Felieton

Niewolnicy banków (felieton)

Nie wiem jak Wasza banieczka ale moja ostatnimi czasy żyje stopami. Tylko stopy i stopy. I wysokość rat. Procentowych. Pojawił się też temat wakacji. Ale nie w formie urlopu w Łebie albo innych Ustkach, ale wakacji kredytowych.

Nie ma to jak być bankierem w obecnych czasach. A i dawniej być bankierem nie było źle. Poznałem takiego jednego jak pakował prowiant na jacht w Dubrowniku, na kolejną część podróży odkąd zwolnili go z wielkiego banku inwestycyjnego, tak wielkiego, że nie mógł upaść jak Lehman Brothers. Zwolnili go ze złotym spadochronem wartym parę milionów za które miał na jacht i w sumie niekończącą się podróż, bo po pięćdziesiątce to już mu się nie chciało pracować mając ten spadochron. Jedynym krajem, który pozamykał swoich bankierów za nieodpowiedzialność, niekompetencję i zwykłą chciwość była Islandia. Oni nawet pozwolili tym bankom pobankrutować, bo stwierdzili, że ostatecznie tak będzie lepiej dla społeczeństwa. I mieli rację.

Moja banieczka żyje też hasłem – mieszkanie prawem a nie towarem.

Ciężko podnosi się taką tezę w kraju w którym wciąż żywe jest liberalne zachłyśnięcie rynkiem bez ograniczeń. Ale niestety w tym haśle jest bardzo dużo racji i wystarczy przyjrzeć się mieszkalnictwu w krajach gdzie jakość życia jest najwyższa na planecie. Szwedzi, Austriacy, Niemcy nie mają problemu z zaakceptowaniem tego, że mieszkania się wynajmuje. Ani problemu bezdomności nie ma. I ludzie dobrostan mają wysoki. I nie są niewolnikami banków.

A u nas? Jeśli miałeś pecha, a ma go większość, to cykl Twojego życia wygląda tak – po latach mieszkania kątem u starych wchodzą Ci na ambicję, że trzeba iść na swoje.

Jeśli nie masz szybkiej perspektyw odziedziczenia lokalu po babci, to jedynym wyjściem jest kredyt. Jeśli jesteś trochę młodszy ode mnie, to załapałeś się na kredyt frankowy, bo innych banki nie chciały Ci dawać przy twojej zdolności kredytowej a frank był po 1,8 PLN. Jeśli miałeś pecha. I po 2 złote jeśli miałeś szczęście. Jak jesteś jeszcze młodszy to musiałeś już brać w złotówkach, bo się franek tak wzmocnił, że żadnym interesem banku było cię kredytować w nim tylko w jednej w najsłabszych walut świata czyli w naszej. No to się zaciągałeś niczym dobrym tytoniem, ale uczucie relaksu trwało tylko chwilę. Bo przyszła pandemia, a potem wojna. Już tylko czekasz głodu i śmierci, bo tyle z boskich przepowiedni zostało.

Boisz się otwierać korespondencji z banku, bo z raty 1,4 tys zł zrobiło się 2,3 tys zł. A te su….syny nie przestają podwyższać stóp procentowych więc zaraz dojdzie pewnie do trzech. I to nie koniec. A zostało Ci jeszcze dwadzieścia parę lat spłacania. Jak głęboko sobie przemyślisz swoją sytuację, to mocniej niż więzy małżeńskie wiąże Cię umowa kredytowa. Podduszając przy okazji i waląc z plaskacza po tyłku z całej siły. Kurcze, przecież ty z bankiem pożyczałeś pieniądze a nie umawiałeś się na BDSM. Pieprzeni sadyści. Jesteś całkiem uwiązany do mieszkania i aktualnej pracy, bo się do większego miasta – gdzie lepiej płacą – nie przeprowadzisz, bo tam mieszkania jeszcze droższe i nawet jak się uwolnisz od starego lokalu i kredytu na niego to zostanie Ci może na dwadzieścia metrów kwadratowych i jak sobie przeliczysz, to będzie mniej niż ustawowego miejsc w celi więziennej na członka rodziny. Więc jesteś jak ten chłop pańszczyźniany uwiązany do ziemi. Mogą tobą pomiatać ekonomi i nic nie zrobisz.

Ale załóżmy, że jakoś przeżyjesz to życie i po trzydziestu latach pospłacasz hipoteki.

Zostanie Ci parę lat wolności przed emeryturą. To będą magiczne lata, mimo że już będzie cię pesel walił po krzyżu a nie banki. Teraz przechodzisz na emeryturę, która będzie – jak zapowiadają ci co umieją liczyć – w wysokości jednej trzeciej twoich zarobków. Pesymiści uważają, że nawet mniej. Spodziewaj się wtedy grzecznych, ale z czasem coraz bardziej natarczywych telefonów ze wszystkich banków z jakimi miałeś w życiu do czynienia, a nawet z tych o których istnieniu nie wiedziałeś, że teraz zaproponują ci hipotekę odwróconą. Będą Ci co miesiąc wypłacali rentę do końca życia ale jak już dokonasz żywota, to mieszkanie będzie już banku, a nie wnuczków.

Teraz można siąść z kartką i jeśli miałeś maturę z matematyki to dasz radę policzyć. Wydałeś na mieszkanie załóżmy trzysta tysięcy. Zapłaciłeś za pożyczenie pieniędzy na nie milion. Teraz odzyskasz w odwróconej hipotece pewnie kilkaset, ale w tym czasie waluta się zdeprecjonuje, czyli straci na wartości a nominalnie mieszkanie będzie na koniec warte z półtora miliona albo i więcej.

I zadumaj się nad swoim losem sponsora tego garniackiego towarzystwa bankowego.

Byłeś niewolnikiem i ostatecznie całe życie tyrałeś na ich luksusowe auta, luksusowe sekretarki i wille z basenami na lazurowym wybrzeżu. Porąbana wizja, ale taka ona jest.

Jak już stwierdzisz że byłeś życiowym frajerem to pociesz się, że byli tacy, którzy wzięli w 2011 roku kredyt we frankach po 1,8 zł. A po dziesięciu latach dali się się namówić na przewalutowanie na złotówkę, bo miało być dobrze… Już ci lepiej?

Tomasz Tosza

Felieton pochodzi z gazety: EXTRA 9-2022
Więcej felietonów: TUTAJ

Najnowsze

To Top