Felieton

Czy już wiesz w którym miejscu będziesz ładował swojego elektryka? (felieton)

Ja wiem. Ale mam łatwiej. Mieszkam w domu z pięknym ogrodem. Mam zamówioną wystarczającą ilość prądu, w tym trójfazowego, i siedem kilowatów zainstalowanych w panelach fotowoltaicznych. Wystarczy mi się przewiercić ze skrzynki elektrycznej na pole (na zewnątrz). Ale większość mieszkańców Jaworzna mieszka w zabudowie wielorodzinnej. I większość nie ma własnego miejsca do przechowywania samochodu na noc.

Gdyby opowiedzieć o tym jakiemukolwiek mieszkańcowi miast na zachód od naszego kraju, to nie daliby wiary. Jak to można mieć samochód i nie mieć miejsca do parkowania auta w nocy? Może to możliwe na wsi, ale nie w mieście. Pod tym względem jesteśmy po prostu jakimś bantustanem albo westernowym dzikim zachodem. Choć tam w miasteczkach – jeśli nie nocowało się pod gwiazdami na prerii – trzeba było wynająć stajnię, żeby przechować konia na noc.

Nic tak nie ucywilizuje parkowania na polskich osiedlach jak elektromobilność.

Nie ma przed tym odwrotu. Jeśli nie masz dwudziestopięcioletniego samochodu, który można naprawiać w nieskończoność za pomocą banalnych narzędzi, to zapomnij, że Twoje nowe dziś auto będzie jeździło za dekadę. Nie wierzycie? Spróbujcie znaleźć mechanika, który podejmie się naprawienia rozjechanych wtryskiwaczy we współczesnym dieslu. Widziałem tabliczki przed warsztatami – „diesli nie robię”. To dlatego prawie nowe dieselki w wypasie od Niemca można kupić za cenę mniejszą niż jest wart pojedynczo każdy z moich rowerów. A nie mam ich najdroższych na świecie.

Okazją do napisania tego felietonu jest wspaniała wiadomość, że poprzemysłowe ugory na starych wyrobiskach piasku wypełnionych kopalnianym kamieniem na Jęzorze będą miejscem gdzie powstanie pierwsza polska fabryka osobowych samochodów elektrycznych.

Niezależnie czy ten projekt się powiedzie czy nie, to tydzień temu gruchnęła kolejna wiadomość, która jest znacznie ważniejsza.

Mogła wam umknąć w hałasie o weto i fundusz odbudowy. Ten temat europejscy politycy załatwili w kilka godzin. A potem zamknęli się na całą noc i bladym świtem ustalili coś co radykalnie odmieni nasze życie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak.

Ustalili, że w ciągu najbliższej dekady emisje CO2 zostaną ograniczone o… 55 procent. Tak. O ponad połowę.

No to teraz pomyślcie co trzeba zrobić, żeby wyemitować połowę mniej dwutlenku węgla mniej? A emitujemy go praktycznie przy każdej wykonywanej czynności poza chodzeniem i jeżdżeniem rowerem. Jeśli czytacie ten felieton w internecie to emitujecie – podobno już 20 proc. zużywanego na świecie prądu idzie na internet i cyfrową komunikację. Jeśli czytacie go na papierze, to łatwiej sobie wyobrazić, że trzeba było użyć energii kopalnej, żeby przerobić drewno na papier, zadrukować i dostarczyć. Staliśmy się cywilizacją uzależnioną od nieprzebranej ilości energii. Dzięki niej prowadzimy najwygodniejsze w historii życie, choć pewnie nie najszczęśliwsze w historii. I teraz tę energię będziemy musieli wytworzyć bez używania paliw kopalnych. Albo w radykalny sposób obniżyć jej zużycie.

Po drodze czeka nas sporo pułapek.

Ewolucja przez miliony lat optymalizowała wszystko, by było jak najbardziej efektywne. By zużywało jak najmniej energii. Musimy działać jak ona. Inaczej w większości wyginiemy i przyszłość będzie wyglądała nie jak w Cyberpunku ale jak w Mad Maxie.

Dobra. To co się stanie? Oczywiście musimy inaczej produkować prąd – wiatraki, panele, atom. Ale co z podróżowaniem, tym codziennym. Dwie tony przewożące osiemdziesiąt kilogramów żywego białka to energetyczna rozpusta, której ta planeta nie zniesie. I jak wszystko co szkodliwe będzie musiało być bardzo kosztowne. Nawet jeśli to będzie elektryczne auto. Spalinowe staną się szybciej niż myślimy pariasami. Będą koszmarnie drogie i niewygodne w użytkowaniu. Już wkrótce pojawią się duże strefy, gdzie nie wjadą. Ale największa rewolucja przyjdzie wtedy, gdy nie będą miały gdzie zaparkować w nocy.

Miasta, spółdzielnie mieszkaniowe, zarządcy terenu już wkrótce będą wynajmować miejsca do parkowania na własność. Inaczej się nie da, bo w nocy trzeba ładować.

A spalinowce? Zaraz zabraknie dla nich miejsca. Zresztą są tak nietrwale zbudowane, że jak się zaczną psuć, to się ich nie naprawi. I już. Jeśli mieszkasz daleko od transportu publicznego i nie stać Cię będzie na własnego elektryka i miejsce do ładowania to masz przerąbane. Będziesz musiał zmienić sposób życia. Nawet jeszcze tego nie wiesz, ale będziesz pisał, żeby puścić ci autobus albo zbudować drogę dla rowerów. Pewnie wpadniesz na pomysł z elektrycznym skuterem.

Paliwo będzie drożeć. Nawet bardziej niż prąd produkowany z węgla.

Bo trzeba zniechęcić ludzi do nierozsądnych emisji. A danie po kieszeni uczy rozsądku energetycznego najszybciej. Jeśli masz akcje Orlenu to sprzedawaj. Ten biznes nie ma przyszłości. Nie tylko dlatego, że wtopili w zdychającą prasę regionalną. Historia przyspieszyła tak jak topniejące lodowce i mutacje u wirusów. Radzę wyciąć ten felieton – jeśli masz go papierowego – i zachować przez dziesięć lat. Jeśli osiągniemy te 55 procent spadku emisji, to tak będzie wyglądała rzeczywistość. Jeśli nie osiągniemy połowy tego celu, to moja futurologia będzie nieaktualna.

Póki co nasze miasto ma – dzięki Izerze – szansę załapać się na zieloną rewolucję. I tego się trzymajmy. I może w tych 45 pozostałych procentach emisji załapie się choć jedna z naszych elektrowni węglowych. I kopalnia. Ale powoli przyzwyczajajmy się do myśli, że ich koniec jest już blisko.

Tomasz Tosza

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji: tutaj

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

Najnowsze

To Top