Felieton

To już nie jest żadna trzecia fala. To jest tsunami (felieton)

Czuję jak jest psychicznie duszno. Przedwiośnie zaczyna się tak jak zeszłego roku. Od zamknięcia. Znów mam wrażenie lepkiego miasta. Do dziś – a jest środa – udało mi się jakoś unikać zakażenia. Choć czuję, że to jest coraz bliżej. Późną wiosną zeszłego roku nie znałem nikogo kto by zachorował. Ani nikt ze znajomych nikogo takiego nie znał. A siedzieliśmy jak szczury po domach z papierem toaletowym i makaronem. Dzisiaj choroba powaliła najbliższych współpracowników, członków mojej rodziny, bliższych i dalszych znajomych. Po prostu czuję, że się zbliża. I zagrożenie jest bardziej realne niż perspektywa zaszczepienia się.

Irytujące jest to, że już wszystko jest na niby – rząd wprowadził lockdown a mam wrażenie, że między sobotą a niedzielą nic się nie zmieniło. Ludzie jak chodzili z półrocznymi jednorazówkami pod nosem tak chodzą. Jak nie dezynfekowali rąk, tak nie dezynfekują. I wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie jakim idiotą trzeba było być, żeby wysłać dodatkowe samoloty po brytyjską odmianę wirusa przed poprzednimi świętami. I czy ten masowy morderca kiedyś odpowie za to co zrobił.

Jestem już zmęczony. Ale nie znam nikogo, kto nie byłby niezmęczony pandemią. Przed nią wydawało się, że najlepiej są do niej przygotowani – jak sama nazwa wskazuje – prepersi. Tymczasem okazało się, że najlepiej pandemia wychodzi nołlajfom, piwniczakom. Oni już PRZED byli w lockdownie czerpiąc z życia tylko to co można zobaczyć na ekranie i usłyszeć z głośników. Nawet zaprzyjaźniony ze mną skrajny introwertyk twierdzi, że ma już dość. Że nie da się swobodnie oddychać. To o tyle niepokojące wyznanie, że on już jest zaszczepiony dwiema dawkami i nabył odporność…

Nie uwierzyłbym, że tak będzie wyglądała rzeczywistość, gdyby ktoś mi przedstawił taką wizję półtora roku temu. I na pewno nie wyjdziemy z tej pandemii lepsi.

Choć obrazki z Izraela, który się zaszczepił, dają nadzieję, że przynajmniej wrócimy do poprzedniego życia. Być może biorąc to życie jeszcze bardziej zachłannie niż wcześniej. Kompletnie bez świadomości, że prowadzi to jednak do samozagłady. Nie jednostkowej ale grupowej.

Pandemia dość brutalnie zweryfikowała jakość rządów gdziekolwiek się pojawiła. Pomarańczowy kretyn z Ameryki po zniknięciu z twittera jakby przestał istnieć. Wirus powalił kolejno prawie wszystkich satrapów, którzy sobie z niego kpili i udawali, że go nie ma. Prezydenta Tanzanii nawet na śmierć. W moim otoczeniu też miałem szurów, którzy uważali, że to „zajob”. No to ich zajob poważnie przeturlał. Choć obawiam się, że od tego niewiele zmądrzeli.

Nie chcę się zamykać w bańce ludzi myślących podobnie do mnie, dlatego nie wywaliłem ze znajomych na fejsie puszczających antypandemiczne i antyszczepionkowe treści. Ci ludzie wciąż będą istnieli i choć nie uda się ich nigdy przekonać (póki samych zaraza ich nie dotknie) to warto wiedzieć na jakim etapie świadomości są. Choćby dlatego, że są zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale i dla innych.

Fala wzbiera. I patrzę na to z coraz większym niepokojem mimo że przynajmniej moja mama dostała dziś pierwszą dawkę szczepionki. Przynajmniej jedno zmartwienie z głowy. Fala wzbiera i coś czuję, że najgorsze dopiero przed nami. I żadne już restrykcje nie pomogą, bo władze publiczne tak się już skompromitowały, że nikt nie będzie słuchał ich poleceń. Za dużo razy „wygrywaliśmy” (czyli oni wygrywali) z pandemią, żeby nas – w masie – do czegoś zmusić. Ta władza stała się równie obca jak te, które mieliśmy przez setki lat w setkach lat historii.

Źle to wygląda. A cierpienie wcale nie uszlachetnia. Choćby próbowali nam to wmawiać. Warto przygotować się na gorsze, bo to nie trzecia fala. To tsunami.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety EXTRA Jaworzno nr 6-2021
Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

Najnowsze

To Top