Felieton

Rygor ponad wszystko (felieton)

W momencie kiedy piszę ten felieton kontrolerzy lotów dogadali się z rządem i samoloty raczej będą latać. To znaczy rząd ustąpił na całej linii bo sytuacja, w której najważniejsze lotnisko w kraju działa przez siedem i pół godziny dziennie jest aż nadto kompromitująca. Słowem – rządzący zjedli żabę, którą samą stworzyli. Jakie to przewidywalne.

A o co chodziło w tym sporze? O Wizję ZERO. Tak, tak, lotniczą wizję ZERO, czyli świat bez katastrof lotniczych. Pieniądze są w tej rzeczywistości drugoplanowe – żeby zostać kontrolerem lotniczym trzeba przejść przez sito wyszukiwania kandydatów z wyjątkowymi predyspozycjami, więc przelatuje przez niego ośmiu na dwa tysiące chętnych, a potem poddać się morderczemu szkoleniu po którym staje się panem życia lub śmierci tysięcy ludzi jednocześnie. W przeszłości zdarzały się wypadki spowodowane błędami kontrolerów – i bez wyjątku taki mylący się kontroler szedł do więzienia. Poza jednym, kiedy nie zdążył pójść, bo został zastrzelony przez ojca jednej z ofiar katastrofy lotniczej.

W naturze ludzie nie latają. Podobnie jak nie jeżdżą samochodami. Ale lęk przed lataniem potrafi być dla nas jeszcze bardziej paraliżujący niż lęk przed poruszaniem się samochodem. Jakoś bardziej nam wyobraźnia działa.

Chętnych do latania byłoby znacznie mniej gdyby samoloty rozbijały się tak jak rozbijają się samochody.

Dlatego w branży lotniczej każdemu zależy, żeby do katastrof nie dochodziło. A jak już dojdzie, to każdy wypadek rozbierany jest na najmniejsze detale po to, żeby rozwiązać zagadkę – w jaki sposób do niego doszło, w którym momencie można było katastrofy uniknąć i jakie zalecenia wdrożyć, żeby nie popełniać błędów które doprowadzają do rozbicia się o ziemię. Stąd też nieustanna modyfikacja przepisów lotniczych i tych związanych z kontrolą lotów, żeby ruch lotniczy w ogóle się odbywał. Więc jeśli dziwią was luksusy warunków pracy kontrolerów to wiedzcie, że wzięły się one z doświadczeń dziesiątek lat eksploatacji samolotów. To, że mają przerwy, salki odpoczynkowe, że mogą nie przyjść do pracy, bo ich boli głowa albo pokłócili się z żoną i są w nerwach, że mają zmienników, kontrolerów którzy spędzają czas w pracy bimbajac sobie i będąc tylko rezerwą, jest efektem tego, że brak któregoś z tych elementów spowodował kiedyś katastrofę.

A że dużo zarabiają? Phi. Koszty katastrof są większe. My mieliśmy taką, po której wywróciła się nawet cała polityka, bo piloci bez ważnych uprawnień siedli za sterami i postanowili we mgle wypatrzeć pas do lądowania nie umiejąc obsługiwać maszyny jaką latali, podpuszczeni przez zwierzchników i łamiąc nawet własne ograniczenia co do wysokości lotu bez widoczności rozbili się najpierw o florę, a potem o glebę.
Rygoryzm, rygoryzm i jeszcze raz rygoryzm sprawia, że latanie samolotem jest dziś najbezpieczniejszym sposobem poruszania się na planecie. A będzie jeszcze bezpieczniej gdy pozwolimy maszyny pilotować automatom.

Prawie wszystkie katastrofy przydarzyły się z powodu błędów obsługujących ich ludzi.

Wyeliminowanie ich poprawiło by bezpieczeństwo jeszcze bardziej. Problemem jest podobno niechęć pasażerów do latania bez pilotów. Do mnie przemawia statystyka, i brak pilota na pokładzie mi nie przeszkadza. Podobnie jak brak windziarza w windzie. A był przecież w przeszłości taki zawód. Pierwsze windy musiały mieć ludzką obsługę. Ktoś to pamięta w ogóle?

Najbardziej niebezpiecznym pojazdem stworzonym przez człowieka jest prom kosmiczny. Rozbiły się dwa na cztery. Jedna katastrofa z powodu politycznej presji na start w zbyt niskich temperaturach, wbrew ostrzeżeniom inżynierów, że jak jest za zimno to guma użyta do uszczelnień między segmentami rakiet boosterów staje się zbyt sztywna i może przepuścić paliwo (i tak się stało), a w drugim z powodu błędu konstrukcyjnego pianki izolacyjnej na zbiorniku paliwa. Też inżynierowie ostrzegali, nikt nie słuchał.

Drugim najbardziej niebezpiecznym pojazdem jest motocykl. Niestety. Lubię motocyklistów, rozumiem ich, ale raczej nigdy się nie skuszę. Zbyt łatwo na tym stracić życie zarówno z własnej jak i cudzej winy. Dlatego drżałem jak sobie w niedziele w Jaworznie zrobili otwarcie sezonu (na motocyklowe pogrzeby), że może znów któryś coś od…li, jak jeden pasjonata z Chrzanowa bez prawa jazdy na niezarejestrowanym motocyklu nie ogarnął mocy na łuku drogi przy Geosferze i poległ ranny w zderzeniu z krawężnikiem.

Z motocyklami jest problem, bo dla zbyt wielu ich użytkowników „sky is off the limit” – niebo nie ma ograniczeń. Moc, przyspieszenie plus przecena własnych umiejętności i możliwości percepcji innych użytkowników dróg ich zabija. Najbardziej typowym wypadkiem motocyklowym jest zderzenie się motocykla z innym pojazdem, który postanowił wykonać jakiś manewr – zmienić pas, włączyć się do ruchu, wjechać na skrzyżowanie. Motocykle znajdują się poza naturalnym systemem percepcji naszych zmysłów. W naturze nie występują obiekty tak małe i mogące poruszać się z takimi prędkościami, które mogłyby nam zaszkodzić jak motocykle. Stąd nie wyewoluowały zmysły pozwalające je nie tylko dostrzec ale również i prawidłowo ocenić w jaki sposób się zachowują lub zachowają. I błagalne naklejki ze zderzaków „Rozglądaj się, motocykle są wszędzie” nic nie dają, bo nasze zmysły służące rozglądaniu się nie działają w takim zakresie.

Oczywiście są osobniki ludzkie, które mają przypadkowo geny umożliwiające dostrzeżenie tych znikających punktów, można by nawet ich wyselekcjonować w procedurze podobnej do selekcji kontrolerów ruchu lotniczego, i tylko ich dopuścić do poruszania się po drogach, ale czy możliwy byłby świat, w którym prawo jazdy ma co setny chętny?

Skoro żyjemy w świecie nieidealnych ludzi, to musimy jakoś uzgodnić reguły gry, żeby niepotrzebnych wypadków nie było dużo. Stąd rygorystyczne przepisy lotnicze. I stąd przepisy drogowe. To, że tysiące ludzi giną na drogach to wynik zwyczajnego ich nieprzestrzegania, bo się niektóre wielu z nas wydają głupie.

A kontrolerzy mieli rację od początku. Również z tym, że za odpowiedzialność należy się kasa. A że kogoś boli, że nie można zostać kontrolerem po znajomości… Cóż. Ludzkie to i rozumiem.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 8-2022
Więcej felietonów: TUTAJ

Najnowsze

To Top