Biznes - inwestycje

Rafako nie dokończy naprawy elektrowni?

Coraz bardziej skomplikowana staje się kwestia naprawy nowego bloku 910 MW jaworznickiej elektrowni. Rafako szuka inwestorów i stawia Tauronowi ultimatum grożąc, że dokończenie prac może być niemożliwe.

O problemach związanych z nowym blokiem 910 MW jaworznickiej elektrowni pisaliśmy na naszych łamach już wielokrotnie. Sama budowa przez lata wydawała się przebiegać w miarę sprawnie, ale im bliżej było jej uruchomienia, tym więcej pojawiało się problemów. Po awariach podczas testów konieczna była poważna naprawa, która opóźniła rozruch elektrowni o kilka miesięcy. Gdy blok 910 MW ruszył w listopadzie 2020 roku, wydawało się, że teraz będzie mógł normalnie funkcjonować. Niestety w pierwszej połowie roku na jej terenie doszło do kilku niebezpiecznych zdarzeń i awarii, które spowodowały jej wyłączenie i konieczność wykonania kolejnych prac. Tymczasem ostatnio wyraźnie mocno iskrzy na linii między będącym na skraju upadłości Rafako i Tauronem, a wykonawca grozi nawet zerwaniem kontraktu. W środę Rafako ogłosiło, że wstrzymuje prace w Jaworznie.

Rafako nie dokończy naprawy?

W połowie wakacji zapadła decyzja, że do ponownego uruchomienia produkcji energii w nowym bloku 910 MW konieczna jest gruntowa naprawa. Jeszcze kilkanaście dni temu Tauron i Rafako w komunikatach prasowych przekonywały, że prace zostaną sprawnie wykonane z zostaną zakończone do 25 lutego 2022 roku. Sytuacja wyraźnie się jednak zmieniła, a w ostatnich dniach doszło do wyraźnego spięcia między spółkami. W środę (8 września) Rafako poinformowało o wstrzymaniu prac. – W związku z niewyjaśnieniem przez zamawiającego przyczyn rzeczonych zdarzeń i nieprawidłowości/ zaniedbań zamawiającego, a także istniejącym ryzykiem, iż warunki panujące na bloku nadal stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa osób, pozostających na jego terenie, wykonawca z kontraktu zamierza wstrzymać wszelkie prowadzone i planowane prace na bloku do czasu uzyskania informacji o braku zagrożenia dla życia i zdrowia ludzkiego, a wstrzymanie tych prac wpłynie na termin ponownego uruchomienia bloku – czytamy w komunikacie wydanym przez Rafako i jego spółkę zależną E003B7. Rafako grozi, że jeżeli do 15 września nie uzyska pisemnych wyjaśnień, to odstąpi od kontraktu. To sprawia, że cały proces naprawczy jest mocno zagrożony. Rafako, które od wielu miesięcy zmaga się z ogromnymi problemami finansowymi i stoi na granicy bankructwa, potrzebuje inwestorów. Jak ustalił Business Insider Polska, Rafako chętnie przyjęłoby publicznego inwestora. Dlatego też ma naciskać na kontrolowane przez Skarb Państwa Tauron i Polski Fundusz Rozwoju, by zaangażowały się kapitałowo w ratowanie spółki. Bez nowych inwestorów pracę może stracić około 1000 pracowników zatrudnionych w Rafako, niemożliwe będzie też dokończenie prac naprawczych w Jaworznie. Skarb Państwa, ani żadna z jego spółek nie wykazywała jak dotychczas większego zainteresowania taka inwestycją, stąd prawdopodobnie Rafako zdecydowało się na jeszcze mocniejszy nacisk i odstąpienie od prac w Jaworznie.

