Felieton

Macie dość pandemii? (felieton)

Ja również. Wyjdziemy z niej tylko dzięki masowym szczepieniom. Warowałem do północy przed komputerem, a sową nie jestem, w dniu w którym miałem dostać skierowanie. Nieludzkie to trochę i uważam, że źle ktoś wymyślił godzinę startu… Bo co by zmieniło, żeby zapisy otwierać na przykład o siódmej rano? Albo nawet w południe. Ale nich będzie północ. W końcu czekam od lutego, kiedy można było zgłosić chęć. Swoją zgłosiłem w pierwszych minutach.

Kwadrans prze północą zaskok – status mi się zmienił. Twoje skierowanie zostało wystawione – informowała mnie stronka, tylko kliknąć się jeszcze nie dało. Ale dobrze jest pomyślałem. Równo o północy strona się odświeżyła. Tylko te dziwne literki: Kruszyna. Ale pfizer i to już jutro. Ale co to jest do diabła Kruszyna? Zapytałem pana Googla, on wszystko wie. Wiedział. Pod Radomskiem. Rzut okiem na mapę… Nosz – do Zwardonia miałbym bliżej. I i tak nie jestem rekordzistą jak ci sprzed kilku miesięcy co im system kazał jechać ze Szczecina w Bieszczady. I prawdopodobnie tym z Bieszczad do Szczecina. System tak działa i nie należy się obrażać. Zwłaszcza jak daje pfizera.

Wystroiłem się na szczepienie w luźną koszulkę z rowerem i napisem po angielsku, żebym się radował niespieszną jazdą. I że proste życie jest dobre by wyzwolić duszę i myśli. Dobra jest. Ideologicznie jestem przygotowany na przyjęcie czipa. Pogaduszka z pielęgniarką w wiejskim ośrodku zdrowia otoczonym samochodami z rejestracjami z całego województwa.

Krótkie ukłucie i już można próbować się parować z siecią 5G.

Żarty żartami, ale są ludzie którzy w to wierzą. Można się z nich nabijać ale oni mają własną bańkę informacyjną z własnymi „dziennikarzami”, własnymi „naukowcami”, własnymi „źródłami informacji” i to oni nas uważają za frajerów, którzy dali się wkręcić światowemu rządowi, na czele którego są przyobleczone w ludzkie skóry jaszczury z kosmosu. Poważnie. W gruncie rzeczy ich wiara jest niegroźna. No bo co komu szkodzi, że ziemia jest płaska. Kto widział jak pakują ziemię w Lidlu, to wie, że jest płaska. No chyba, że się wygnie.

Są też przypadki cięższe ale i łatwiejsze do zrozumienia. Pewien lekarz z Przemyśla stał się czasowo internetowym celebrytą ratującym ludzi przed śmiercią za pomocą amantadyny, starego leku przeciwwirusowego. Trzy tysiące ludzi tak leczył z covida wypisując recepty po dwieście złotych od sztuki. Siedemnaście osób zmarło. Dziesiątki na szczęście udało się odratować na respiratorach. Połowa z tych, których leczył nigdy nie chorowała. Na okrągło to jakieś pół miliona złotych czystego zysku. I sława. Zwłaszcza tej sławy trudno nie docenić. Pan lekarz z absolutnego noname’a stał się znany. Na fali tej sławy napisał nawet artykuł „naukowy” o leczeniu amantadyną. Tylko żadne czasopismo NAUKOWE nie chciało mu tego wydrukować.

Na tym właśnie polega nauka – żeby coś trafiło do obiegu naukowego musi zostać krytycznie zrecenzowane. No nie każde napisane drukiem literki oznaczają prawdę, lub coś zbliżonego do niej. Czasem słowa mogą bardzo dramatycznie zaszkodzić. Siedemnastu pacjentom lekarza z Przemyśla jest to już w sumie obojętne. Ale nie ich bliskim.

Spotkałem się ostatnio z zarzutem, że powinienem do swoich felietonów robić przypisy. Jak w artykułach naukowych. Bo zdarza mi się pisać o rzeczach na tyle kontrowersyjnych, że mogłoby się wydawać, że jakiś świr jestem. No jestem. Ale taki naukowy. Jak z tymi dzikami i skarmianiu ich kukurydzą zarażoną grzybem. Że pozwolę sobie zacytować teraz gwoli uzupełnienia fragment pracy doktorskiej Jakuba Pałubickiego z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu – „Jednym z głównych metabolitów grzybów Fusarium graminearum i Fusarium culmorum (powodującymi zgniliznę kłosów i kolb) jest naturalny estrogen zearalenon (ZEN) nazywany również toksyną F2…” No i tak dalej, i tak dalej. I tak dalej opisane jest jak ten estrogen wpływa na rozrodczość dzików. Nauka rozstrzygnęła zagadkę, której intuicyjnie nie jesteśmy w stanie rozwiązać i wskazała źródła rozwiązania problemu inne niż parę gram ołowiu pędzonego prochem.

Nie będę dawał przypisów do felietonów, bo wystarczy wrzucić słowa kluczowe: dziki, grzyb, kukurydza, żeby na pierwszych miejscach wyszukiwania pojawiło się kilka, kilkadziesiąt prac naukowych na ten temat w różnych językach. To, że się ukazały w naukowych czasopismach oznacza to, że są zbliżone do prawdy. Choć być może kiedyś pojawią się artykuły, które tej prawdy będą jeszcze bliżej. Na tym właśnie polega nauka, że wciąż przesuwamy obiektywne granice wiedzy. Od płaskiej ziemi do pyłku zagubionego gdzieś na skraju mało istotnej galaktyki.

Właśnie się dowiedziałem, że znajoma się przed chwilą zarejestrowała. Na jednodawkowego johnsona. Ależ ci ludzie mają czasem szczęście. Za kilka dni będzie już po kłopocie i w stanie wolności, a mnie czeka jeszcze jedna wycieczka do Kruszyny. Przynajmniej już wiem gdzie to jest.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 9-2021

Najnowsze

To Top