Felieton

Podróż do jaskini lwa (felieton)

Telefon: Chcielibyśmy zaprosić pana na wykład do naszego miasta. Jesteśmy fundacją zajmującą się bezpieczeństwem na drogach… A co to za miasto? Takie a takie… Auć… Ale wy wiecie, że to tak jakbym jechał do jaskini lwa? – Wiemy. Nie szkodzi, nawet lepiej… No to pojechałem.

Z tego miasta przyszło najdziwniejsze pismo od dłuższego czasu. „Czy prawdą jest, jak donosi nam jedna z naszych mieszkanek, że w Jaworznie nie ma korków a liczba wypadków spadła tak bardzo, że nie zdarzają się wypadki śmiertelne?”. Trzeba było odpowiedzieć, że to prawda, choć wypadki są nieuniknione, i zdarzają się nawet śmiertelne ale jest ich o rząd wielkości mniej niż w chwili gdy zaczęliśmy przebudowywać miejskie ulice. Już nie odpisali. Za to po kilku miesiącach przyszło kolejne, stanowcze pismo, że ich prezydent wyprasza sobie krytykowanie podejmowanych przez niego działań przeze mnie. Ojej. Sięgnąłem pamięcią i nie przypominałem sobie, żebym krytykował cokolwiek w tym mieście.

Wkrótce wyjaśniło się. Nie jestem zwolennikiem robienia picu w bezpieczeństwie na drogach, w tym stosowania różnych świecidełek w niebezpiecznych miejscach zamiast realnego zmierzenia się z problemem za pomocą infrastruktury. Wielokrotnie, kiedy byłem pytany o mijające lampki mówiłem, że to palenie pieniędzy. Że te rozwiązania nie działają. A najczęściej jest z nimi problem bo lubią się psuć.

Lokalny dziennikarz wykorzystał moją publiczną wypowiedź – zresztą za moją zgodą – i zrobiła się afera. Dziennikarz został potępiony na sesji tamtego miasta, a do Jaworzna dotarła skarga na mnie.

Więc pojechałem do jaskini lwa, żeby się z nim zmierzyć. Nie mam lęku przed takimi zwarciami, bo zauważyłem, że używane przeze mnie argumenty mają – po pierwszym zafrasowaniu rozmówcy – jednak siłę przekonywania. Po drugiej stronie nie ma złych ludzi, tylko zazwyczaj zamknięci są w fałszywym postrzeganiu rzeczywistości. Tkwią w klasycznym błędzie poznawczym a spokojna rozmowa pozwala im z tego błędu wyjść.

Dysonans poznawczy zwykle jest bolesny, na co zwrócił uwagę mój kolega, który był świadkiem „rozmowy przy piwie” w Jazzie, kiedy zaprosiliśmy na debatę internetowych hejterów. Paru odważnych się pojawiło, ale miny ostatecznie mieli obolałe. Od dysonansu.

Liczyłem więc, że w Tym mieście będzie okazją do gorącej dyskusji. To miasto jest co prawda dwukrotnie większe od Jaworzna, ale startowaliśmy z takiego samego – proporcjonalnie – poziomu bezpieczeństwa. Różnica była taka, że dwie dekady temu oni nie mieli korków. Jeszcze.

Pamiętam urzędników z tego miasta. Jeździliśmy na te same szkolenia, korzystaliśmy z tych samych funduszy, konkurowaliśmy o te same dofinansowania. I nasze miasta zazwyczaj je z łatwością zdobywały. Oni mają dziś wkurzonych korkami kierowców i wypadków śmiertelnych tyle co my kilkanaście lat temu. Co wobec zakorkowania jest tym bardziej zadziwiające. Co mogło pójść nie tak? Wszystko.

Pierwsza różnica była taka, że w Jaworznie nikt nie wtrącał się naukowcom i inżynierom do robienia Studium Komunikacyjnego. Nasz Prezydent zażyczył sobie, żeby włożyli w dokument talent i wiedzę. Zadziałało.

A tam. Pod dyktando było. Podobno kiedy inżynierowie zakwestionowali jeden ze sztandarowych pomysłów tamtego prezydenta, to było małe trzęsienie ziemi. Wódz kazał. I było jak wódz chciał.

Na tych szkoleniach dla urzędników pokazywali najlepsze praktyki z krajów Zachodu. I powtarzali – nie popełniajcie naszych błędów sprzed pół wieku. Ja na te nowe rozwiązania patrzyłem z zachwytem.

W Tamtym mieście postanowiono zrealizować pomysły z czasów Gierka.

Właściwie to całkiem sporo miast można podstawić pod To miasto. W paru już byłem i wygląda, że już dostrzegli błąd. Ten sam który Zachód popełnił pół wieku temu i wcześniej. Lubię jak ludzie są skorzy do nauki. I mają w sobie gotowość do naprawy tego co im nie wyszło. Wymaga to sporej dozy cywilnej odwagi. A ona tania nie jest.

Rozejrzałem się po sali konferencyjnej. Przyszli policjanci z drogówki. Naczelnik cały czas kiwał głową jak opowiadałem. Byli ludzie od marszałka, od wojewody, od straży pożarnej i służby ratunkowych. Jeden z instruktorów jazdy jak już skończyłem opowieść skomentował film, który leciał w tle, że gdyby nie nazwy ulic, to by nie uwierzył, że został nakręcony w Polsce. Miło, ale ja chciałem podyskutować w jaskini lwa z lwem lub jego posłańcami…

Pytam organizatorów: Kiedy mnie zaatakują? A oni, że zarząd dróg dostał zakaz pojawiania się. Oficjalnie przez covid, ale wiadomo co…

Wracam teraz niepocieszony pisząc ten felieton w pociągu. Pojechałem do jaskini lwa a lew nie przyszedł.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 25-2021
Więcej felietonów: TUTAJ

Najnowsze

To Top