Z miasta

Miasta konkurują dziś o mieszkańców, dlatego trzeba budować silne i odporne miasto przyszłości

O przyszłości Jaworzna rozmawiamy z prezydentem Pawłem Silbertem

Extra: W połowie bieżącego roku minął półmetek kadencji samorządowej. To dobry czas na pierwsze podsumowania. Jak wypada obecna kadencja w porównaniu z poprzednimi?

Paweł Silbert: – Mimochodem nasuwa mi się stare chińskie przekleństwo, brzmiące: „Obyś żył w ciekawych czasach”. Tak mawiano, gdy komuś złorzeczono, bo ciekawe czasy to w zamyśle takie, w których dużo się dzieje i wszystko się zmienia; w których następuje koniec takiego świata jaki dotychczas znaliśmy; koniec poczucia bezpieczeństwa, a początek niepewności związanej z pytaniem, jaki nowy świat wyłoni się z chaosu. Tak postrzegam obecny okres w porównaniu z poprzednimi kadencjami. Wówczas realizowaliśmy nasze miejskie aspiracje, rozwiązywaliśmy problemy i podejmowaliśmy wyzwania, ale otoczenie było stabilne i przewidywalne. Dzisiaj natomiast trudno znaleźć jakąś stabilną podstawę, która pozwoliłaby planować w długiej perspektywie.

Czy pandemia faktycznie wywróciła wszystko „do góry nogami”? To dość powszechne stwierdzenie w samorządach, jak to jest w Jaworznie?

– Nie tylko pandemia. Bardziej procesy, których dynamika wzrosła wskutek pandemii. Świat musi przebudować swoją ekonomię, skrócić łańcuchy dostaw, zmniejszyć energochłonność, odejść od paliw kopalnych, żeby zapobiec konsekwencjom zmian klimatu. Ład ekonomiczny trzeszczy w szwach. A Europa jaką znamy się starzeje, wkrótce możemy być kontynentem „siwych głów”. Demografia jest problemem również naszego miasta. Miasta konkurują dziś o młodych mieszkańców, a miasta małe i średniej wielkości nie są dla młodych największą atrakcją.

To jak kształtuje się aktualny obraz rzeczywistości?

– Nie jest moim celem snucie kasandrycznych przepowiedni. Po prostu staram się diagnozować sytuację, uświadamiać sobie w jakich czasach żyjemy i brać pod uwagę różne scenariusze rozwoju wydarzeń. Na procesy geopolityczne nie mamy wielkiego wpływu. One za to mają i będą miały wpływ na nas w miejscu, gdzie żyjemy i na to jak żyjemy – tu w Jaworznie. Z wszelkimi kryzysami jest tak, że są tacy, którzy na nich potwornie tracą i tacy, którzy wiele zyskują, gdyż wykorzystują nowe szanse. Musimy się postarać, by Jaworzno znalazło się w tej drugiej grupie.

Jakie szanse Pan dostrzega dla Jaworzna w tym całym niepewnym otoczeniu?

– Przede wszystkim dotyczące ustanowienia Jaworzna jako ważnego ośrodka przemysłowego i technologicznego związanego z nowymi technologiami. Nowe polityki klimatyczne sprawą, że coś stracimy – górnictwo węgla kamiennego i konwencjonalną energetykę opartą na węglu. Ale możemy też coś zyskać – nowoczesne branże z olbrzymimi perspektywami rozwojowymi w przyszłości. Tak jak Jaworzno wiodło na terenie Polski prym podczas drugiej rewolucji przemysłowej, zwanej epoką pary i elektryczności, tak może ponownie zająć istotną pozycję w obecnie dokonującej się rewolucji technologicznej związanej z odejściem od paliw kopalnych. Jeżeli się o to skutecznie nie postaramy, może nas czekać zapaść ekonomiczna, marginalizacja i stopniowa utrata funkcji społeczno-gospodarczych oraz miastotwórczych.

Mówiąc wprost, Jaworznicki Obszar Gospodarczy i ulokowana na nim fabryka Izery jest naszą największą szansą?

