Z miasta

Pomaganie jest super! Młodzi jaworznianie pomagają na granicy

Wojna na Ukrainie, to tuż za miedzą. Wydawało się, wojny dwudziestego wieku skutecznie przekonały ludzkość, a przynajmniej Europę, która najbardziej wojennego koszmaru doznała, że nie wolno dopuścić do kolejnej.

Krajem, którego ludność ucierpiała najbardziej była Rosja – zginęło niemal 14 % – 26,6 mln! Dla porównania – Niemców ok. 7 mln (ok. 9% populacji). Osobnym tematem jest holocaust Żydów, których wymordowano aż 60% w porównaniu z rokiem 1933.

Trudno się było spodziewać zatem, że kraj, który nieustannie zapewnia o swoim przywiązaniu do pokoju – choć nieustannie „walczy!” o pokój, wywoła wojnę. Niestety – po rosyjsku „mir” oznacza jednocześnie „Pokój” i „Świat” – zatem głosząc walkę o mir – walczą ze światem, albo o świat dla siebie. Wojna z Ukrainą stała się więc wojną, zagrażającą całemu światu. I cały świat ruszył napadniętym na pomoc.

Drobną, jednak każda jest ważna, cząstkę owej pomocy ma zamiar udzielić Ukraińcom również Jaworzno. Urząd Miasta już zorganizował zbiórkę najpotrzebniejszych rzeczy. Aktualnie najpotrzebniejsze są medykamenty, środki czystości, środki higieny osobistej i żywność. Swoistą forpocztą stała się grupka osób z Jaworzna, cztery dziewczyny Kamila Butowicz, Klaudia Lotko, Zuzanna Smolarczyk, Natalia Sichowska i Wiktor Kornaś (student, ale ciągle związany z MDK im. Jaworzniaków), którzy wraz z Fundacją Wolne Miejsce, udali się do Medyki, by nakarmić uchodźców.

To co zobaczyłem – relacjonuje Wiktor – jest straszne, koszmarne, przerażające. Korek po stronie ukraińskiej to ponad 40 km. Dwie, trzy doby oczekiwania na mrozie bez spania. Rozmawiałem z Ukrainka polskiego pochodzenia, która trzy i pół dnia straciła na przebycie ok. 100 km ze Lwowa do Medyki, normalnie można tę trasę pokonać samochodem poniżej dwóch godzin. Na granicy, po stronie ukraińskiej jest chaos. Obserwuję dantejskie sceny rozłączania rodzin – matki, dzieci i starsi ludzie cierpią patrząc na swoich mężów, ojców czy synów, którzy wracają, idą walczyć o swój kraj. Widać w ich oczach absolutną determinację.

Po polskiej stronie służby działają znakomicie. Podziwiam i pograniczników, i policjantów, i strażaków. Działają super sprawnie. Z ogromną empatią. Sprawnie odprawiają przybyszów, pomagają, karmią, są uprzejmi i serdeczni. Co chwilę odjeżdżają samochody prywatne, służbowe, autobusy z ocalonymi od koszmaru wojennego w głąb Polski. Moja Fundacja przygotowała ogromny kocioł zupy, którą częstujemy każdego, kto ma ochotę zjeść coś ciepłego i smacznego. Bardzo przejąłem się ukraińskim chłopczykiem, który zapłakany i zmarznięty dostał od nas maskotkę. Chwycił i przytulił z całej mocy. Łzy stanęły mi w oczach. Biedny dzieciak pewnie też nie spał od dawna, ale na szczęście jeszcze nie zdaje sobie sprawy, co się wokół niego dzieje.

Trzeba pomagać, to ważne dla nich, ale też dla nas. Nigdy nie przypuszczałem, że to taka frajda, choć bardzo męcząca. Nie śpię już od ponad 40 godzin, ale jeszcze dam radę. Ciągle pojawiają się nowe osoby. Nawet bogate, co widać po ubiorze i biżuterii – ale potrzebujące gorącego posiłku. A my mamy cały kocioł wspaniałego żurku. Więc – do pomagania. Wracam do Jaworzna w środę, ale może jeszcze tu wrócę. Pomaganie jest SUPER! Idę rozdawać zupę…

Najnowsze

To Top