Felieton

Czy tylko centrum zyskuje? (felieton)

Mieszkańcy osiedli otaczających wianuszkiem śródmieście odczuwają dyskomfort. Nie da się ukryć, że dzięki ostatnim inwestycjom w centrum można poczuć dysonans, tylko czy rzeczywiście można zmieniać miasto inaczej? I czy rzeczywiście tylko centrum zyskuje?

Rozumiem mieszkańców peryferii. Ostatecznie żadną atrakcją nie jest dla nich zakopanie kilkunastu kilometrów rur kanalizacyjnych. Błoto, syf, niedogodności a docelowo i tak nie widać choć koszt tej kanalizacji jest wyższy niż wyremontowanej hali widowiskowo-sportowej, która budzi efekt łał, plant z parkiem wodnym i centrum przesiadkowym – razem wziętymi do kupy. Tak, tak – to co sprawia tak entuzjastyczne reakcje mieszkańców jest wielokrotnie tańsze niż kanalizacje i obwodnice, które poprawiają mniej lub bardziej życie w osiedlach.

Wiecie jakie osiedle inwestycyjnie w ciągu ostatnich 20 lat zyskało najbardziej?

Będziecie zaskoczeni – Dąbrowa Narodowa. Tak, ta zapomniana i zapyziała Dąbrowa. Której mieszkańcy wypłakują się, że nic się o nich nie pamięta. Tymczasem Gmina Jaworzno, wspólnota mieszkańców wszystkich osiedli „włożyła” w Dąbrowę najwięcej pieniędzy na głowę mieszkańca Dąbrowy. I jeszcze włoży, ale o tym za chwilę.

Przenieśmy się do Dąbrowy 2008 roku. To były rok pracy nad planami zagospodarowania przestrzennego osiedla. I terenów przyległych. Ulica Katowicka była korkiem zaczynającym się na rondzie na Osiedlu Stałym (żyją jeszcze tacy co je pamiętają) i kończyło na rondzie na węźle Jęzor w Sosnowcu, bo outletu jeszcze nie było. Te prawie trzydzieści tysięcy samochodów, ciężarówek i autobusów to była masakra. Hałas, smród spalin, potrąceni piesi, albo czekający długie minuty, żeby przejść przez jezdnię bo w sznurze samochodów nie było odpowiednio długiej dziury a kierowcy nie chcieli się zatrzymać, żeby przepuścić. Samochody z bocznych ulic też miały nielichy problem, żeby się wbić w Katowicką. Piesi wymusili w pewnym momencie sygnalizację na guzik na przejściu w rejonie Szczotek więc kierowcy szybko wpadli na patent – zostawiali samochód na skrzyżowaniu, podbiegali do słupka z guzikiem, żeby sygnalizacja na chwilę zatrzymała samochody na Katowickiej i wtedy mogli skręcić w lewo, w stronę miasta. Tak było, nie zmyślam. Choć jestem pewny, że mieszkańcy Dąbrowy już dawno zapomnieli po wydaniu przez miasto grubo ponad stu milionów na obwodnicę Dąbrowy. Racja. Skorzystali wszyscy – ci co stali w korku, ale przede wszystkim mieszkańcy Dąbrowy.

Kilka lat później na południe od osiedla pojawiły się nowe drogi strefy przemysłowej. Ci mieszkańcy, którzy oprotestowali scalenia w największej z nich dzisiaj plują sobie w brodę. Działki w dwóch pozostałych schodzą jak ciepłe bułeczki. Wielu ludzi się tak wzbogaciło, część trzyma jako lokatę kapitału. Kiedy po drugiej stronie obwodnicy pojawi się niebawem fabryka samochodów elektrycznych to ta lokata znacząco wzrośnie na wartości.

Ryneczek koło Betlejem, wyremontowana remiza, parę asfaltowych dywaników na gruntówkach to były stosunkowo niedrogie inwestycje wobec tego co w Dąbrowie dzieje się teraz i będzie działo w ciągu najbliższych dwóch lat. Osiedle pod względem kanalizacyjnym było trzecim światem. Taka prawda. Kanalizację sanitarną trzeba zbudować na nowo i od podstaw. Za dziesiątki milionów. Czyli za jakieś pięć velostrad, której zazdroszczą śródmieściu inne osiedla i inne miasta. Albo dziesięć Geosfer. To w sumie widowiskowy przelicznik, działający na wyobraźnię. Jak podawanie grubszych cen w sasinach.

W tym tygodniu prezydent poinformował, że pracownicy Wydziału Inwestycji Miejskich wygrali dwukrotnie w konkursie Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Łącznie ponad 22 miliony na Katowicką i Nowodługoszyńską, choć formalnie pieniądze są na zbudowanie odwodnienia osiedla, to fizycznym i widzialnym tego objawem będą te właśnie ulice. Razem z wkładem własnym to jest dziesięć Gródków albo jedna Sosina lub dwa śródmiejskie rynki z jaworem i drwalem. Tyle to jest warte.

Jedno jest pewne – Dąbrowa staje się z kopciuszka bardzo ciekawym do mieszkania i pracy osiedlem.

I wymagało to zainwestowania setek milionów i zaplanowania ich wydania na długie lata. Znacznie przekraczające perspektywę jednej czy dwóch kadencji samorządu.

Znam miasta, gdzie ich burmistrzowie poszli w to co widać na powierzchni. Znam ludzi, którzy cenią bardziej sprawczość zrobienia czegoś szybko niż zaplanowanie i realizację pewnego strategicznego zamysłu. Dziś te miasta są na liście tracących swe funkcje społeczne i gospodarcze. Bo gdy zaniedba się długofalowe planowanie i nie jest się konsekwentnym to tak się właśnie kończy. Żeby daleko skoczyć po prostu potrzebny jest długi rozbieg.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety EXTRA Jaworzno nr 4-2021

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

Najnowsze

To Top