– Faktycznie, naszą szansą jest utworzenie Jaworznickiego Obszaru Gospodarczego i ulokowanie na jego terenie przedsiębiorstw z zaawansowanych technologicznie i perspektywicznych branż. Fabryka elektrycznych samochodów jest pod tym względem najlepszą opcją, gdyż automatycznie przyciągnie także dostawców podzespołów i podwykonawców. Tychy wykorzystały swą okazję w latach 70-tych, gdy powstała tam Fabryka Samochodów Małolitrażowych, w której do dzisiaj trwa produkcja Fiata. Gliwice 25 lat temu wraz z zakładami General Motors. Teraz nadeszła nasza kolej. Nie chciałbym budzić demonów przeszłości, ale przed 30-laty pojawiała się w kręgach rządowych propozycja, by wraz z Tychami i Gliwicami specjalna strefa ekonomiczna powstała także w Jaworznie. Z różnych powodów do tego nie doszło.

Teraz jesteśmy na dobrej drodze by taka strefa została powołana? Ostatnio mogliśmy przeczytać, że Gmina zawarła ważne porozumienie z KSSE o przygotowaniu terenów przy elektrowni pod przemysł.

– Nie dalej jak w ubiegły piątek (19 listopada 2021 r. – przyp. red.) podpisaliśmy porozumienie z Katowicką Specjalną Strefą Ekonomiczną o współpracy w zakresie przygotowania i zagospodarowania Jaworznickiego Obszaru Gospodarczego. Czeka nas mnóstwo pracy w krótkim czasie – zapewnienie dostępu do sieci energetycznej, gazowej i wodociągowej, rozbudowa sieci drogowej, zaprojektowanie bocznic kolejowych. Dla realizacji tego przedsięwzięcia pozyskaliśmy poważnych partnerów w postaci KSSE i Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, a także wsparcie ministerstw, rządu i jego agend. Teraz najistotniejszą kwestią jest przeprowadzenie procedury zamiany nieruchomości z Lasami Państwowymi. Lasy pozyskają od gminy tereny faktycznie leśne, dobrej jakości z punktu widzenia ustawowej działalności, którą prowadzą.

Jak rozumiem, to aktualnie najważniejszy projekt?

– To na pewno projekt kluczowy dla przyszłości Jaworzna, stąd – wraz z współpracownikami, wkładam w niego mnóstwo energii. Ale nie jedyny z istotnych, które wymagają zaangażowania. Żeby to zrozumieć warto przyglądać się również temu, jak robią to inni. Za przykład mogę podać obserwację jak to wygląda na ulicach Brukseli, Oslo i Bergen. W krajobrazie tych miast samochody elektryczne stają się czymś oczywistym. To nie są żadne ekstrawagancje, tylko realny trend, którego zlekceważenie ze strony Polski okrutnie się zemści organizacyjnie i ekonomicznie, albo przeciwnie – wprowadzi nas na nowe, atrakcyjne ścieżki rozwoju polskiej gospodarki. Chciałbym, byśmy na zmianie myślenia o motoryzacji skorzystali nie tylko jako konsumenci, ale też jako producenci. A to byłaby wygrana Jaworzna, regionu i kraju.

Co jeszcze uznaje Pan za szczególnie ważną kwestię dla przyszłości miasta? Czy Pana wizyta w Brukseli może pomóc, by w końcu rozwiązać problem dawnych składowisk odpadów po działalności zakładów chemicznych?

– Powiem szczerze – straciłem cierpliwość do zagadnienia toksycznych odpadów dawnej Azotki składowanych na Rudnej Górze i w Dolinie Wąwolnicy. Od kilkunastu lat na wszystkich szczeblach krajowych i za rządów różnych opcji politycznych starałem się, by państwo zajęło się tym problemem. Bez większego skutku. To my, jako Gmina pozyskiwaliśmy środki i uczestniczyliśmy w różnych programach, prowadziliśmy badania tego terenu, zlecaliśmy projekty remediacji i unieszkodliwienia bomby ekologicznej, uczestniczymy w eksperymentalnych projektach badawczych. Skorzystałem z zaproszenia i postanowiłem poruszyć problem trujących odpadów po dawnej Azotce na forum międzynarodowym.

W jaki sposób?

– Wziąłem udział w konferencji zorganizowanej w Brukseli przez Wspólnotę Europejską, gdzie omówiłem dokładnie zagrożenia związane z bombą ekologiczną pozostałą po dawnych zakładach chemicznych. To zagadnienie zasługuje na atencję ze strony organów Unii Europejskiej, bo uwolnienie do wód gruntowych setek tysięcy ton toksycznych substancji składowanych w okolicach Rudnej Góry poskutkuje eksterminacją wszelkiego życia biologicznego w Wiśle i Morzu Bałtyckim. To byłaby największa katastrofa ekologiczna w historii i dotknęłaby wszystkie kraje północnej Europy. A Jaworzno pozostaje z tym problemem osamotnione.

