Felieton

Miasto to jest opowieść (felieton)

Zawsze czekam na wyniki badań mieszkańców Jaworzna z najwyższą niecierpliwością. Co dwa lata mam takie osobiste święto, kiedy ukazuje się ten sondaż. Bo to badanie to naprawdę opowieść mieszkańców o ich mieście. O tym co kochają i co ich boli. Miasto to nie są budynki i ulice. Miasto to jest opowieść.

I to tegoroczne opowiadanie bardzo mi się podoba. Ze względu na swą niepodważalną, statystyczną pewność. Losowo dobrana próba reprezentatywna sześciuset osób. Choć starczyłoby przepytać ich mniej. Ale duża próba to duża pewność.

Pierwszy – rzucający się w oczy wniosek – społeczeństwo Jaworzna mogłoby się gremialnie zapisać do jakiejś organizacji aktywistów, bo ma dokładnie takie poglądy jak oskarżani o lewackość działacze ruchów miejskich. Albo inaczej – każdy z mieszkańców Jaworzna ma wizję miasta taką samą jak mieszkaniec Kopenhagi, Antwepii czy Gronigen. Te same potrzeby, ten sam sposób ich zaspokajania. To opowieść o miejskości miast Zachodu. Czy to chodzi o podejście do miejskiej zieleni, miejskiej mobilności, miejskich usług publicznych i miejskich szkół.

Jaworznianie okazali się być na pewno o niebo mądrzejsi od pomysłodawców zamykania „nierentownych” szkół. To był pomysł tak lumpenliberalny, że mógł się narodzić w głowach ludzi kompletnie pozbawionych opowieści miejskiej i miasta nie rozumiejących. Bo miasto to nie jest korporacja, a stosunki miejskie nie są relacjami między menadżerami a pracownikami. Miasto składa się z relacji społecznych. Dziś mamy sieć szkół, do których dzieci CHODZĄ. To coś na tle polskich miast raczej wyjątkowego. Pamiętam strajk szkolny sprzed trzech lat. Pierwszym spostrzeżeniem z ulic większości miast było zniknięcie porannych korków. W Jaworznie tego objawu nie zauważyliśmy. Bo w Jaworznie wciąż dzieci do szkół CHODZĄ. Nie muszą do szkół JEŹDZIĆ.

I mieszkańcy Jaworzna to sobie cenią w ich umowie z miastem. Bo to, że wciąż są mieszkańcami Jaworzna to jest umowa – oni chcą być mieszkańcami, choć mogliby mieszkać gdziekolwiek. Bo miasto daje im to czego oczekują.

Więc nie byłem zdziwiony tym, że tylko jedna trzecia mieszkańców byłaby gotowa przenieść dziecko do innej szkoły i to pod warunkiem, że jej poziom byłby wyższy. W grupie wiekowej trzydziestokilkulatków, która ma najwięcej dzieci w wieku szkolnym na zmianę szkoły godzi się zaledwie co piąty badany. Trzy czwarte jest albo przeciwna, albo bardzo przeciwna. I to jest mądre. Wożenie dzieci do szkół to złamanie społecznej umowy – to nałożenie przez miasto dodatkowego obciążenia na rodziców i dzieci. Skazanie na ponoszenie kosztów. Nie mówiąc już o zwiększonym ruchu, zmniejszeniu bezpieczeństwa, korkach, które muszą się w takiej sytuacji pojawić. Jakby nikt nie popatrzył na problem szerzej. Jakby nie dało się przewidzieć emocji związanych ze złamaniem umów. Niepisanych ale obowiązujących umów.

Albo zieleń miejska.

Gdyby popatrzeć na archiwum pism kierowanych do urzędników pozwalających na wycinkę, to można by odnieść wrażenie, że wycięcie wszystkich drzew w mieście to największe marzenie społeczności Jaworzna.

Gdy tymczasem piszą głównie przedstawiciele marginalnej grupy dendrofobów. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nowej zieleni miejskiej domaga się 85 procent badanych, obojętnych jest dziesięć procent a wrogami drzew zaledwie jeden procent. Kogo więc reprezentują ci, którzy potrafią napisać trzy kolejne pisma domagające się wycinki drzew przy okazji przebudowy drogi? Ozłocony zostanie przez mieszkańców urzędnik, który przy tej okazji znajdzie miejsce na posadzenie kilku kolejnych drzew.

Wiecie jaka miejska inwestycja ma najwyższą ocenę? Geosfera. Zaskoczeni? Ja absolutnie.

W opowieści o mieście jaką znam to właśnie to miejsce spełnia wszystkie kryteria przyjaznej przestrzeni. Jest magiczne, odrealnione, piękne, spokojne, dla wszystkich. Wyjątkowe. Ludzie oczekują być zaskakiwanym tak dobrze przez swoje miasto.

A Wizja ZERO?

Zawężanie ulic, ronda, bezpieczne przejścia, oddawanie przestrzeni ludziom i zabieranie samochodom. Jak ze snów lewackich aktywistów. Okazuje się, że lewakami jest większość mieszkańców – kontynuacji zawęzizmu i klombizmu domaga się ponad trzy czwarte mieszkańców.

Przeciw jest sześć procent ale jak popatrzeć kto jest przeciwnikiem to wychodzi, że to młodzi mężczyźni. To trzeba powtarzać do upadłego – Kiedy komuś pojawiają się dzieci lub wnuki to od razu mu rośnie chęć na bezpieczne drogi, na których ryzyko śmierci spada do zera. Zera absolutnego. Więc kogo reprezentują ludzie, którzy próbują powstrzymać te zmiany? Kim są i jaką mają alternatywną opowieść o mieście?

Jak sobie współczesna sanacja wyobraża rzeczywistość i dlaczego to się kupy nie trzyma? Nie wyobraża. Jest jak gliniany garnek. Niby widać skorupę ale wypełniona jest pustką. A w pustce nie ma żadnej opowieści.

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 3-2022

Więcej felietonów: TUTAJ

Polecamy: BADANIA OPINII MIESZKANCÓW

Najnowsze

To Top