Felieton

To już jest koniec onuc (felieton)

Wygląda na to, że oglądamy początek końca wojny. Wygrał Zachód.

Tak, ten sam Zachód który niby miał się skończyć, ten rozdyskutowany, deliberujący, pełen sprzeczności, kolorowy również w odcieniach skóry. Dekadencki, lewacki Zachód w którym niby nie miało być żadnych idei za które warto umierać. Ukraińcy pokazali, że warto. I płacą krwią za prawo bycia Zachodem.

O tym, że Rosja nie ma szans na pokonanie Ukrainy pisałem pół roku temu.

Dziś nawet sceptycy nie są w stanie zaprzeczyć, że Rosja przegrywa. Przegrywa na polu bitw, ale wygląda na to, że przegrywa również Rosja, która znajduje się w umysłach. Rosja przegrała przede wszystkim swoją przyszłość.

Pamiętajmy, że to kraj, który przez ostatnie dwie dekady aktywnie rozgrywał Europejczyków swoją agenturą. Świadomą lub nie. Interesowną lub po prostu najzwyczajniej głupią.

Plan był taki – za wszelką cenę nie dopuścić, by Zachód stał się energetycznie niezależny. Cywilizacja techniczna potrzebuje źródeł energii bardziej niż powietrza. Wyobraźcie sobie co by się stało z naszym życiem bez prądu w gniazdkach. Albo bez ciepłej wody w kranie. Albo kaloryferze. A przypomnijcie sobie jak przez kilka godzin nie było fejsa. Płacz i zgrzytanie zębami.

Kreml wydał setki milionów dolarów na to, żeby zohydzić odnawialne źródła energii, od wiatraków miały przestać się nieść kury, a rak mózgu miał być gwarantowany.

Samochody elektryczne to miało być gumno no kołach. Do niczego. Smog to pic fotomontaż podobnie jak globalne ocieplenie. Mieliśmy sobie w Europie wybierać demokratycznie populistów, którzy mieli nas trzymać przy węglu, ropie i gazie. Ruskim gazie. Żeby tylko w Europie. Kremlowskim udało się nawet z Ameryką. Jedną kadencję co prawda ale wystarczy.

Ale lepszą nawet wiadomością od tego, że w sumie niewielu rosyjskich sołdatów trafi do niewoli, bo uciekają tak szybko, że ukraińskie wojsko nie jest w stanie ich dogonić, ani nawet to, że sceptyczni dotąd analitycy już nie wykluczają przegnania okupantów z Krymu, jest to, że Zachód postanowił na poważnie Rosję zagłodzić.

Do błędu i naiwności przyznali się Niemcy liczący na to, że energią przejściową do osiągnięcia neutralności klimatycznej ma być gaz, ruski gaz.

Przyznali się i 70 proc. Niemców gotowa jest najbliższej zimy marznąć, żeby tylko nie dać satysfakcji kremlowskim. Oznacza to odwrócenie wajhy całkowicie na drugą stronę i radykalne przyspieszenie transformacji energetycznej, tym razem opartej na wodór.

Co do wodoru byłem sceptykiem. Bo to drogie. Za drogie. Ale jeśli za wodór na pełnej biorą się Niemcy, najbardziej innowacyjna gospodarka świata i przy okazji najbardziej zdyscyplinowana (jak kanclerz ogłosił, że trzeba zacząć oszczędzać to natychmiast ograniczyli zużycie gazu o jedną czwartą), to znaczy, że z cenami technologii wodorowych i cenami wodoru stanie się to samo co się stało z cenami paneli fotowoltaicznych i opłacalnością produkcji prądu ze słońca. Kiedy Niemcy wchodzili w panele to nie miały one ekonomicznego sensu. Wszyscy się śmiali z Niemców. Po dwóch dekadach panele zwracają się po dwóch latach od założenia. Potrzebna była niemiecka determinacja, efekt skali, i kupa pieniędzy rządowych by do tego doszło. Z wodorem będzie podobnie.

Oczywiście zapłacimy w ciągu najbliższych lat, w kupie i każdy z osobna, majątki za ciepłą wodę w kranie i prąd w gniazdku.

Eksperci mówią jasno – efektem rewolucji energetycznej będzie to, że na początku – podczas jej wdrażania – energia będzie masakrycznie droga. A potem stanie się aż niebezpiecznie tania.

Tak tania, że będziemy się w niej pławić wymyślając nowe sposoby na jej zagospodarowanie. Jednym z pomysłów jest sekwestracja nadmiaru dwutlenku węgla z powietrza.

Będę na emeryturze kiedy to się stanie. Na razie historia, która dzieje się na naszych oczach pokazuje, że dla satrapów największym zagrożeniem są oni sami. Że ludzkimi umysłami niezwykle łatwo manipulować. I że lekarstwem na problemy naszej cywilizacji jest nauka.

Optymistyczne jest również to, że różnorodność jest nie tylko piękna, ale również zwycięska. A ból głowy autokratów kiedy Ukraina eksponuje to, że w jednym okopie walczą nacjonaliści z kibicowskich pułków ochotniczych, Żydzi z Zaporoża, kijowscy hipsterzy w rurkach, tatarscy muzułmanie… i na dodatek mają się za braci – jest niezwykle budujący. My też to kiedyś przeżywaliśmy – w sierpniu 1980 roku, a potem w czerwcu dziewięć lat później. My naszą wolność sobie wygłosowaliśmy. Ukraińcy muszą broczyć o nią krwią. Oby było jej już jak najmniej.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 17-2022
Więcej felietonów: TUTAJ

Najnowsze

To Top