Docierają ostatnio wiadomości, że przygotowywana jest przecież specustawa krajowa dla tego rodzaju obszarów. Jakie są jej założenia i czy gmina, która według autorów projektu miałaby przejąć tereny z takimi składowiskami, jest na to gotowa?

– Odesłaliśmy do ministerstwa mocną odpowiedź ze sprzeciwem co do planów zrzucania odpowiedzialności i kosztów wyłącznie na gminy dotknięte tym problemem. Proszę sobie wyobrazić, że założeniem specustawy jest to, by „właścicielami” toksycznych odpadów i jednocześnie odpowiedzialnymi za ich unieszkodliwienie były gminy, gdzie te składowiska się znajdują. To nie do przyjęcia! Dlaczego gmina miałaby wydawać olbrzymie sumy na usunięcie odpadów pozostałych po państwowym kombinacie? To państwo czerpało zyski z funkcjonowania zakładu, więc państwo powinno po nim „posprzątać”. To państwowy zakład spowodował szkodę w środowisku, a nie gmina. Gminy takiego ciężaru nie będą w stanie udźwignąć. W przypadku składowiska na Rudnej Górze remediacja odpadów kosztowałaby szacunkowo ok. 1,2 miliarda zł, a niewykluczone, że w skrajnym przypadku nawet kilka miliardów. To wartości przekraczające co najmniej ponad dwukrotnie roczny budżet miasta, albo inaczej – to więcej niż wartość wszystkich inwestycji miejskich wykonanych w ostatnich dwudziestu latach.

Wkrótce głosowanie nad budżetem na 2022 rok. Jak wyglądają przyszłoroczne dane budżetowe? Czeka nas boom inwestycyjny czy lekkie zamrożenie finansów?

– Z pewnością czeka nas wyjątkowa niepewność. Dotychczas rok do roku dochody miasta rosły, natomiast w przyszłym roku możemy doświadczyć dosyć poważnego spadku po stronie dochodów. To oczywiście znajdzie swoje odzwierciedlenie w wydatkach budżetowych – będziemy musieli oszczędzać. Niewykluczone, że część „strat” odrobimy w drugiej połowie roku, zależy to jednak od tego, co wydarzy się w gospodarce całego kraju i jak będzie na to reagować rząd. Najważniejsze inwestycje są w toku, część będziemy kończyć w przyszłym roku, sporo z nich w kolejnych latach. W budżecie na 2022 rok mamy zapisane ok. 80 mln zł na wydatki majątkowe – utrzymujemy bezpieczny poziom inwestycyjny, tak jak i odpowiedzialnie podchodzimy do emitowania obligacji czy zaciągania kredytów – tylko na inwestycje i tylko, kiedy to potrzebne. Łącznie z planowanymi inwestycjami zewnętrznymi – jak budowa przez PKP wiaduktu w Ciężkowicach, czy remont Szkoły Podstawowej nr 20 w Byczynie – zapowiada się spory front budowlany w mieście. Zastoju więc nie będzie, za to ryzyka związane z jakością pracy wykonawców, sposobem finansowania i rozliczania mogą być jeszcze większe niż obecnie.

Czekają nas wyrzeczenia i oszczędności związane z Polskim Ładem. Czy też patrzy Pan na to spokojnie? Informacje rządowe raczej pokazują, że bardzo duża grupa społeczeństwa zyska, podobno przygotowane są również rozwiązania dla samorządów.

