Z miasta

Małopolska tożsamość daje o sobie znać – felieton Tomasza Pstruchy

W środę dotarła do nas intrygująca wiadomość – Stowarzyszenie „Beskidzki Dom” wraz z kilkoma innymi organizacjami regionalnymi złożyło w Urzędzie Wojewódzkim oraz Śląskim Urzędzie Marszałkowskim petycję, aby zmienić nazwę województwa na… śląsko-małopolskie. Dlaczego? Bo na dzisiejsze województwo śląskie składa się 52 procent ziem rdzennie małopolskich. W tym Żywiecczyzna, Zagłębie, ziemia częstochowska i Jaworzno.

Wiadomość ta przynosi mi swego rodzaju satysfakcję. Już od kilku lat na łamach gazety „Extra” starałem się przypominać o małopolskim rodowodzie Jaworzna. Czy to w postaci rozmowy z adiunktem Muzeum Miasta Jaworzna Iwoną Brandys, która wskazywała, iż kulturowo jaworznianie przynależą do etnograficznej grupy Krakowiaków Zachodnich, zwanych również dawniej „ludem ku Przemszy”. Czy też wytykając „administracyjną przemoc”, za pomocą której upchnięto niemal kolanem Jaworzno najpierw w województwie katowickim, a później śląskim. Wbrew historii i tradycji.

Oczywiście teksty te przyjmowane były w rozmaity sposób. Było sporo głosów sprzeciwu – dla mnie niezrozumiałego. Jak można bowiem przejść obojętnie obok setek lat tradycji i całkowicie ją ignorować?

Ja wiem – globalizm, więc chcemy się czuć przede wszystkim obywatelami Europy, a nawet Świata. Tego Świata, który wszystkich przycina równo do standardu szarego i cokolwiek bezmyślnego konsumenta. W tym Świecie pozornie nie jest ważna nasza tożsamość kulturowa czy język, którym się posługujemy – przecież Big Maca wszędzie zamawia się tak samo. Tego kosmopolitycznego Świata, który oferuje nam ciuchy od Zary, w których kieszeniach można było znaleźć zaszyte listy od zdesperowanych pracowników z drugiego krańca globu, którzy nie otrzymali wynagrodzenia za pracę w szwalni (międzynarodowy skandal sprzed dwóch lat). Świata, w którym pełnimy rolę albo konsumentów albo siły roboczej. Reszta jest nieistotna.

Ale był też pozytywny odzew, zwłaszcza ze strony jaworznickich regionalistów, którzy prowadzą fanpage „Jaworzno – małopolskie miasto w woj. śląskim”. Gdybym od nich usłyszał „Idzze, idzze bajoku, klarnecie, ciućmoku!”, to wówczas mógłbym się już nad sobą zastanowić. Nie usłyszałem.

Teraz się okazuje, że małopolscy regionaliści w różnych częściach województwa śląskiego nabierają rozpędu. Częstochowie jest już od dawna nie po drodze z Górnym Śląskiem. Żywiecczyzna odżegnuje się od związków z województwem śląskim i lgnie do małopolskiej macierzy (Bielsko należy np. do Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski!). W Zagłębiu też dają się słyszeć pomruki niezadowolenia.

Tak sobie myślę, że to nieoczekiwany efekt powstania Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Bo okazało się, że jest to twór bardzo mocno opierający się na tożsamości górnośląskiej i zdecydowanie tę tożsamość umacniający. Częstochowa, Bielsko-Biała, Jaworzno w tym paradygmacie się nie mieszczą.

Już przed ponad rokiem z Bielska i Częstochowy płynęły obawy o wzrastającą dominację interesów i problemów rdzennie górnośląskiej konurbacji nad interesami nieśląskich części województwa, którą jeszcze bardziej pogłębia metropolia. Zagłębie usiłuje się w tej sytuacji odnaleźć poprzez zawiązanie cichego porozumienia prezydentów Sosnowca, Dąbrowy Górniczej i Będzina.

Z tej perspektywy wcale nie dziwi mnie inicjatywa Stowarzyszenia „Beskidzki Dom”. Bo to jest wyraz tarć i pęknięć, które coraz bardziej uwidaczniać się będą w województwie śląskim. W województwie, które składa się aż w 52 procentach z ziem małopolskich. Województwie, którego sama nazwa jest przekłamaniem – bo przecież Śląsk, to także Dolny Śląsk, a historyczną stolicą całego regionu jest Wrocław, historyczną stolicą zaś Górnego Śląska jest Opole.

I tylko tak mogę odbierać petycję zmiany nazwy województwa na śląsko-małopolskie – jako przejaw wzrastającej frustracji. Może też jako nieco desperacki akt przypomnienia o małopolskiej tożsamości. Niestety dostrzegam w niej również próbę pudrowania nabrzmiewającego ropnia – zabieg kosmetyczny, który nie likwiduje źródła problemu. Cóż mogłaby przynieść zmiana samego szyldu i herbu województwa?

Patrząc z perspektywy Jaworzna, trzeba być świadomym, iż musimy znaleźć swoje miejsce pomiędzy Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią a Krakowskim Obszarem Metropolitalnym.

Wyobrażalnym rozwiązaniem mógłby być powrót do odnowionej idei Jaworznicko-Chrzanowskiego Okręgu Przemysłowego (lub Zachodniokrakowskiego Kompleksu Przemysłowego). W ściślejszej współpracy, która mogłaby wzmocnić potencjał i konkurencyjność zarówno Jaworzna, jak i Chrzanowa, Trzebini i Libiąża, przeszkadza nam niestety granica administracyjna województw. Oczywiście potrzebna byłaby również wola wszystkich samorządowców, aby taką współpracę nawiązać.

Zmiana nazwy województwa, symboliczny akt, na który nie ma większych szans, w niczym realnie nie pomoże ani nam, ani mieszkańcom ziemi częstochowskiej, Żywiecczyzny czy Zagłębia. Problemy, stanowiące pokłosie niefortunnego podziału administracyjnego, będą dawać o sobie znać z narastającą siłą.

Tomasz Pstrucha

Polecamy:

My, mieszkańcy małopolskich miast… – felieton Tomasz Pstruchy

Warto rozglądać się za dobrym partnerem – felieton Tomasza Toszy

 

Najnowsze

To Top