Miliardowa inwestycja zagrożona

Rafako ostatnio nie ukrywa, że znalazło się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Spółka z Raciborza w 2020 roku wygenerowała 1,2 mld zł przychodów i 328 mln zł straty netto. Od ubiegłego roku trwa proces restrukturyzacji i gruntownej naprawy spółki. Rafako tnie koszty, wypowiedziało nierentowne kontrakty i renegocjowało umowy, a także zredukowało zatrudnienie. To wciąż jednak mało, a bez wsparcia kapitałowego ze strony nowych inwestorów dalsze jej działania będą zagrożone. Prezes spółki Radosław Domagalski-Łabędzki udzielił Rzeczpospolitej szczerego wywiadu, w którym wprost mówi, że lutowy termin zakończenia prac jest mało realny, a bez inwestorów Rafako nie będzie mogło zaciągać zobowiązań na realizację prac usterkowych. Tauron musi zdecydować czy wesprze spółkę w procesie inwestorskim, czy też wypowie umowę i będzie szukał nowego wykonawcy. Każdy z tych scenariuszy jest problematyczny i może oznaczać ogromne opóźnienia. Na pytanie o ewentualny czerwcowy termin zakończenia prac prezes Domagalski-Łabędzki mówi wprost, że jest on niemożliwy. – Jest nierealny, chyba, że mówimy o czerwcu roku 2024. Ale szczerze wątpię, żeby nawet ten termin był możliwy, jeśli prace na bloku będą realizowane bez udziału Rafako (…) Tymczasem stare bloki trzeba będzie wyłączyć, a prąd będziemy importować, jeśli nowy blok nie ruszy. Prąd będzie droższy, a zapłaci oczywiście końcowy odbiorca – mówi prezes. W środę na konferencji prasowej prezes Rafako przyznał, że firma nie jest w stanie realizować wszystkich obowiązków kontraktowych. – Alternatywnym scenariuszem, pozwalającym nam przetrwać i realizować kontrakt w Jaworznie, jest zaangażowanie państwa z powodów czysto pragmatycznych – w celu uniknięcia strat idących nawet w miliardy. Decyzja musi zapaść w przyszłym tygodniu, nie ma już czasu na jej odwlekanie. Straty związane z przedłużającym się przestojem bloku idą już w miliony złotych dziennie – argumentuje Domagalski-Łabędzki.

Tauron szuka rozwiązań

Rafako chciałoby, żeby w spółkę zainwestowały wspólnie Tauron i jeden z funduszy Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR). Fundusz Inwestycji Polskich FIZAN, zarządzany przez PFR Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych, posiada już pakiet niemal 10 procent akcji Rafako. Zarówno Tauron, jak i PFR nie komentowały tych doniesień. Jednak w środę w reakcji na komunikaty płynące ze strony Rafako, Tauron zdecydował się wydać komunikat prasowy. – Grupa Tauron nie bagatelizowała, ani nie bagatelizuje sytuacji związanej z naprawą bloku o mocy 910 MW w Jaworznie. Prezes Radosław Domagalski-Łabędzki ma nieograniczone możliwości kontaktowania się z zarządem TAURON Polska Energia, a ponadto wielokrotnie osobiście uczestniczył w spotkaniach w centrali Grupy – wyjaśnia Łukasz Zimnoch, rzecznik prasowy Tauron Polska Energia. Nieoficjalnie mówi się, że naciski ze strony raciborskiej spółki nie są dobrze przyjmowane przez stronę rządową. Poza tym inwestycja w Rafako obarczona byłaby dużym ryzykiem. Grupa znajduje się bowiem w bardzo trudnej sytuacji. Tylko w środę jej akcje na giełdzie spadły o ponad 10%. – Jeżeli dobrze rozumiemy słowa prezesa zarządu Rafako, że Spółce nie udało się pozyskać inwestora pomimo wysłania około 100 ofert, to znaczy, że Spółka jest na tyle obarczona ryzykami finansowymi, że nikt nie chce podjąć takiego ryzyka. W tej sytuacji należy zadać sobie pytanie, dlaczego to ryzyko miałby ponosić Tauron? W naszej ocenie sprawa jest bardziej skomplikowana, niż przedstawia to prezes Rafako w licznych medialnych wypowiedziach – argumentuje Łukasz Zimnoch. Tauron rozważać ma podobno scenariusz, w którym prace naprawcze zostałyby wykonane już bez udziału Rafako. Technicznie jest to możliwe, ale pojawia się pytanie o koszty i przede wszystkim czas. Każdy miesiąc opóźnienia i przestoju pozbawia Tauron zysku i jest bardzo kosztowny. Wypowiedzenie umowy sprawi, że nowy blok elektrowni może nie działać nawet przez kilka lat. Podobny scenariusz miał miejsce w Stalowej Woli, gdzie po rozwiązaniu umowy z wykonawcą bloku gazowego, prace opóźniły się o całe cztery lata. To z punktu widzenia zarówno Taurona, jak i bezpieczeństwa energetycznego kraju bardzo zły scenariusz.

Jaworznicka elektrownia miała być ważnym ogniwem w krajowym systemie energetycznym, nie wiadomo jednak kiedy znów zacznie działać. Także dla Jaworzna jest to skomplikowana sytuacja. Zarówno Tauron, jak i Rafako zatrudniają mieszkańców miasta, a elektrownia to jeden z największych jaworznickich zakładów. Szybkie wyjaśnienie dalszych losów Rafako i wykonania napraw na elektrowni jest w interesie mieszkańców całego regionu.

Najnowsze

To Top