– Dochody będą o 91 mln zł niższe niż w roku bieżącym. Na szczęście duża część tej kwoty, to środki programu 500+, które za kilka miesięcy będą wypłacane przez ZUS – one nie miały wpływu na możliwości finansowe gmin. Spadek dochodów z PIT wywołany Polskim Ładem ma być uzupełniony w jakimś zakresie subwencją wyrównawczą. Podstawowym problemem jest wysoki poziom niepewności co do mechanizmów rekompensujących ubytki dochodów. A przecież realizujemy wciąż kosztowne projekty inwestycyjne, choćby w postaci estakady w Byczynie, modernizacji kolejnych odcinków dróg. Mamy w planach budowę nowego pawilonu Izby Przyjęć w szpitalu i rozwinięty projekt termomodernizacji placówek oświatowych wraz z montażem instalacji OZE, by obniżyć w przyszłości koszty eksploatacyjne. Chcemy wreszcie wyprowadzić ruch z ul. Szczakowskiej poprzez oczekiwaną budowę ul. Nowoszczakowskiej. Na dniach zostanie wydane zezwolenie na realizację inwestycji i będziemy mogli ubiegać się o zewnętrzne dofinansowanie projektu. Na to wszystko potrzeba środków, które trudno wygospodarować w sytuacji, gdy tak znacząco spadają dochody budżetowe. A trzeba również dodać, że galopujące wskaźniki inflacyjne mogą sprawić, iż realne koszty planowanych inwestycji będą wyższe niż zakładane. Sytuacja jest trudna.

Stąd decyzja o podwyżce podatków lokalnych, które są przecież składową budżetu. Czy to faktycznie tak potężny ich udział w budżecie?

– Podatki od nieruchomości są jedną z nielicznych składowych dochodów, na którą samorząd ma faktycznie bezpośredni wpływ. Jeśli chodzi o przychody gminy wygląda to tak: na 70 proc. nie mamy wpływu, wpływ mamy na ok. 30 proc. i w tej puli są właśnie lokalne podatki. Minister Finansów co roku określa stawki i duże zdziwienie w organach podatkowych budzi fakt, że część samorządów pozostaje na zamrożonych stawkach – słyszymy: „na ten element przychodów macie wpływ, a kompletnie z niego nie korzystacie, więc dlaczego narzekacie, że jest źle z finansami?”. Podatki będą aktualizowane, to jedyna możliwość, by w obliczu powszechnego spadku dochodów, zbilansować miejski budżet. Proszę mnie nie podejrzewać o złą wolę i chęć utrudniania życia mieszkańcom. Przecież ja też jestem mieszkańcem i płacę podatki. Poza tym obserwujemy, że efekty obniżek podatków nie są imponujące. Uważam, że lepsza formą są programy oferujące ulgi podatkowe w zamian za aktywne działania po stronie podatnika. Dzięki temu wszyscy jako mieszkańcy możemy zyskać. W tych spostrzeżeniach wydajemy się być zgodni z częścią przedsiębiorców Jaworznickiej Izby Gospodarczej. Mamy zamiar wspólnie wypracować kilka propozycji takich przedsięwzięć i wdrożyć je najszybciej jak się da, może nawet w pierwszej połowie przyszłego roku.

Alternatywa dla podwyżek podatków?

– Nie chcę denerwować naszych mieszkańców i pokazywać wariantów negatywnych scenariuszy. Jesteśmy od tego, żeby aktywnie zapobiegać trudnościom, w przeszłości było tak już wielokrotnie! Jest jednak faktem, że gwałtownie rosnące koszty paliwa, energii elektrycznej, usług, pracy i inne dotykają gospodarowania miastem podobnie jak to się dzieje w naszych rodzinach czy firmach. Tymczasem dochody gminy nie tylko nie pozostaną na dotychczasowym poziomie, lecz w przyszłym roku znacząco spadną. Nawet po uwzględnieniu podwyżki podatków! Ponieważ podwyżka podatków nie rekompensuje ubytków, będziemy starali się tak w poprzednich trzech latach skutecznie aktywizować miejskie grunty i nieruchomości – realizować ambitny plan sprzedaży mienia, na którym powstają nowe domy, osiedla, zakłady pracy. Ludzie w urzędzie i jednostkach pokazali, że potrafią nie tylko wydawać, ale i zarabiać środki na rzecz gminy.

Jesteśmy po długiej rozmowie z Jaworznicką Izbą Gospodarczą i rozumiem, że jako samorząd gospodarczy nie mogą jednoznacznie opowiedzieć się za podwyższeniem podatków w grupach, które dotyczą firm. Ale ci ludzie mają wiedzę i wyobraźnię, rozumieją, że mamy bardzo podobne problemy jak oni. Nie ma jednak radości z tego, że rosną obciążenia podatkowe i stąd brak pozytywnej opinii w tej kwestii. Umówiliśmy się na to, że przystąpimy do stworzenia takiego pakietu programu ulg dotyczącego miejskich podatków, który nie narazi budżetu miasta, a będzie odpowiedzią na wyzwania stojące przed przedsiębiorstwami. Byłyby one nagrodą za rozwój, inwestycje, dodatkowe zatrudnienia, za dbałość o środowisko i otoczenie oraz realizację miejskich polityk i strategii.

