Felieton

Problem nadmiaru (felieton)

O bogowie, jakie dziaderskie pytania dostałem od jaworznickich licealistów. Taka myśl mi przeleciała przez głowę gdy przyszedł e-mail z prośbą o wywiad i gotowymi już zagadnieniami… czujniki wolnych miejsc parkingowych, inteligentne systemy dotyczące parkingów i ładowarki samochodowe. Trochę zmarkotniałem, ba odniosłem wrażenie, że młodzi ludzie są już pokoleniem, które rozumie, że świat musi się zmienić, żeby się nie zapaść w sobie. Na szczęście moje obawy były przesadzone… Ale o tym później.

Wszystkie konferencje wciąż odbywają się w formie webinariów. Ma to swoje zalety, bo można w tym czasie prowadzić inne aktywności i konferować nawet z komórki, ale na dłuższą metę brakuje kontaktu bezpośredniego i tego co na takich konferencjach jest najważniejsze – kuluarów i pogłębionych indywidualnych rozmów. Jestem prelegentem na Kongresie Polityki Miejskiej, ale zanim on się wydarzy z Instytutem Rozwoju Miast i Regionów grupa ekspertów przygotowuje zagadnienia, które miałyby stać się częścią rządowego dokumentu Krajowej Polityki Miejskiej.

Więc godzinami przesiaduje na webinariach dyskutuję na temat różnych polityk i problemów miast. I tu wracam do licealistów. Rzeczywiście, jeśli się popatrzy się pobieżnie na miasta, to parkowanie wygląda na problem. Konkretnie – zazwyczaj u celu podróży trudno jest zaparkować. Tylko czy rzeczywiście to jest problem? Wszystko co jest problemem daje się rozwiązać, a w tym przypadku próby rozwiązania problemu podejmowane w tysiącach miast na całym globie tylko powodują narastanie problemu.

Nie wiem czy zwróciliście uwagę, że im więcej jest parkingów to tym trudniej zaparkować. To jakiś piramidalny paradoks. Nie mówiąc o korkach.

Na wywiad dotarła para, młodziutcy. Okazało się, że nie o parkowanie im chodzi ale o wywiad, który będą mogli przetłumaczyć na angielski w ramach jakiegoś erasmusopodobnego programu. Umysły otwarte, więc po oczach wystających znad masek widzę, że argumenty trafiają. Otóż – jeśli jakiegoś problemu nie da się rozwiązać, to znaczy, że przyjęliśmy błąd metodologiczny – to co braliśmy za problem zostało źle zidentyfikowane. Problemem nie jest deficyt miejsc parkingowych, ale nadmiar chętnych, którzy chcieli by z nich korzystać. Czyli rozwiązaniem problemu jest… zmniejszenie ilości samochodów. I spróbuj powiedzieć to otwarcie w niezbyt bogatym kraju, w którym aut w miastach na tysiąc mieszkańców jest dwa razy więcej niż w bogatych Niemczech.

Moi młodzi rozmówcy rozumieli to. Ale gorzej miałem kilka dni wcześniej z kolegami ekspertami, którzy wystraszyli się śmiałości propozycji, że można ten problem ewolucyjnie rozwiązać tak, że…

… dodatkowym dokumentem potrzebnym do zarejestrowania nowego samochodu musi być zaświadczenie, że ma się swoje, bądź wynajęte miejsce gdzie trzyma się ten samochód w nocy (takie rozwiązanie działa na przykład w Japonii).

Nie chodziło mi o to, żeby wszyscy właściciele samochodów musieli przedstawić taki kwit. Tylko nowych rejestracji. W półtorej dekady uporządkowałoby to nam na rynkowych zasadach kwestię nadmiaru aut. Można by trzymać w nocy auto nawet na ulicy, ale to zarządca tej ulicy musiałby przydzielić miejsce. Nie mieliby problemu mieszkańcy domków. Mają posesje i podjazdy. Szybko zrobiłby się porządek na blokowiskach – bo samochodów nie mogłoby być więcej niż miejsc parkingowych.

To zresztą się stanie nawet bez tego pomysłu. Firmy motoryzacyjne już ostrzegają, że nowe samochody z normą emisji spalin EURO7 będą kosztować o połowę więcej niż obecnie produkowane auta. Jeszcze chwila i elektryki będą tańsze od nowych spalinowych. Bo tanieje produkcja baterii, a technologia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Żeby przez noc naładować elektryka jego posiadacz MUSI mieć swoje miejsce parkingowe i słupek z prądem.

Tego nie da się rozwiązać publicznymi ładowarkami. Bo jak się okazało to nie działa. Rewolucja w motoryzacji wymusi zmniejszenie ilości aut do dostępnych miejsc postojowych na noc. I stanie się to szybko, bo produkowane od dekady auta spalinowe mają tak żałosną trwałość, bo nie pożyją jak niemieckie mercedesy w Albanii albo Maroku – sześćdziesiąt lat i dłużej przy przebiegu miliona kilometrów. Dziś przebiegi rzędu miliona mil, czyli ponad półtora miliona kilometrów oferują samochody elektryczne Tesli. Takie auto będzie się kupowało na całe życie, bo zwykły śmiertelnik jest w stanie przez pół wieku jeżdżenia autem wyjeździć pięćset, sześćset tysięcy kilometrów.

Wąskie grono ekspertów moją kartę problemu potraktowało niezwykle sceptycznie – to się w Polsce nie może udać. Znajdą się dziesiątki sposobów, żeby ominąć tę restrykcję parkingową. Ale kiedy temat pojawił się na szerszym forum i zaznaczyłem, że mój panel podchodzi do tematu negatywnie nieoczekiwanym entuzjazmem do pomysłu zapałali ministerialni urzędnicy, którzy chyba też widzą problem nadmiaru.

I coś czuję, że ten felieton wywoła falę dyskusji. Ale czy nie o to w felietonach chodzi?

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 10-2021

Więcej felietonów znajdziecie: tutaj

Najnowsze

To Top