Felieton

Koniec ery samochodów spalinowych (felieton)

– Wiesz co, ale ty przestań krakać w felietonach – mówi do mnie kolega ostatnio. Ale o co Ci chodzi? Ja na to. – Wykrakałeś wypadek w niedzielę… Mogłoby tak wyglądać, gdyby nie to, że matematyka i jej część – statystyka – jest jednak królową. Nie chciałbym być w skórze mamy, która wyszła z siedmiolatkiem na przejażdżkę hulajnogami po osiedlowych uliczkach. Kiedy wyobraziłem sobie jak krzyczała za nim, żeby się zatrzymał gdy dojeżdżał do skrzyżowania… Zimne dreszcze. A potem gdy uderzył w bok przejeżdżającego autobusu. Koszmar.

Dzieci nie myślą. Kierują się emocjami bardziej niż sądzimy. Dlatego przy szkolnych ulicach wszędzie są spowalniacze. Bo sporo dorosłych kierowców też nie myśli. Też kierują się emocjami. Właściwie to wszyscy kierują się emocjami. A najbardziej ci, którzy uważają, że jak wyłączą telewizor to im się włączy myślenie. Nie włączy, bo to wciąż te same emocje.

Jak chcesz uratować świat to musisz działać na zimno i z planem. A nasz gatunek ma wspólną z innymi gatunkami cechę – nie potrafi planować ani tym bardziej działać z wyrachowaniem. Umiejętności planowania nie osiągnęliśmy mimo tego, że od tysięcy lat jest ona nam potrzebna niezbędnie do przetrwania. Czasy życia w raju się skończyły, dziś żyjemy w apokalipsie.

Ciekawa teza – pomyślałem czytając pewien naukowo-filozoficzny esej o ludzkiej kondycji. W opowieściach wielu społeczeństw pojawia się raj. Miejsce gdzie nie trzeba było ciężko pracować a gołąbki same wpadały do gąbki. Aż nagle coś walnęło i trzeba było zmienić sposób życia. I teraz popatrzmy na losy naszego gatunku z dystansu – przez trzysta tysięcy lat większość czasu spędziliśmy w Afryce, sześćdziesiąt tysięcy lat temu część z nas ją opuściło i rozpełzliśmy się po całym świecie zjadając przy tym wszystkie duże zwierzęta jakie napotkaliśmy. Aż się skończyły i wtedy skończył się raj. Trzeba było się jakoś ratować, więc wymyśliliśmy rolnictwo. I już poleciało. Wojny, grabieże, morderstwa, bieda, bogactwo. Żyjemy w postapo. Choć wydaje nam się, że w najlepszym z możliwych światów. A to jednak jest postapo. I może być gorzej.

Nie umieliśmy przewidywać skutków zjedzenia dużych zwierząt tak jak ciężko wyobrazić sobie benzynę po 15 zł. „Daj już spokój” – usłyszałem. Już wykrakałeś benzynę za osiem. Nie. Od lat twierdzę, że może być nawet za cztery dychy. Albo może jej wcale nie być.

Piszę ten felieton w dniu, w którym Unia Europejska zdecyduje, że za 12 lat nie będzie można już kupić auta napędzanego benzyną lub ropą. Jezu, Komuniz. Zdradzę wam, że jest gorzej – ostatnie spalinowe samochody zostały JUŻ zaprojektowane i nowych nie będzie. Ostatnie silniki spalinowe zostały zaprojektowane już dawno temu. I nowych nikt nie projektuje, bo to nie ma sensu. Tylko dokładają sprężarki, odcinają cylindry, dokładają wtryskiwacze. W tym temacie doszliśmy do kresu. I choćbyśmy użyli wszystkich emocji jakie mamy nic tego nie zmieni.

Za kilka lat wiele marek po prostu nie będzie sprzedawało samochodów innych niż elektryczne. Co jest zresztą zrozumiałe, bo ten, kto zasmakował używania elektrycznego samochodu już nie chce wracać do brum-brum auta. Podobnie jak ci, którzy liznęli elektrycznego wspomagania w rowerach. Tacy jesteśmy – leniwi, i poszukujący komfortu. Najlepiej byśmy nic nie robili. Jak w nielicznych już pozostałych społeczeństwach pierwotnych, gdzie większość czasu się nic nie robi, i to jest fajne. Nie jesteśmy w stanie pozbyć się spuścizny setek tysięcy lat, a licząc ze starszymi przodkami – nawet milionów – spuścizny leniwego, powoli toczącego się życia, w którym czas liczony w tygodniach i miesiącach nie istnieje, bo nie ma potrzeby posiadania kalendarza, jak i nie ma pośpiechu minut i godzin, bo nikt nie znalazł sensownej potrzeby istnienia zegarka.

W środę, 8 czerwca 2022 roku, po 115 latach od rozpoczęcia seryjnej produkcji Forda T został ogłoszony dzień pogrzebu samochodów spalinowych. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Te które jeszcze są zostaną zbanowane zakazami wjazdu do konkretnych przestrzeni. Inne zbanuje się drakońskimi podatkami. Znikną tak jak zniknęły z ulic dorożki. Jeśli ktoś myśli, że stanie się inaczej to lepiej, żeby zrozumiał, iż to nie myśli a emocje wywołują w nim dysonans.

Nie będzie jakoś. Niekoniecznie wszystko będzie dobrze. A już na pewno nic nie będzie takie jakie było. Na początek proponuję przyzwyczaić się do myśli, że jeżdżenie samochodem nie będzie już naturalną czynnością (którą tak naprawdę nigdy nie było). Naszych potrzeb podróży obligatoryjnych nie zaspokoimy tak jak dotąd. Że ceny paliwa nie mają limitu, a naszych rzęchów, nawet jeśli nie zeżre ich rdza, nie uda się naprawić.

I wtedy aktualne staną się ostrzeżenia, jakimi od lat się zajmuję, że dobre do życia będą miasta, które zaprojektował ktoś, kto przewidział, że benzyna będzie po te cztery dychy. I że warto planować przestrzeń tak, żeby nie trzeba było daleko nigdzie jeździć. Że ratunkiem na problemy jest transport zbiorowy. A budowanie parkingów to bzdura podobna do inwestowania w stajnie sto lat temu.

Chłopca który uderzył w bok autobusu w Ciężkowicach zabrał w ciężkim stanie śmigłowiec pogotowia lotniczego. Ten wypadek nie został wykrakany. On się wydarzył z powodu splotu przypadkowych i chaotycznych wydarzeń, na które nikt nie miał wpływu. Statystyka, gdyby ją spersonifikować mogłaby się w tym momencie uśmiechnąć – zdarzyło się coś, co co jakiś czas powinno było się wydarzyć. Teraz może długo się nie wydarzać. Czego wszystkim nam życzę.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 11-2022
Więcej felietonów: TUTAJ

Najnowsze

To Top