia Wspólnoty. Wspólnoty przez duże W.

Jakże to się różni od ruskiej polityki, gdzie chodzi o to, żeby mieć Władzę. Władzę przez duże W. Ale już po co tę władzę mieć, to się już nie zastanawiają. Władzę po rusku ma się po to, żeby ją mieć i utrzymać. Jeśli poza własną Władzą ruscy w stylu politycy nie są w stanie rządzonym nic zaproponować, to zawsze kończy się to prymitywnym zamordyzmem.
Dla zamordystów u władzy nie ma miejsca we Wspólnocie Europejskiej.

I o to toczy się dziś spór.

Mądrzy ludzie wiedzą, że autorytaryzmy zawsze się kończą.

Takie projekty polityczne zawsze zapadają się pod własnym ciężarem. Tworzą je ludzie mentalnie niezdolni do współpracy, wymiany myśli, pozbawieni tolerancji dla inności. Oni widzą wszędzie wrogów, podsłuchy i spiski. Pojmują świat tak jak sami go tworzą we własnych umysłach. Są tylko chwilą, czasem zajmują czas życia pokolenia, częściej pół, czasem krócej. Wiem, że czasu zawsze szkoda, ale to cena za szczepionkę przeciwko autorytaryzmowi. Wiedzą coś na ten temat Niemcy, wiedzą Portugalczycy, Hiszpanie i Grecy.

Dlatego, choć pewnie mojego felietonu nie przeczytają we wszystkich 26 krajach Wspólnoty, prosiłbym jednak Europejczyków o cierpliwość. Tak, mamy w Polsce pożytecznych idiotów, nieodrodnych synów Targowicy, ale ich jest u nas najwyżej kilku na stu Polaków. Według sondaży 87 proc. nas w Unii zostaje.

Jeśli na Łubiance w Moskwie pili szampana, to przedwcześnie. My zostajemy, reszta może w…

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety EXTRA Jaworzno nr 24-2020

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

Najnowsze

To Top