Skoro szeroko rozmawiamy i jesteśmy już pod koniec roku, to jakie ma Pan najbliższe plany osobiste?

– Już w grudniu czeka mnie spore, osobiste wyzwanie. Przed końcem roku muszę przerwać urlop bezpłatny i na miesiąc wrócić do pracy w elektrowni. To pozwoli mi uzyskać uprawnienia do podwyższonej emerytury za wieloletnią pracę w warunkach szczególnych. Od stycznia 2022 roku już nie mógłbym z tego uprawnienia skorzystać, ponieważ w życie wchodzi ustawa, która blokuje taką możliwość. To bardzo ważne dla moich przyszłych finansów osobistych. Nie chcę stracić pieniędzy i skorzystam z takiej możliwości. Żeby nie było kolizji czasowych, wykorzystam w tym celu część zaległego urlopu i pogodzę obowiązki pracownicze w urzędzie i elektrowni. Warunkiem możliwości uzyskania takich uprawnień emerytalnych jest choćby śladowa praca w warunkach szczególnych po roku 2008, tymczasem z racji pełnionego urzędu jestem na urlopie bezpłatnym od końca 2002 roku.

Z innych planów mam nadzieję, że w nadchodzącej zimie w końcu pojadę na zaległą wyprawę narciarską z przyjaciółmi. Z powodów covidowych przekładaliśmy wyjazd już dwukrotnie.

Czeka mnie też kilka zupełnie prozaicznych zajęć; zabezpieczenie roślin w ogrodzie przed zimą, parę drobnych robót w mieszkaniu, piwnicy i garażu. Ostatnio „odkurzam” też trochę wspomnień, skanuję stare negatywy i slajdy z rodzinnych zbiorów. To fantastyczne uczucia, gdy wracają przy tym wspomnienia sprzed wielu lat, wszyscy się zmieniliśmy, część bliskich mi osób już nie żyje, część się urodziła i zdążyła wydorośleć. Wynalazek fotografii jest jednak niesamowity. Całe szczęście, że jest ona naszą rodzinną tradycją. Ojciec kupił pierwszy aparat w 1958 roku. Od tego czasu zarejestrowane są migawki z życia naszej rodziny i trwa to nadal. Taka aktywność to dla mnie trochę oderwanie od „kołowrotka” codziennych obowiązków.

Wielu mieszkańców jest trochę zaniepokojonych zmianami w kraju, wielu odczuwa stres, słyszymy też o różnych akcjach w obronie czegoś. Jak i w jakiej sprawie chciałby Pan przekonać mieszkańców, by byli również ZA czymś w mieście?

– Nie mam na to jednej, dobrej rady. Nie mam też wrażenia, że trwa jakiś boom na protesty. Są sprawy, które wymagają poszerzonej dyskusji, wynikają one z tego, że ludzie reagują na czyjś alarm (być może w dobrych intencjach, czasem w złych), często wcześniej nie interesując się w ogóle miejskimi tematami. Usłyszałem niedawno, że np. nie informowaliśmy i nie konsultowaliśmy przyjętego rok temu Studium Kierunków i Uwarunkowań Zagospodarowania Przestrzennego. To strategiczny dla miasta dokument, który był opracowywany prawie trzy lata, w tym czasie organizowane były konsultacje, dyskusje, wyłożenia publiczne, aż do sesji w listopadzie 2020 roku. Ważne, żeby jakiś spontaniczny „ruch społeczny” angażował się we wspieranie rozwoju miasta, a nie pilnował wyłącznie swojej potocznej „zagrody” – do czego zachęcam i namawiam. Nie chcę również, by na naszym, miejskim poziomie dominowała źle pojęta polityka. Wręcz uważam, że nie powinno być na nią miejsca. Naszą „polityką” powinny być wspólne działania, by Jaworzno się rozwijało i omijały je kłopoty. Konfliktów mamy aż nadto i nie ma potrzeby wywoływać nowych. Będzie nam się wtedy lepiej rozmawiało i… żyło w naszym rodzinnym mieście.

Wywiad pochodzi z gazety: EXTRA 24-2021

Najnowsze

To Top